Strony

czwartek, 8 stycznia 2015

SKINFLINT - Neymba (2015)

„Manilla Road prosto z Afryki” tak często określa się Skinflint, który w rzeczy samej jest zespołem wywodzącym się z Botswany. Wiem brzmi to trochę jak żart, ale kiedy odpali się najnowsze dzieło tej formacji zatytułowane „Neymba” to wtedy uśmiech zniknie z naszej twarzy i pojawi się stan, który można nazwać szokiem. Kapela naprawdę potrafi odnaleźć się w epickim heavy metalu rodem z Manilla Road, jednocześnie wykorzystując w swojej muzyce elementy Afrykańskiego folkloru, czy też NWOBHM spod znaku Iron Maiden. Nieoficjalnie album można było posłuchać już w roku 2014. Lecz teraz dzięki wytwórni Pure steel Records ta płyta trafi do szerszego grona słuchaczy, co jest bardzo dobrym posunięciem.

Trio ma już na swoim koncie 3 albumy i nie muszą nam niczego udowadniać, a już z pewnością tego że znają się na swojej robocie. Giuseppe Sbrana, który pełni rolę wokalisty i gitarzysty jest mózgiem tego zespołu. To właśnie jego specyficzny, drapieżny wokal, a także pomysłowe partie gitarowe napędzają ten zespół. Album brzmi tak klasycznie dzięki niemu i muszę przyznać, że ten muzyk jest bardzo utalentowany. Znakomicie udało mu się przemycić patenty Manilla Road, Black Sabbath czy Iron Maiden. Wyszedł z tego naprawdę udany album utrzymany w klimacie lat 80. „Veya” to znakomite otwarcie albumu. Jest mroczny klimat, bas wzorowany na wczesnym Iron Maiden, riff rodem z Black Sabbath i epicki charakter na miarę największych hitów Manilla Road. To musi się spodobać. Melancholijny, wręcz psychodeliczny „Okove” przyprawia o dreszcze i to jest przykład, że zespół potrafi zaskoczyć pomysłowymi motywami. „Abiku” wyróżnia się ostrym riffem, rytmicznymi partiami gitarowymi i marszowym tempem. Rockowy „The Wizard and his Hound” to utwór, który zabiera nas do wczesnego Ac/Dc czy Black Sabbath z lat 70. Sporo dzieje się w spokojniejszym „Muti” czy „Witches Dance”, który jest hołdem dla NWOBHM.

I to się nazywa pozytywne zaskoczenie. Jednak w Afryce wiedzą jak grać heavy metal w stylu lat 80 i to na wysokim poziomie. Kawał porządnego metalu, w którym słychać echa Black Sabbath czy Manilla Road. Nic więc dziwnego, że mówi się o nich Afrykański Manilla road. Polecam.

Ocena: 7.5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz