Strony

sobota, 24 stycznia 2015

STORMWITCH - Seasons of The Witch (2015)

Stormwitch to jeden z tych zespołów, które zalicza się do grona tych kultowych. Nie ma się co dziwić, w końcu ta niemiecka kapela w latach 80 nagrała sporo naprawdę godnych uwagi albumów. Byli równie dobrzy co Gravestone, Grim Reaper czy szwedzki Oz. No któż z nas nie pamięta „
Tales of Terror” czy debiutu w postaci „Walpurgis Night”. Co ciekawe zespół wciąż gra i nie ma zamiaru wybrać się na zasłużoną emeryturę. Choć dawno panowie nic wartościowego nie nagrali, to jednak dalej robią swoje. Na nowy album zatytułowany „Seasons of The Witch” przyszło czekać nam aż 11 lat. Jest to kawał czasu i można się tylko zastanowić czy był jakiś sens, żeby dalej ciągnąć historię tego zespołu. O to jest pytanie.

Mając tyle czasu można stworzyć coś wartościowego co pokazał choćby Accept, ale można też polegnąć, zapominając o swoich najlepszych czasach, tym samym kompromitując się i psując własną markę. Z starego składu Stormwitch został wokalista Andy Aldrian oraz basista Jurgen Wannenwetsch. Mogło się wydawać, że pozostali nowi muzycy wniosą trochę ożywienia do tego skostniałego zespołu, jednak tak się nie stało. Właściwie czekaliśmy 11 lat by dostać 35 minut miałkiego heavy metalu obdartego z mocy, emocji i drapieżności. Tak więc mamy sztuczny twór, który ma gdzieś klimat lat 80 i to jest jeden z niewielu plusów tego wydawnictwa. Kiepskie, sztuczne brzmienie, perkusja, która brzmi jak automat no i wokal Andiego, który męczy i strasznie irytuje. Ciężko doszukać się jakiś plusów. Nawet materiał pomimo że jest krótki to i tak męczy swoją konwencją i słabej jakości wykonaniem. Dobrze skupmy się na pozytywach, chociaż jest ich mało. Strzałem w dziesiątkę jest otwieracz „Evil Spirit”. To jest solidny heavy metalowy utwór, z ciekawym riffem, z szybszym tempem i ostrzejszym wokalem Andiego. Tak można poczuć poziom starych płyt, szkoda tylko że jest to jeden z nielicznych przebłysków na płycie. „Taliesin” pokazuje w jakiej formie zespół jest naprawdę. Miałki i pozbawiony przebojowości hard rock, to nie jest to czego fani oczekują od tego zespołu. Rytmiczny „True Until The End” ma być imitacją Judas Priest z lat 80, szkoda że poziom nie ten. Ballada „Runescape” to jakaś kpina i żart. Nie ma emocji i klimatu, jest tylko męczenie się muzyków i przy okazji nas słuchaczy. Przejaw jakieś mocy i heavy metalu mamy w „At The End of the World” i „The Trails of Tears”. Jednak i tutaj brakuje tego czegoś. Ciekawego wykonania, elementu zaskoczenia i czegoś co by chwyciło.

Stary dobry Stormwitch, który grał solidny heavy metal w stylu lat 80 przepadł i teraz mamy coś co jest imitacją tamtego zespołu. Została nazwa i irytujący Andy, a także stylistyka będąca miksem heavy metalu i hard rocka. Jednak cała reszta przeminęła i lepiej byłoby dla Stormwitch zaprzestać grać i zakończyć działalność. Kolejne rozczarowanie roku 2015.

Ocena: 3/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz