Strony

niedziela, 1 marca 2020

STALLION - Slaves Of Time (2020)

Niemieckie zespoły metalowe zawsze mi imponowały swoją perfekcją, pomysłowością i starannością w wykonywaniu swoich aranżacji. To właśnie z tamtego kraju pochodzą moje ulubione zespoły i Stallion też szybko się nim stał. Debiut tej grupy pokazał, że kapela potrafi grać heavy/speed metal, który czerpie garściami z początkowych płyt Running wild, Gravestone czy Savage Grace. Band powstał w 2013r, ale ich stylistyka, feeling sprawia, że brzmią jakby swoją twórczość rozpoczęli w latach 80.  Po dwóch stricte speed metalowych albumach Stallion postanowił urozmaicić swój materiał i na trzecim albumie zatytułowanym "Slaves of Time" oprócz speed metalowych killerów, mamy też dużo klasycznego heavy metalu spod znaku Judas Priest czy Accept, a także odrobinę hard rocka. Wszystko oczywiście zostało ładnie przygotowane i choć stylistyka troszkę odświeżona to wciąż mamy do czynienia z muzyką górnych lotów.

Ci którzy pokochali poprzednie albumy to nie powinni czuć rozczarowania nowym krążkiem. Wykorzystanie elementów klasycznego metalu i hard rocka jest urocze i zrobione ze smakiem. Nie jest to tworzenie czegoś na siłę. Słychać, że muzycy kochają robić to co robią i nawet dołączenie do zespołu nowego gitarzysty tego nie psuje. Clode Savage wpasował się do stylu zespołu i znakomicie współgra z Axxl. Razem dają czadu i tworzą chwytliwe melodie, które szybko wpadają w ucho. Stallion już przyzwyczaił nas do takiego poziomu i do takiego materiału, który niczym wirus zaraża słuchacza przy pierwszym kontakcie.

Okładka może i skromna, ale dalej utrzymuje klimat lat 80. Samo brzmienie przyprawia o dreszcze i muszę pogratulować zespołowi bo brzmi to mocarnie. Jest pazur, jakość współczesnych płyt, ale też klimat lat 80. Mieszanka wybuchowa.

Jak to jest z zawartością? Płytę otwiera "Waking the Demons", który zaczyna się dość spokojnie i bardzo melodyjnie. Wejście godnie mistrzów i band wie jak oczarować słuchacza. Utwór jest niezwykle złożony i nie ma tutaj takiego szybkiego łojenia do jakiego nas przyzwyczaił band.  Jest heavy metalowa gracja i bawienie się klasycznymi patentami. No i mamy pierwszy killer. Dalej mamy speed metalowy "No Mercy" i to jest styl do jakiego przyzwyczaił nas Stallion na poprzednich płytach. Hard rockowy feeling i dużo Accept czy Ac/Dc wyłapiemy w "Time to reload". Niby troszkę inna wersja Stallion, ale słucha się tego jednym tchem. Znakomity przebój. W podobnym stylu utrzymany jest stonowany "all in" z mocnym riffem i energicznymi solówkami. To żywy dowód na to, że band potrafi urozmaicać swoją muzykę.  Nie brakuje speed metalowego łojenia i przykładem tego jest agresywny "Brain dead", zadziorny "Merchants of fear" czy "Dynamiter". Pozytywnie zaskakuje również dobrze skrojona ballada "Die with me", który przez 7 minut potrafi pobudzić słuchacza i jego emocje.  Całość zamyka petarda w postaci "Meltdown".

Stallion po raz kolejny stanął na wysokości zadania. Troszkę zmienili swoją stylistykę, ale to wciąż ten znakomity band, który żyje speed metalem. Nic nie jest im straszne i próbują urozmaicać swoją muzykę i przez to długo jeszcze będą nas cieszyć swoją muzyką. Jeden z najlepszych zespołów młodego pokolenia, a "Slaves of time" to kolejny tego dowód.

Ocena: 9.5/10

1 komentarz:

  1. Album petarda, 10/10. Jak dla mnie przebili tutaj swoje poprzednie albumy. Material jeszcze dojrzalszy. Póki co absolutny TOP roku.

    OdpowiedzUsuń