niedziela, 3 maja 2026

VENOM - Into the oblivion (2026)


 Najlepsze lata brytyjskiego Venom są już dawno za nimi, jednak każde kolejne wydawnictwo wciąż stanowi święto dla fanów zespołu oraz miłośników heavy/speed i black metalu. Od premiery „Storm the Gates” z 2018 roku minęło już osiem lat, więc nadszedł czas na nowe dzieło. „Into the Oblivion” to szesnasty album studyjny w bogatej dyskografii grupy, który ukazał się 1 maja. Nie jest to wprawdzie płyta roku, ale z pewnością nie przynosi zespołowi wstydu.

Venom to nadal przede wszystkim charyzmatyczny wokal Cronosa, mroczna atmosfera oraz udane połączenie heavy/speed metalu z black metalem. Nie brakuje tu mocnych riffów, agresji i charakterystycznego klimatu. Mimo upływu lat Cronos wciąż potrafi pozytywnie zaskoczyć. Za partie gitarowe odpowiada John Stuart Dixon, który stawia raczej na sprawdzone i bezpieczne rozwiązania. Niestety brakuje tu większych niespodzianek i powiewu świeżości. Zespół gra solidnie, lecz nie oferuje niczego, co mogłoby naprawdę zachwycić.

Na płycie znajdziemy jednak kilka wyróżniających się utworów. Tytułowy „Into the Oblivion” imponuje energią, mrokiem i agresją, przywołując skojarzenia ze starszymi wydawnictwami zespołu. Singlowy „Lay Down Your Soul” odsłania bardziej przebojowe oblicze Venom — gdyby takich momentów było więcej, album zyskałby na atrakcyjności. To rasowy killer i nie bez powodu wybrano go na singiel. Dobrze wypada także mroczny i nieco surowy „Nevermore”, choć można odnieść wrażenie, że zabrakło tu dopracowania detali. Emocje ponownie rosną przy szybkim i agresywnym „Death the Leveller”, gdzie zespół wraca do dynamicznego heavy/speed metalu. Drugim singlem jest rozpędzony i chwytliwy „Kicked Out the Hell” — jeden z ciekawszych fragmentów albumu, dopracowany i zagrany z wyczuciem.

Niestety dalsza część płyty prezentuje się już przeciętnie i nie oferuje utworów, które szczególnie zapadałyby w pamięć. Choć album zawiera 13 kompozycji i trwa zaledwie 43 minuty, momentami sprawia wrażenie zbyt rozwleczonego i nużącego.
Na plus należy zaliczyć minimalistyczną okładkę, która jest wyrazista i łatwo zapada w pamięć. Całość można określić jako solidne wydawnictwo z kilkoma jaśniejszymi momentami. Cieszy sam fakt powrotu Venom z nowym materiałem, choć szkoda, że zespół nie zaproponował bardziej wyrazistych pomysłów i kompozycji. To album poprawny, ale daleki od najlepszych dokonań grupy — i niestety pozostawia pewien niedosyt.

Ocena: 6,5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz