Strony

środa, 21 stycznia 2015

ANTHEM - Absolute World (2014)

Zapał i pracowitość japońskiego Anthem jest naprawdę godna podziwu. Bardzo regularnie wydają nowe albumy i każdy z nich to kawał porządnego heavy/power metalu. Tyle już tego się uzbierało, że można stracić rachubę, ale najważniejsze w tym wszystkim jest to, że ta formacja nie zbacza z obranego kursu. Gra swoje i na takim samym dobrym poziomie, jaki prezentuje od bardzo dawna. Nie zawiodłem się na Anthem i nowy album zatytułowany „Absolute World” nie zmienia tego stanu rzeczy. Ta płyta to kontynuacja tego co zespół wypracował na „Burning Oath” i „Heraldic Device”. Wiele zostało przerysowane począwszy od brzmienia, od aranżacji i konstrukcji utworów. To jest bez wątpienia spory plus, bo przecież soczyste, mocne brzmienie połączone z agresywnymi i melodyjnymi partiami gitarowymi Shimizu. To on bez wątpienia wraz z wokalistą Yukio trzyma zespół w ryzach i jest źródłem jego mocy. Bardzo dobrze odzwierciedla instrumentalne umiejętności Shimuzu utwór instrumentalny w postaci „Absolute Figure”. Mieszanka progresywności, symfoniki i neoklasycznego wydźwięku, tak można by określić ten utwór. Już sam otwieracz „ Shine on”pozytywnie nastraja słuchacza. Chwytliwy i zapadający w pamięci melodyjny metal. Nutka power metalu sprawdza się w ostrzejszym „Stranger” czy przebojowym „Pain”, które zaliczam do najciekawszych kompozycji z całej płyty. Bardziej romantyczny „Love of Hell” ma nieco inny nastrój, inny wydźwięk. Jest więcej łagodności, trochę komercji, ale utwór sam w sobie jest udany. Energiczne, pełne werwy granie dostajemy też w „Let it Die” czy mroczniejszy „Egde of Time” i to jest najlepsza odsłona Anthem. Jak najwięcej takich utworów na płycie i będę się jeszcze długo cieszyć popularnością. Bardzo dobry album, ale to było do przewidzenia.

Ocena: 8/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz