Strony

czwartek, 7 lipca 2016

DIAMOND HEAD - Diamond Head (2016)

Najlepsze lata Diamond Head ma dawno za sobą. Ich złoty okres przypadł na lata 80 i to właśnie oni mieli ogromny wpływ na rozwój i jakość NWOBHM. Zespół oczywiście próbował działać aktywnie w późniejszych latach, ale nie zbyt dobrze im to wyszło. To też jakby troszkę fani o nich zapomnieli. Ostatni album z 2007 r w postaci „Whats in your head?” był jakby tylko dowodem na to, że chyba czas tej kapeli dawno temu przeminął. Kiedy każdy obstawiał koniec Diamond head oni powracają po 9 latach z nowym albumem. Jak widać, nie mają dość, a „Diamond Head” ma być swego rodzaju przeprosinami za swoje błędy i wydanie kiepskich albumów ostatnim czasy. Może najnowsze dzieło nie jest ich najlepszym w karierze, ale przypomina nam największe osiągnięcia zespołu. Mimo zmian personalnych i zatrudnienia nowego wokalisty udało się nagrać naprawdę udany i godny tej marki album. „Diamond head” ma w sobie spore ilości NWOBHM, klasycznego heavy metalu i hard rocka. Tak więc każdy znajdzie coś dla siebie. „Bones” to dobrze trafiony otwieracz, który spełnia się w swojej roli. Jest melodyjny, chwytliwy i bardzo klasyczny. Tego gdzieś brakowało na ostatnich dokonaniach Diamond Head. Nie mogło zabraknąć też nieco szybszych kawałków i taki rozpędzony „Shout at the Devil”, który brzmi jak mieszanka starych płyt DIO i Judas Priest. Trzeba przyznać, że Rasmus wniósł ożywienie do muzyki Diamond Head i jego charyzma sprawia, że Diamond Head brzmi świeżo. Nieco Black Sabbathowy „Set my soul on fire” też dobrze wpisuje się w kanon muzyki Diamond Head. Mocnym atutem tego kawałka jest mroczny klimat i cięższy riff. Jeden z ciekawszych utworów na płycie i to nie podlega dyskusji. Pierwszym takim mocno hard rockowym kawałkiem na płycie jest „See You Rise”, który porywa swoją energią i lekkością. Fani starego Deep Purple czy Iron Maiden pokochają żywiołowy „Wizard Sleeve”, który przywołuje na myśl najlepsze kawałki brytyjskiej formacji. Do udanych kawałków trzeba zaliczyć szybszy „Speed”, przebojowy „Diamonds” czy wreszcie rozbudowany i klimatyczny „Silence”, który zamyka całość. Soczyste brzmienie sprawia, że można poczuć, że to album naszych czasów, że nie starano się na siłę odtworzyć lata 80. Mocnym atutem jest przede wszystkim materiał, który jest lepiej przygotowany niż te na poprzednich albumach. Kompozycje są mocne, równe i zróżnicowane. Cały czas się coś dzieje i można poczuć klimat starych płyt. Bardzo udany powrót po latach klasyki NWOBHM czyli Diamond Head. Oby udało im się utrzymać taki poziom na następnym albumie.

Ocena: 8/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz