Strony

▼

sobota, 15 sierpnia 2026

IRONFLAME - Worlds to conquer (2026)


 Ironflame to znakomity przykład na to, że w dzisiejszych czasach jedna osoba może stworzyć interesujący i w pełni autorski projekt muzyczny. Od początku swojej działalności zespół nie próbuje na siłę wymyślać heavy metalu na nowo. Andrew Della Cagna doskonale wie, czego chce od swojej muzyki, i konsekwentnie buduje własny świat oparty na klasycznym heavy metalu, melodyjnym power metalu oraz amerykańskiej tradycji USPM. „Worlds To Conquer”, szósty album Ironflame wydany 14 sierpnia 2026 roku przez High Roller Records, stanowi kolejne wyraźne potwierdzenie tej filozofii. Nie ma tutaj mowy o czymś genialnym, ale z pewnością jest to pozycja godna uwagi.

Na uwagę zasługuje przede wszystkim sposób powstania płyty. Della Cagna ponownie wykonał zdecydowaną większość pracy sam – zagrał praktycznie wszystkie instrumenty, nagrał wokale, a tym razem zajął się również miksem i masteringiem. Partie solowe powierzono Quinnowi Lukasowi i Jesse’emu Scottowi. Della jest utalentowanym muzykiem i potrafi ze smakiem połączyć stylistykę power metalu z klasycznym heavy metalem. Umiejętnie balansuje pomiędzy mocarnymi riffami a melodyjnym charakterem kompozycji. Płyta jest bardzo dobra i robi wrażenie, choć brakuje na niej wielkich hitów oraz partii gitarowych, które dosłownie rzucałyby na kolana. Nie jest to błysk geniuszu, lecz niezwykle dopracowany materiał dojrzałego muzyka, który wciąż ma głowę pełną pomysłów i doskonale zna się na swoim fachu.

Już otwierający „Night Closes In” pokazuje, że nie będzie tutaj miejsca na eksperymenty ani stylistyczne zakręty. Są mocne riffy, klasyczne harmonie gitarowe, melodyjne prowadzenie kompozycji i charakterystyczny wokal Della Cagna, który momentami przywołuje skojarzenia z Bruce’em Dickinsonem. „Legion Of Fire” dokłada do tego jeszcze więcej energii i świetnie sprawdza się jako jeden z najbardziej bezpośrednich numerów na płycie. To jeden z jej najmocniejszych punktów. Gdyby cały album miał podobny poziom kopa i pazura, byłoby zdecydowanie ciekawiej. To właśnie takie utwory pokazują, że Ironflame potrafi połączyć prostotę klasycznego heavy metalu z power-metalowym rozmachem.

Więcej mroku i rycerskiego charakteru przynosi marszowy „Dynasties Fall”. Choć nie ma tutaj niczego odkrywczego, utwór słucha się naprawdę przyjemnie. Andrew potrafi stworzyć kompozycję godną uwagi i od czasu do czasu zaskoczyć ciekawą zagrywką czy efektownym riffem. Dobrym przykładem jest „Where Cauldrons Burn”, w którym prostota idzie w parze z wyrazistym charakterem. Zadziorny i bezpośredni „Shadow Slave” przemyca z kolei patenty znane z twórczości Judas Priest i pokazuje bardziej klasyczne oblicze Ironflame.

„Crimson Shores” przynosi więcej melodii i bardzo przyjemnie łączy europejski power metal z amerykańskim heavy metalem. Wreszcie otrzymujemy wyrazistego killera i kolejny dowód na to, że Andrew potrafi pisać pomysłowe, angażujące kawałki. Echa Manowar i Dio można natomiast usłyszeć w rycerskim „Valhalla Is Calling”. To kolejny mocny punkt płyty i dobre podsumowanie najważniejszych atutów Ironflame.

Największe znaczenie ma jednak utwór tytułowy. „Worlds To Conquer” właściwie streszcza całą filozofię zespołu: klasyczne harmonie w duchu Iron Maiden, heavy-metalowa motoryka i power-metalowa siła. To przede wszystkim dojrzałe i przemyślane podsumowanie całej płyty – bez zbędnych ozdobników, ale z wyraźnie zaznaczonym charakterem Ironflame.

Nie jest to album, który zmieni oblicze heavy metalu, ani najbardziej odkrywcza płyta w dyskografii Ironflame. Mimo to trudno odmówić jej solidności, melodyjności i bardzo dobrego warsztatu kompozytorskiego. To materiał, który szczególnie dobrze sprawdzi się u fanów Iron Maiden, Dio, HammerFall, Helloween czy klasycznego USPM. Della Cagna po raz kolejny udowadnia, że można czerpać garściami z tradycji lat 80. i w 2026 roku nadal robić to z przekonaniem oraz własnym charakterem.

Minusem pozostaje fakt, że choć mamy do czynienia z bardzo dobrą płytą, zabrakło tu bardziej dopracowanych melodii, mocniejszych gitarowych momentów i przede wszystkim większej liczby wyrazistych przebojów. „Worlds To Conquer” nie jest ideałem ani błyskiem geniuszu, ale stanowi bardzo solidne, dojrzałe i przemyślane dzieło. Jeśli jesteś fanem amerykańskiej szkoły heavy/power metalu, nowe wydawnictwo Ironflame zdecydowanie powinno znaleźć się na Twojej liście.

Ocena: 8/10

1 komentarz:

  1. To już tyle lat... od ,,Where Madness Dwells,, ?
    1. ,,Night Closes In,, . CAGNA lepszy od DICKINSONA, bo posłuchajcie co aktualnie D. lansuje na Y.T. - jakiegoś komercyjnego gniota. A tutaj co mamy ? Wariacje, i to jakie ! Zupełnie zwariowany riffowo i wokalnie kawałek o jakim B.D. czy I.M. mogą tylko w A.D 2026 pomarzyć. Absolutna rewelacja !
    2. ,,Legion of Fire,, . Wizualizacja totalnej zagłady, wpisana w klasyczne cztery kolumny heavy metalu. Gitara przekracza wymiar czasoprzestrzeni, i gdzie ja sam tu jestem ? Zostałem w latach 80-tych, czy jednak jest 21 VIII 2026 ? Rewelacja ponadabsolutna !
    3. ,,Dynasties Fall,, . Coś jakby z szaleństwa OZZIEGO z Jego dwóch pierwszych płyt. Przynajmniej na początku, później to już utrwalone w CZARNYCH GÓR skale ponadczasowe autorskie patenty IRONFLAME.
    4. ,,Where Couldrons Burn,, . Proszą się o kopniaka na początku, ale spoko, ten riff szaleńca sam zrobi psychotropową robotę bez żadnej ucieczki w znane używki. Instrumentalnie monumentalna konstrukcja, doskonała niczym średniowieczna katedra.
    5. ,,Shadow Slave,, . Misericordia dla tych co upadli w wierze. Heavy Metal ma się dobrze zmierzając do wodospadów, które unosiły i nadal niosą tak ożywcze strumienie żywej, elektrycznie czystej wody.
    6. ,,Crimson Shores,, . Galopada, wibracja kopyt wielu mustangów na najeżonej ostrymi skałami prerii. Rozszalały się te kawalkady, pióropusze spływają po końskich grzbietach, a wicher sam oddaje pierwszeństwo jeźdźcom gromu, burzy i błyskawic.
    7. ,,Valhalla is Calling,, . Wielki Duch gdziekolwiek jest, w jakim miejscu i w jakim jest czasie, Tchnie Kędy Chce...A te instrumentalnie natchnione frazy niosą IRONFLAME wprost ku Niemu.
    8. ,,Worlds to Conquer,, . Zwolnienie... nasyćmy się tymi dźwiękami, pozwólmy podbić nasze serca... bo nasze życie to tylko krótkie zawirowanie w mrocznym morzu wieków. Nuda powtarzających się dni i powtarzających się pór roku, bóle i cierpienia, i chwila ciemności na koniec ? czy raczej na początek ?
    Płyta roku ? 11/10. Może jeszcze RIOT CITY wyskoczy...



    OdpowiedzUsuń