Strony

▼

wtorek, 1 września 2026

TRIOSPHERE - Ocens above, stars below (2026)


 Dwanaście lat. Tyle czasu minęło od ostatniego studyjnego albumu norweskiego Triosphere. W świecie muzyki metalowej to niemal wieczność. Przez ten czas zdążyły zmienić się mody, zespoły, składy i całe pokolenia słuchaczy. Można więc było zastanawiać się, czy Triosphere w ogóle jeszcze wróci, a jeśli tak, to czy będzie miał coś ciekawego do powiedzenia. Na szczęście „Oceans Above, Stars Below” bardzo szybko rozwiewa wszelkie wątpliwości. Płyta ukazała się 28 sierpnia nakładem Frontiers Records i jest to pozycja skierowana do fanów power metalu, choć nie brakuje tutaj również elementów progresywnego metalu, hard rocka i klasycznego heavy metalu. Jeśli ktoś nie ma wygórowanych oczekiwań, śmiało może sięgnąć po nowe dzieło Norwegów.
Co ważne, „Oceans Above, Stars Below” nie próbuje na siłę udowadniać, że Triosphere po dwunastu latach musi nagrać coś przełomowego. Zespół postawił przede wszystkim na swoją tożsamość. Można nawet powiedzieć, że niektóre utwory są bardziej zwarte i bezpośrednie niż na poprzednich płytach. Jest mniej ciągłego epatowania progresywnymi rozwiązaniami, a więcej melodii, chwytliwych refrenów i kompozycji, które stosunkowo szybko trafiają do słuchacza.

Triosphere to przede wszystkim utalentowana Ida Haukland, która dysponuje wyrazistą barwą głosu i potrafi nadać kompozycjom odpowiednią przebojowość. Nieco gorzej wypada natomiast duet gitarowy Byberg/Bergessen. Panowie grają momentami całkiem solidnie, ale nie potrafią specjalnie zaskoczyć ani stworzyć gitarowego killera, który na dłużej pozostałby w pamięci. Wydaje się, że są dość oszczędni w swoich partiach gitarowych. Płyty słucha się przyjemnie, ale brakuje tutaj efektu „wow”. Na pewno zespół zadbał o mocne, wyraziste brzmienie oraz klimatyczną okładkę. Jednak w sferze kompozycji pozostaje pewien niedosyt.

Album otwiera klimatyczne intro w postaci „Premonition”, w którym nie brakuje podniosłości i epickiego charakteru. Pozytywnie zaskakuje pełen energii i agresji „Of Tyrants”, który dobitnie ukazuje power metalowe oblicze zespołu. To jeden z najciekawszych utworów na płycie, pokazujący drzemiący w tej kapeli potencjał. Dobrze wypada również melodyjny i przebojowy „Oceans Above, Stars Below”, który nieco przypomina twórczość White Skull. Mocny riff i pewność siebie sprawiają, że utwór potrafi skutecznie poruszyć słuchacza. Podobne emocje wzbudza łatwo wpadający w ucho „Monsters Ball”, gdzie ponownie postawiono na szybkość, dynamikę i przebojowość. W takim wydaniu band wypada naprawdę przekonująco. Pewne echa progresywnego metalu pojawiają się w „Through the Phantom Wall”. To dobry utwór, ale czegoś tutaj zabrakło, aby powstał rasowy killer. Lekki i melodyjny „Shorelines” również ma w sobie sporo uroku i mimo bardziej komercyjnego charakteru potrafi szybko zapaść w pamięć. „Lightning in a Bottle” to z kolei przyjazny dla ucha, melodyjny heavy metal. Dobrze się tego słucha, choć utwór nie wzbudza większych emocji. Zadziorny „Embers” podtrzymuje ten charakter płyty, natomiast „Cadence of Chaos” również nie rozrywa na strzępy — to po prostu solidny kawałek, który spełnia swoje zadanie, ale nie wykracza znacząco poza ten poziom.

„Oceans Above, Stars Below” to bardzo udany powrót zespołu, który nigdy nie należał do najbardziej oczywistych przedstawicieli europejskiego power/prog metalu. Norwegowie stworzyli płytę pełną solidnych melodii, zadziornych riffów i dobrze zaaranżowanych kompozycji. Nie jest to album, który wywraca gatunek do góry nogami, ale z pewnością został dobrze zagrany i wyprodukowany. Zabrakło jednak kilku naprawdę mocnych momentów, większej dawki świeżości oraz odrobiny pewności siebie, aby stworzyć materiał z absolutnie górnej półki.

Ocena: 6/10

5 komentarzy:

  1. Przecież oni zjadają na śniadanie 80% zespolików które tu recenzujesz, razem z nowym Kamelotem który jest tak cienki, że aż żal mówić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko kwestia gustu. Uważam że to solidny album, ale nie powiedziałbym że to coś poruszającego coś co zasługuje na top 30. Ale oczywiście ktoś może uważać inaczej😊

      Usuń
  2. Tez mnie dziwi tak niska ocena. Rewelacyjna płyta, warto posłuchać 💥💪💪💪💥 co do Kamelot to dla mnie płyta roku jak do tej pory.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto wie może z czasem płyta zyska? Zobaczymy 🫣 ale fakt Kamelot też widzę gdzie rejonie top 3 😁

      Usuń
  3. Wita Stefan, no jak wymiata 80% to musiałem posłuchać :) i wiesz co 3 razy i ciągle ta sama diagnoza.. prócz tego że niby ostro i dynamicznie ale strasznie nudzące by całość wysłuchać. Przełamałem się bo nieraz mi się zdarzyło że coś mi umyka ale w tym przypadku nudno i tak samo w 1 ,2 i 3 a czwartego nie dam rady wysłuchać. Tyle dobrych kapel jest że nie warto życia tracić (czasu). Kamelotowi to nawet do pięt nie dorasta. Xandria ich na łopatki rozkłada może te 8% owszem i tyle w temacie

    OdpowiedzUsuń