Strony

wtorek, 11 kwietnia 2017

HAMMER KING - King is Rising (2016)

Muzycy z Ivory Night działają obecnie pod nazwą Hammer King, a najlepsze jest w tym to że przoduje tej formacji wokalista Patrick Fuchs. To właśnie on śpiewał w zespole Rosa The Bossa i od tamtego czasu bardzo mi zaimponował mi jego głos. Potrafi śpiewać wysoko i melodyjnie, a przy tym nadać utworom epickiego, rycerskiego charakteru. Debiut Hammer King to było dzieło skierowane do fanów Manowar, czy też Ross the Boss. Na „King is rising” przyszło czekać nam rok i w sumie trzeba przyznać, że było warto. Nie dość, że dostajemy swoistą kontynuację, to Hammer King pokazuję zwyżkę formy. Przede wszystkim zespół postawił na większą przebojowość, na większą dynamikę i ciekawsze melodie. Całość potrafi zaskoczyć partiami wokalnymi Patricka, a także złożonymi i pomysłowymi zagrywkami gitarzystów. Choć zespół nie tworzy niczego nowego i oryginalnego, ale znają się na swojej robocie. Dzięki temu płyta jest wysokich lotów i nie ma słabych punktów. Miła dla oka okładka, jeszcze ciekawsze i soczyste brzmienie to jest co sprawia, że odsłuch jest jeszcze przyjemniejszy. W porównaniu do debiutu dzieje się na płycie znacznie więcej i są jeszcze większe emocje. Zaczyna się od klasycznego riffu i niezwykłej melodyjności na miarę płyt Running Wild. Tak rozpoczyna się „King is Rising”, który od razu zwiastuje znakomity album. Jeszcze mocniejszy i agresywniejszy „Last hellriders” pokazuje, że zespół potrafi podgrzać temperaturę i otrzeć się o speed/power metal. Dalej mamy dynamiczny „for god and the king”, który idealnie pasuje do tego co Patrick tworzył z Rosem The Bossem. Hammer King nie zwalnia w żaden sposób i szybko dostarcza nam kolejny świetny kawałek w postaci „warrior's reign”, który zaskakuje formą i marszowym tempem. Niezwykle epicki i pomysłowy kawałek. Tak samo można wypowiedzieć się o „Kingbrother”, który idealnie wpasowuje się w twórczość Rossa The bosa. Z kolei „Battle Grose” to jeden z najszybszych kawałków na płycie, który pokazuje że zespół potrafi grać też o wiele ostrzej. W podobnym klimacie utrzymany jest żywiołowy „The hammer is the king”. Pomysłowością na pewno zaskakuje „Kill the mesenger” czy epicki „Eternal Tower of Woe”. Każdy z utworów to prawdziwa przygoda i uczta dla maniaków heavy/power metalu, zwłaszcza dla fanów twórczości Rossa The Bossa. Hammer King już znalazł swoje miejsce na rynku heavy metalowym. Już nie mogę się doczekać kolejnych dzieł.

Ocena: 9/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz