Strony

wtorek, 5 maja 2026

BURNING EDEN - Burning Eden (2026)


 

Tym razem okładka, wyglądająca jak wygenerowana przez sztuczną inteligencję, raczej odstrasza niż zachęca. Jednak jedno spojrzenie na stylistykę, w której porusza się zespół, oraz na jego kraj pochodzenia, nieco zmienia odbiór. Młodziutki Burning Eden działa od 2025 roku i reprezentuje pogranicze heavy i power metalu. Jeśli ktoś nie ma wygórowanych oczekiwań i lubi proste, zadziorne oraz chwytliwe granie w stylu HammerFall czy HammerKing, powinien znaleźć tu coś dla siebie. Zespół stawia na rycerską estetykę, a 24 kwietnia ukazał się jego debiutancki album zatytułowany po prostu „Burning Eden”.

Burning Eden to przede wszystkim charakterystyczny wokalista Rafael Felicio, który potrafi śpiewać z odpowiednią ekspresją, choć wciąż powinien popracować nad techniką. Dobrze wypadają gitarzyści, stawiający na klasyczne rozwiązania i nieskomplikowane, ale skuteczne motywy. Livas i Flote koncentrują się na dynamice oraz chwytliwych melodiach. Całość jest przystępna i momentami całkiem udana, jednak formuła pozostaje mocno ograna, a zespół zbyt często popada w wtórność i brak wyrazistej tożsamości. Na tym etapie prezentują się raczej jako sprawni rzemieślnicy, dopiero stawiający pierwsze kroki na scenie metalowej. Debiut to solidna dawka klasycznego heavy metalu.

Na plus wyróżnia się melodyjny i przebojowy „Burning Eden” – prosty, ale wpadający w ucho numer, w którym pobrzmiewają inspiracje Iron Maiden czy Majesty. Zespół potrafi pisać chwytliwe utwory, czego dobrym przykładem jest również „Astral” – lekki, melodyjny kawałek oparty na sprawdzonych schematach. Dalej pojawia się dynamiczny „The Wilds of the Night”, który także bazuje na znanych zagrywkach i nie wnosi niczego szczególnie świeżego. Tego typu heavy metalowych kompozycji jest na rynku naprawdę sporo. Niestety, pewna powtarzalność daje się odczuć – „We Are One” nie wnosi nic nowego, a podobnie wypada zadziorny „Army of Darkness”. Słucha się tego całkiem przyjemnie, lecz trudno mówić o jakimkolwiek zaskoczeniu – dominują ograne patenty i schematyczne riffy.

Lepiej prezentuje się finał płyty w postaci „Lord of Promises”, najdłuższego utworu na albumie. Pojawia się tu bardziej marszowe tempo oraz próba stworzenia czegoś bardziej epickiego i utrzymanego w rycerskim klimacie. Na plus można zaliczyć wyraźne inspiracje Iron Maiden.

Burning Eden to zespół, który ma potencjał, by się rozwinąć. Na razie oferuje rzemieślniczy, solidny heavy metal oparty na sprawdzonych schematach, jednak brakuje mu świeżości i wyrazistości. Trudno też wskazać utwory, które na dłużej zapadają w pamięć. Mimo tych niedociągnięć nie jest to materiał nieudany.

Ocena: 5,5/10

5 komentarzy:

  1. Wasz Stefan tylko na chwilę tutaj by mnie nie przepędzili :). Posłuchałem i 10-20 lat temu może by robiło wrażenie,al dziś ... hmm. Operatorze by może choć mnie przez moment zrozumieć co się takiego wydarzyło że już ,,coś'' innego słuchać zrób dla mnie jeden wyjątek i posłuchaj tworu na youtube: ARCAVEIL- The Hall of Silent Dancers . Nie musisz mnie rozumieć ale jak kochasz muzykę to zrób dla mnie to (65 min) to wczoraj dopiero umieszczono a ja już 4 razy słuchałem i podobnie jak od Farinelli nie mogę się ,,uwolnić''. Wiem że zaraz wynegują ale tak sobie pomyślałem jak w 2009 roku obejrzałem AVATARA gdzie praktycznie brak aktorów (zielone tło im towarzyszy) ale reszta to juz komputer i AI w powijakach ruszało. Aktorstwo się juz kładło bo dziś juz praktycznie są niepotrzebni. Obejrzałem ostatnio koncert Bocellego na blu-ray na 30-lecie i operatorów kamer też juz nie ma , same drony i AI tworzy całą oprawe. Może to będzie rewolucja na skalę światową bo dotyka zwykłych ludzi a co do muzyki już dla mnie całkowicie ogarnęło. Niestety to jest i można z tym się nie zgadzać ale tak juz było w historii ludzkiej wiele razy. Posłuchaj tego tworu i może mnie zrozumiesz :) serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Muzyka" lepiona przez AI, to bezwartościowy syf (jak i okładki płyt z resztą). Nie ma znaczenia ile jeszcze przydługich komentarzy, w tym temacie, będziesz tu spamował. Nie zapraszam do dyskusji.

      Usuń
    2. Tak zrobiłem to specjalnie dla Ciebie Stefan odpaliłem to. Brzmi jak to piszesz bardzo ładnie. Wszystkie te twory brzmią bardzo podobnie. Nie ma jakiegoś charakteru, nie ma w tym duszy, nie ma błysku geniuszu. Każdy z nas może coś takiego stworzyć. Nie ma tych ai na płycie, nie pojdziesz na koncert, nie ma tam idoli, żywego muzyka któremu kibicujesz. Żywy muzyk ma różne etapy w życiu i może tworzyć różne utwory, a ai tak trochę na jedno kopyto. Jeszcze jak ktoś to używa bo pisze własne utwory czy coś to jeszcze to rozumiem. Jakbym miał.sluchac ainto już wolałbym odpalić jakiś klasyk albo poszukać czegoś w innych gatunkach. Szanuję twoja opinie i też rozumiem że szukasz czegoś innego bo faktycznie nowości w power metalu ostatnio jakieś slabe

      Usuń
  2. Dzięki że posłuchałeś bez uprzedzeń i negacji (negatorów nie czytam) bo nie o ocenę mi chodzi i czy ci się podobało :). Tylko byś wiedział w czym teraz gustuję bo jak wspomniałeś w power jest kiepsko. W jednym się mylisz bo płyty już są dostępne i sam pierwszą już kupiłem na e-buy. Co do reszty no cóż i tak już dawno nie byłem na koncercie (ostatni w Proximie na Rhapsody). Brak czasu, wnuki i w zasadzie moje kapele rzadko w polsce a poza tym kiepsko to wypada w piwnicy. No nic się nie stało pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. A wracając jeszcze na chwilę co do koncertów ,to wiesz co mnie najbardziej drażni ? nie to że zespół się wypaca i próbuje dogodzić widowni ale... właśnie to mi się wydarzyło na koncercie Rhapsody w proximie. Była tam kapela Beast in Black jako support i jeszcze jakaś ale słaba była. W czasie koncertu grupka młodych utworzyła tzw młyn i cały czas się darła. : NAPIER....ALAJ !! i tak w koło macieju. W tym momencie wokalista nie rozumiał co oni krzyczą i pochylił się do pierwszych z brzegu by zrozumieć co oni krzyczą. Dla mnie żenada i poniżenie dla kapeli. Byłem z synem i staliśmy może z 5-6 metrów od sceny i wiesz co ; wstydziłem się ,tak wstydziłem się. Wychowałem siĘ NA PRAWDZIWYCH KONCERTACH W CZASACH gdy milicja pałowała za samo wstawanie z miejsca !!! 1975 rok zespół MUD w Łodzi (to moje miasto) potem Iron Maiden a mistrzostwo to było BUDGIE w hali sportowej ech to były czasy. Teraz to badziew jak patrzę na kolejny -ostatni pożegnalny koncert SCORPIONS (po raz 20-TY) CZY 30 RAZ METALLICA i na okrągło te same utwory na narodowym gdzie dżwięk dramat

    OdpowiedzUsuń