Fiński zespół Metal De Facto w 2024 roku właściwie pozamiatał scenę power metalu za sprawą pierwszej odsłony albumu Land of the Rising Sun. Było tylko kwestią czasu, kiedy grupa powróci z kontynuacją – i ten moment nadszedł 6 marca. Druga część Land of the Rising Sun jest bez wątpienia nieco słabsza od swojego poprzednika, ale wciąż pozostaje bardzo przyjemnym w odbiorze wydawnictwem. Mimo to trudno oprzeć się wrażeniu pewnego niedosytu, ponieważ oczekiwania po znakomitej pierwszej części były naprawdę wysokie.
Oba albumy nagrał ten sam skład Metal De Facto. Za mikrofonem ponownie staje Aitor Arrastia, który imponuje zarówno techniką, jak i charakterystycznym stylem śpiewu. Jego wokal potrafi nadać kompozycjom odpowiedniego rozmachu, klimatu i przebojowości – to bez wątpienia jeden z największych atutów zespołu. Klawiszowiec Benji Connelly odpowiada za budowanie atmosfery i napięcia, natomiast prawdziwa siła grupy tkwi w gitarowym duecie Mikko Salovaara – Esa Orjatsalo. Panowie potrafią zaserwować rasowy power metal na bardzo wysokim poziomie, choć niestety nie zawsze udaje im się utrzymać równą formę – zdarzają się momenty słabsze i nieco mniej dopracowane. Na płycie znajdziemy kilka prawdziwych killerów, ale szkoda, że całość nie jest bardziej wyrównana.
Album otwiera rozbudowany, a zarazem najdłuższy na płycie utwór „Sengakuji Temple”. Nie brakuje w nim patosu, epickiego rozmachu oraz wyraźnych nawiązań do japońskiej estetyki. Wszystko brzmi imponująco, choć momentami można odnieść wrażenie, że forma zaczyna dominować nad treścią. Melodyjny i nieco słodszy „Across the Milky Way” to z kolei bardzo pogodny, chwytliwy power metal – lekko kiczowaty, ale zdecydowanie wpadający w ucho. Następnie otrzymujemy energiczny i przebojowy „Gojira”, który pokazuje, że zespół potrafi stworzyć naprawdę atrakcyjny motyw gitarowy i odwołać się do klasycznego europejskiego power metalu.
Jednym z mocniejszych punktów albumu jest niezwykle chwytliwy „My Plastic Escape”, w którym wyraźnie słychać inspiracje stylistyką zespołów takich jak Helloween czy Trick or Treat. Klimaty kojarzące się z Gamma Ray, Sonata Arctica czy Stratovarius pojawiają się natomiast w zadziornym i dynamicznym „Fury and Beauty” – to naprawdę solidna dawka energii. Podobne emocje wzbudza żywiołowy „Pen Is Mightier Than Sword”, gdzie Metal De Facto ponownie dostarcza radosny, klasycznie brzmiący power metal – prawdziwą petardę.
Słabiej wypadają natomiast ballady, którym wyraźnie brakuje wyrazistości, a także „Wheel of the Rising Sun”, sprawiający wrażenie zbyt cukierkowego i pozbawionego wyraźnego charakteru. Te fragmenty albumu aż proszą się o większe dopracowanie.
Na płycie znajdziemy kilka znakomitych momentów i utworów, które bez wątpienia można nazwać killerami. Problem polega jednak na tym, że materiał nie utrzymuje równego poziomu i obok świetnych kompozycji pojawiają się też słabsze fragmenty. W ogólnym rozrachunku to wciąż dobry i godny uwagi album, choć nie dorównuje klasą pierwszej części. Pozostaje lekki niedosyt i delikatne rozczarowanie – a szkoda, bo potencjał był ogromny.
Ocena: 8/10

Metal de facto pierwsza płyta (Imperium Romanum) pozamiatała , była super. Niestety druga już poniżej poziomu. jeszcze tej nowej nie słuchałem z braku czasu ale już się boję. Poza tym siedzę teraz na kapelach AI gdzie do niczego nie mogę sie przyczepić :) więc po co słuchać i na siłę się przekonywać. Rozumiem co zaraz napiszą inni co do AI ale ja tylko słucham co mi się podoba i nic tam nie oceniam po prostu kolejne ,,kapele'' idą i ostatnio urzekł mnie FARINELLI i jadę to na okrągło bo po prostu jestem prosty człowiek i słucham bo mi się podoba i tak to działa :) Pozdrawia wasz stary Stefan
OdpowiedzUsuńNo i wysłuchałem, choć lekko mi to nie szło. Owszem kilka utworów (dosłownie 3) trzymają poziom ale ogólnie 2 razy wysłuchałem na wszelki wypadek czy się nie mylę i odkryję coś niezwykłego iiiiii... max dam 5/10. Poziom wyższy już nie dla nich. Kapela wypada a tak dobrze brzmi pierwsza płyta. Za to wrócę na chwilę do nowego TRIUMPHERA bo dopiero teraz było możliwość posłuchać w całości i to już naprawdę jedna z ostatnich kapel w ,,realu'' która trzyma poziom. Zasłużone 10/10 nie mniej teraz przeczytałem twoją recenzję gdzie dość często przywołujesz i porównujesz do Manowar. Ciut to dziwne bo Manowar nigdy nie lubiłem a Triumphera wszystkie 3 płyty są rewelacyjne i raczej bym ich twórczość porównał z Cage, Three Tremors, czy nawet Portrait. Ale każdy ma swoje skojarzenia :)Pozdrawia Stefan
OdpowiedzUsuńSpierdalaj z tym A.I. Albo nie gadaj o tym ! Tutaj nie gadaj !
OdpowiedzUsuńBrzydko tak pisać 😢 każdy słucha czego chce i ja nie mam z tym problemu. Mnie ai nie rajcuje. Ale jeśli Stefan czerpie radość z tego to nikomu krzywdy nie robi.to w czym problem? Stefan nie ma się co patrzeć na innych i słuchaj co ci daje radość i tyle. Mnie najeżdżają za powerwolf, Bloodbound czy inne takie 🫣🤘
UsuńTo nie ja... to Jack Daniels... wszystkich przepraszam.... Realny Jacek niestety, bo gdyby był w A.I. to byłby bezalko...
UsuńSzacun :)
Usuń... i nie obrażaj się Stefan, ,,spierdalaj,, tylko w wymiarze ,,A.I.,, !
OdpowiedzUsuńChyba najwyższy czas odejść z tego forum, nie przewidywałem chamstwa. Szczególnie że operator nie reaguje. Widać takie klasyczne podejście ,,pseudo-metalowca'' nie tolerancja na inne gatunki muzyczne. No cóż z żalem żegnam. Stefan
OdpowiedzUsuńCiężko reagować jak nie jest się dostępnym cały dzień online. Zrobisz Stefan jak tam uważasz. Miło było spotkać tak wielkiego fana power metalu i z taką wiedzą. Zarażają innych swoją pozytywną energią tak jak tutaj robiłeś..dzięki za każdy komentarz i zawsze możesz śmiało wbijać. Każdy najeżdża na ai ale może taka czeka nas przyszłość?
UsuńNie, no A.I. też rewelacja... nie ma co się obrażać, ,,wy też swoje przeszli,,... nie ma o co się obrażać, też nabrałem się... pardon... też polubiłem HEAVY QUEEN, A.I. rewelacyjna płyta !
OdpowiedzUsuńI do samego Stefana moje przeprosiny, nie odchodź, jesteś i esencją, i kolorytem power metalu.A ja, od dzisiaj będę słuchał tylko A. I. ... Przysięgam...
OdpowiedzUsuńFarinelli i ICH ,,Castrati Musica,, , fenomenalny power metal od A.I. , i to tak jak się nazywa, tak fenomenalnie ta muza wybrzmiewa, od A.I. ta castrati musica !
OdpowiedzUsuńP.S. STEFAN, wiesz kto to był Farinelli ?
To prawda - pierwsza płyta była
OdpowiedzUsuńrewelacyjna. Te dwie ostatnie tylko troszkę słabsze w porównaniu do debiutu. Jednak w kapeli jest cały czas duży potencjał muzyczny jak i ten wynikający ze świeżości i pomysłu. Na pewno będzie to dobra pożywka dla AI pod to co w przyszłości przetworzy i wydali ze swych bitowych trzewi.
Ok, przeprosiny przyjęte. W zasadzie nigdy się nie obrażam bo każdy ma swoje podejście do muzyki. W 1976 roku jak kupowałem pierwsze drogie winyle na giełdzie na pięterku w Łodzi na Jaracza 7 (była fajna studencka giełda) bo wcześniej takiej kasy nie miałem by dac 4 tys za winyla przy zarobkach 8-10 tys na rękę tez mnie negowano w otoczeniu technikum. Ale po jakimś czasie docenili znajomi. Nigdy tam nie używano wulgaryzmów , juz gorzej było w Warszawie zawsze we wtorki była giełda w Hybrydach. Ale tam poznałem Marka Gaszyńskiego czy Piotra Kaczkowskiego (kojarzycie:)?. To był czas szaleństw i gdyby nie wtyki na zachodzie żadne sklepy nie miały tych cukiereczków. Pierwsza płyta moja to zakup Budgie 1 płyta to był szok ludziska nie mieli pojecia co to było, co za ciężar a w domu sciany się trzęsły (Altusy 100 i wzmacniacz WS-503 robiły swoje). to ze teraz się zachwycam AI to nic złego gdyby nie to, to jak by powstały polskie akcenty typu: Rota, Prząśniczka czy O mój rozmarynie!!! Można negować AI ale ja jak to słucham mam ciarki i tyle na dziś. Wasz stary Stefan
OdpowiedzUsuńWtorkową giełdę w Hybrydach również pamiętam i namiętnie co tydzień odwiedzałem. Jednak kupowałem usługę przegrywania z płyty na kasetę (tylko na to mnie było stać). No i po giełdzie przez jakiś czas były "koncerty" na VHS-ie :)
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń