Strony

poniedziałek, 19 stycznia 2015

EVIL- Shoot The Messenger (2015)

Każdy z nas ma wiele na głowie i na daną chwilę zachwycamy się dotychczasowymi premierami jeśli chodzi o heavy metalowe produkcje. Jednak warto też się skupić na tych, które są przed nami. Najciekawszą propozycją dla fanów heavy metalu lat 80 i twórczości Mercyful fate, Accept czy Judas Priest będzie debiutancki album Evil. Słowo „debiut” też jest tutaj trochę nie na miejscu. W końcu Evil to duńska formacja, która została założona w 1982 roku. Nagrała kilka dem i nawet niektórzy puścili plotkę że grał tam kiedyś sam King Diamond. Przez te wszystkie lata to Freddie Wolf był mózgiem tego zespołu i teraz kiedy kapela wraca po latach nie bytu to również za jego przyczyną. To on jest odpowiedzialny za kompozycje, za teksty i produkcję debiutanckiego albumu „Shoo The Messenger”, którego premiera jest przewidziana na 30 marca 2015 roku. Za wokal odpowiedzialny jest były wokalista Artillery czyli Soro Nico Adamsen. W efekcie dostajemy rasowy heavy metalowy album utrzymany w klimacie lat 80 z okultystycznymi tekstami.

Album opowiada o tym, jak każdy z nas jest odpowiedzialny za zło, które pojawia się na Ziemi oraz w naszym prywatnym życiu. Jest miejsce na śmierć, zło i okultyzm, a więc mrok pełną gębą. Fani takiego Mercyful Fate czy Venom mogą być zadowoleni. Zresztą Evil stara się stworzyć odpowiedni klimat za pomocą przybrudzonego brzmienia i odpowiednich melodii. Ta sztuka wyszła całkiem dobrze i nie ma się właściwie do czego przyczepić. No chyba że szukamy tutaj nowoczesnego brzmienia, który powoli nas pod względem jakości. Co mi się podoba to oczywiście okładka, która jest klimatyczna i dość mroczna. Jedna z ciekawszych tegorocznych okładek płyt metalowych. Muzycznie jest tak jak to nakreśliłem na samym wstępie. Jest to heavy metal o mrocznym klimacie, w którym słychać echa Accept, Judas Priest czy Mercyful Fate. Wokal Soro z kolei nadaje całości nieco agresywnego, wręcz thrash metalowego charakteru. Jest też trochę toporności w tym wszystkim, tak więc niektórym może się to skojarzyć z niedawną premierą niemieckiego Panzer. Płytę otwiera przyprawiający o dreszcze „It's Here”, który ma coś z płyt Kinga Diamonda. Świetny klimat horrorów zachowany i napięcie rośnie. Ostry, ponury, utrzymany w średnim tempie „Dark Side of Mother Nature” ukazuje przede wszystkim toporność oraz ciągoty Freddiego Wolfa do thrash metalu. Ciekawszym utworem jest tytułowy „Shoot The Messenger”, który ma nie tylko cechy thrash metalu, ale też i niemieckiego heavy metalu spod znaku Accept. Mocny riff tylko potwierdza, że Wolf wciąż potrafi wygrywać ciekawy riff, które zaskoczą swoją prostotą i wykonaniem. Więcej starego Accept czy Judas Priest mamy w heavy metalowym „I Could Be Your Hero” czy klimatycznym „Keep It true”, który ma porywa epickim wydźwiękiem. Z całego materiału warto tez wyróżnić zamykający „World War 666”, który cechuje się niezwykłą dynamiką i melodyjnością. To jeden z mocniejszych hitów na tej płycie.

Kapela powstała w latach 80 i właściwie ten materiał brzmi jakby powstał w tamtym okresie. Wszystko zostało tak dopasowane, że całość brzmi jakby nie miała premierę 30 marca 2015, lecz roku 1982. Mocny wokal, ostre riffy, mroczny klimat, spora toporność i thrash metalowe zacięcie, to cechy dzięki którym ten album zasługuje na uwagę. Może nie jest to nic nowego, ani odkrywczego, ale z pewnością szczere i z hołdem dla lat 80.

Ocena: 6/10

1 komentarz:

  1. W celu uściślenia dodam, że zadebiutowali EP-ką w 1984, a nie tam żadne dema ;p

    OdpowiedzUsuń