Straciłem rachubę jeśli
chodzi o tegoroczne płyty w których mamy do czynienia z
plejadą gwiazd, z super projektami, zespołami w których
jest kilka znanych nazwisk ze świata metalowego. Do tego zacnego
grona dołącza w tym roku kolejny zespół, a mianowicie
amerykański Warrion, który właśnie promuje swój
debiutancki album zatytułowany „Aweking The Hydra”. Nie ciężko
tutaj o zainteresowanie, skoro w zespole są wielkie nazwiska. Jednak
czy wielkie osobistości heavy metalowe półświatka są w
stanie zagwarantować odpowiedni poziom muzyczny? Oto jest pytanie.
Pomówmy zatem o
tych wielkich nazwiskach w zespole Warrion, który powstał w
2009 roku. Funkcję wokalisty objął Micheal Vescera znany z
Obssession czy Animetal Usa i to jest osoba, który potrafi
uczynić kompozycje bardziej zadziorne i wyraziste. Sekcję rytmiczną
tworzą basista Keith Knight z Aska i perkusista Halloween a
mianowicie Rob Brug. Mamy też gitarzystę Abbatoir i Steel Prohet a
mianowicie Tima Thomasa, który tworzy udany duet gitarowy z
Ronem Warrionem, który jest mniej znaną osobą. Od strony
technicznej i brzmieniowej ten zespół nie budzi zastrzeżeń,
ale to jest zrozumiałe w przypadku takich muzyków i takiego
składu. Stylistycznie zespół stawia na mieszankę gatunków
z których są już znani, czyli heavy i power metal. W tej
mieszance znajdą się wyraźne wpływy ich macierzystych kapel, a
także Dio, Riot, Black Sabbath, Metal Church czy też Virgin Steele.
Nie ma zaskoczenia, nie ma też jakieś pomysłowego grania, bowiem
to wszystko już gdzieś było. Na co warto zwrócić uwagę?
Dynamiczny, power metalowy „Awaeking The Hydra” ,
rytmiczny „Carnage” , cięższy „Victim Of
Religion” . Na tym jednak nie koniec, bowiem wokalnie
Micheal niszczy w takim energicznym „Serpents Fire”.
Reszta też tutaj nie budzi większego rozczarowania.
Kawał solidnego grania
utrzymanego w stylistyce heavy/power metal i tak można by skwitować
ten debiutancki album Warrion. Jednak po takim składzie można by
się spodziewać czegoś lepszego niż tylko solidnego grania. Niby
wszystko tutaj jest co potrzeba, a jednak jest nie dosyt i czegoś
brakuje. Może pomysłowości? Mimo wszystko jest to album, który
jest godzien posłuchania i chwalenia wśród znajomych i fanów
takiego grania.
Ocena: 7.5/10
