Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Elixir. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Elixir. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 kwietnia 2017

ELIXIR - Where the secret lies (2016)

Urugwajski Elixir powraca po 4 latach z nowym dziełem i „Where the secret lies” to solidny album, który może niektórym fanom przypaść do gustu. Nie jest to może muzyka, która rzuca na kolana poprzez oryginalność czy wysokiej klasy aranżacje, jednak panowie potrafią mieszać power metal z nowoczesnym patentami i progresywnym metalem. Taka mieszanka sprawdza się w ich przypadku co już pokazali na debiucie. Na „Where the secret lies” mamy swoistą kontynuację „Unleash the magic”, z tym że nowe dzieło jest bardziej dopracowane i bardziej przejrzyste. Brzmienie jest bardziej soczyste i podrasowane, dzięki czemu gitary brzmią ostro i zadziornie. Zespół działa od 2009 r i w sumie nabył trochę ogłady i doświadczania, co sprzyja nowemu krążkowi. Mocnym atutem kapeli jest wokalista Brunno, który potrafi śpiewać czysto i niezwykle uczuciowo. To przedkłada się na jakość kawałków, a także odbiór samej płyty. O zaplecze instrumentalne dbają dwaj gitarzyści, a mianowicie Matias i Marcos. Starają się połączyć tradycyjne patenty z nowoczesnymi i różne się to kończy. Czasami powstaje coś godnego uwagi, a czasami utwór, który budzi kontrowersje. Otwieracz „World is not over” jest nijaki i bardziej komercyjny. Klawisze są zbyt słodkie i zbyt nachalne. W „Broken heart” jest nutka progresywności i hard rocka, co czyni ten kawałek o wiele ciekawszym. Płytę słusznie promował „Beyond dreams”, który jest bardziej już utrzymany w power metalowym stylu. W podobnym klimacie utrzymany jest energiczny „You 'll never walk alone” czy przebojowy „Rising Star”. Zespół na pewno słabiej wypada przy wolniejszych kawałkach co pokazuje „The Sailor Song” o wiele lepiej radzą sobie z szybszych graniem. Dowodem tego na pewno jest świetny „Where the Secret Lies”. W tym kierunku powinni pójść na kolejnym wydawnictwie. Do grona ciekawych kompozycji warto dodać dynamiczny i niezwykle melodyjny „Southern pride” i progresywny „Release myself”. Ogólnie płyta Elixir nie zawodzi, ale tez nie powala na kolana. Dostajemy solidny album, który potrafi umilić czas i zabawić nas. Jednak nie jest to coś, co zmusi nas do przemyśleń czy refleksji. Na pewno są lepsze płyty z tego roku co zasługują na miejsce w top 10 roku 2016.

Ocena: 6.5/10

czwartek, 13 września 2012

ELIXIR - Unleash The Magic (2012)

Brakuje wam power metalu który łączy w sobie patenty najważniejszych kapel tego gatunku? Brakuje coś wtórnego, ale miłego dla ucha, gdzie górę bierze lekkość, melodyjność, przebojowość? Brakuje wam albumu, który porywa dynamiką, gdzie melodie są proste, ale nie pozbawione energii? No to śmiało możecie sięgać po debiutancki album urugwajskiego ELIXIR, który gra power metal w którym słychać wpływy HELLOWEEN, STRATOVARIUS, SONATA ARCTICA, czy też RHAPSODY. „Unleash The Magic” to dzieło kapeli, która powstała w 2009 roku pod nazwą EXCELSIOR, jednak z pobudek prawniczych została zmieniona na ELIXIR i jest to dzieło muzyków, którzy postanowili postawić na nowoczesne brzmienie, które uwypukla najważniejsze cechy stylu zespołu jak choćby szybkość, niezwykłą melodyjność, która zachwyca lekkością i bogactwem, która jest zasilane przez patenty orkiestrowe, czy też mocne, rytmiczne riffy. Debiutancki album brzmi jak zlepek patentów kilku zespołów, jest to granie o charakterze wtórnym, lecz na dobrym poziomie, co sprawia że album słucha się z miłą chęcią i z każda sekundą zapał jest coraz większy. Można ponarzekać, że wokal Brunno Navarro jest jeszcze nie pewny, nie ukształtowany, nie pewny, można wytknąć czasami słodkie partie klawiszowe Ignacio Fernandeza, można powiedzieć, że partie gitarowe w wykonaniu Artecona/Garcia są nijakie, bo nawiązują do wiele innych już podobnych riffów, lecz to wszystko całościowo wypada nadzwyczaj dobrze. Może nie jest to album, który faktycznie zaliczyć można do najlepszych dzieł z tego gatunku w tym roku, ale jest to solidny album z mocną dawką dynamicznego i melodyjnego power metalu, gdzie słychać elementy największych tuzów power metalu, czy to nie jest już wystarczający powód, dla którego warto posłuchać albumu Urugwajczyków?

Sam materiał jest dobrze rozegrany, jest szybko i do przodu, jednocześnie nie ma typowego grania na jedno kopyto. Równie dobrze wypadają aranżacje, gdzie każdy utwór jest przyozdobiony różnymi smaczkami orkiestrowymi. Owe smaczki sprawiają, że utwory mają głębię, zyskują na atrakcyjności, a owa melodyjność jest jeszcze bardziej przejrzysta. „Weapons of Heart” to utwór które łączy w sobie cechy HELLOWEEN, RHAPSODY, czy też DARK MOOR To utwór który mimo 6 minut nie nudzi, a wręcz przeciwnie wciąga i właściwie wyczerpuje temat utworu. Nie brakuje melodyjności, nie brakuje przebojowości, dynamiki, jest wszystko co jest potrzebne do dobrego power metalu. Szkoda tylko, że wokal Brunno nie brzmi troszkę lepiej, ale jest to minus, na który można przymknąć oko. Solówki wypadają tutaj nadzwyczaj dobrze, jest energia, rytmiczność i lekkość, nie zabrakło również pewnego neoklasycznego wydźwięku i są to popisy na poziomie. Podobnie brzmi „Unleash the Magic” aczkolwiek tutaj jest orkiestrowych patentów, jest podniosłość, ale nie brakuje zadziorności, rytmiczności, nie brakuje chwytliwości. Kolejny rasowy przebój, który miło się słucha, mimo wtórnego charakteru. Do power metalowych petard należy zaliczyć „Facing the End” z mocnym riffem i łatwo w padającym w ucho refrenem , czy też ostrzejszy „Wasteland” w którym zespół pokazuje już prawdziwe pazurki. W podobnej konwencji utrzymany jest melodyjny „Sunrise” , natomiast w „Legacy” pojawiają się pewne zwolnienia, balladowe wtrącenia i brzmi to ciekawie. W innej konwencji utrzymany jest „Until Eternity” gdyż więcej tutaj melodyjnego metalu w średnim tempie, aniżeli rozpędzonego power metalu i jest to też najsłabszy utwór na płycie.

Brakowało mi ostatnio kapel które niczym INSANIA czy TRICK OR TREAT pójdą utartym schematem HELLOWEEN oraz innych wielkich kapel, nawiązując do nich za sprawa własnego autorskiego materiału. Teraz słuchając ELIXIR mogę śmiało rzec, że robią to na dobrym poziomie i nie mają się czego wstydzić młodzi muzycy. Może nie jest to ta sama klasa, może muzycy nie są tak świetni, może nie mają takiego doświadczenia, ale granie pod kapele, które miały na ich muzykę ogromny wpływ wychodzi im dobrze. Jest szybkość, są ciekawe i chwytliwe melodie, a każdy utwór można śmiało uznać za potencjalny przebój. Ten album to chwila przyjemności dla fanów SONATA ARCTICA, RHAPSODY czy też HELLOWEEN.

Ocena: 7/10