piątek, 4 września 2026

PIRATE QUEEN - Travelling around the World (2026)


 

Uwielbiam tematykę piratów, ukrytych skarbów, morskich przygód i dalekich wypraw, dlatego nie mogłem sobie odpuścić nowej płyty Pirate Queen. To stosunkowo młoda, międzynarodowa formacja, która powstała w 2023 roku. Już sam koncept zespołu przyciąga uwagę – muzyka obraca się wokół pirackiej tematyki, a skład tworzy pięć kobiet. Panie wracają z drugim albumem zatytułowanym „Travelling Around the World”, który ukazał się 4 września.

Trudno jednak mówić o Pirate Queen wyłącznie w kategoriach muzyki metalowej. To przede wszystkim swoisty girl band nastawiony na rozrywkę, chwytliwe melodie i potencjalne radiowe hity. Jeśli ktoś nie ma nic przeciwko komercyjnej formule łączącej folk, melodyjny heavy metal, power metal i pop, może śmiało wyruszyć w morską podróż z Pirate Queen.

Niestety, już sama okładka nie przypadła mi do gustu. Wygląda bardzo sztucznie, niemal jak grafika wyjęta z gry komputerowej, a przy tym jest przesadnie dziecinna. Taki stylistyczny kierunek zupełnie do mnie nie przemawia. Również produkcja pozostawia sporo do życzenia – brzmienie jest dość płaskie, ugrzecznione i pozbawione odpowiedniej głębi.

W zespole pojawiła się nowa wokalistka, Sara Mateo Vidana, która dysponuje wyraźnie popowym głosem. Sam wokal nie jest zły, ale w tej formule nie do końca przekonuje i momentami wydaje się zbyt delikatny. Da się tego słuchać, a niektóre fragmenty potrafią dostarczyć rozrywki, jednak cały czas towarzyszy mi wrażenie, że metalu jest tutaj zdecydowanie za mało. Znacznie więcej znajdziemy komercyjnego charakteru, prostych melodii i przebojowości.

A szkoda, bo ten album mógł być znacznie ciekawszy. Wystarczyłoby postawić na mocniejszy wokal, bardziej zdecydowane riffy i ostrzejsze partie gitarowe. Nowa basistka Ariel Coral Shin również dobrze odnajduje się w stylistyce zespołu, ale jej obecność nie zmienia zasadniczo charakteru muzyki.

Jako lekka, niezobowiązująca rozrywka „Travelling Around the World” sprawdza się całkiem nieźle. Jeśli jednak szukamy agresji, heavy metalowego pazura, gitarowej drapieżności i mocnego uderzenia, będziemy musieli poszukać gdzie indziej. Pirate Queen stawia przede wszystkim na łatwo przyswajalne melodie, przebojowość i radiową formę.

Podobnie jak debiut, nowy album jest krótki i zwarty. Płytę otwiera krótkie intro, które wprowadza nas w piracki klimat. Następnie otrzymujemy „Sailing Around the World”, który od razu pokazuje, z czym mamy do czynienia. To lekki, przyjemny i melodyjny numer, ale ponownie brakuje tutaj heavy metalowego pazura oraz odpowiedniej mocy. To przede wszystkim muzyka nastawiona na zabawę i dostarczenie słuchaczowi kilku przyjemnych chwil – i właściwie nic ponadto.

Zespół próbuje przyspieszyć i wejść na power metalowe tory w „Captain William Kidd”. Niestety, nawet tutaj Pirate Queen pozostaje wierne swojej formule, stawiając przede wszystkim na lekkość, przebojowość i chwytliwość. Tempo jest odpowiednie, ale trudno doszukać się w tym wszystkim heavy metalowej drapieżności czy autentycznej energii.

Pewne przebłyski pojawiają się w rozpędzonym „Her Majesty Captain Destiny Grierflord”. To zdecydowanie ciekawszy fragment albumu, w którym można pochwalić zespół za pomysł na melodię i aranżację. Nadal jednak dominuje tutaj nastawienie na rozrywkę, słodycz i przystępność, a nie na metalowy charakter.

Lyxion” próbuje z kolei nawiązywać do twórczości zespołów takich jak Visions of Atlantis czy Amaranthe. Utwór doskonale wpisuje się w komercyjną stronę Pirate Queen i ponownie pokazuje, że panie bardziej interesuje przebojowa forma niż metalowa bezkompromisowość.

Również duet gitarowy Fata Morgana / Grierflord nie przynosi większego zaskoczenia. Zabrakło mi tutaj mocnych riffów, bardziej pomysłowych partii gitarowych i przede wszystkim charakteru. Gitary pełnią raczej funkcję podporządkowaną całej kompozycji niż stanowią jej napęd.

Całość wieńczy „On the Sea”, który chyba najlepiej pokazuje, dokąd zmierza Pirate Queen. To muzyka mocno nastawiona na chwytliwość i radiową przystępność, momentami zdecydowanie bliższa popowej stylistyce niż klasycznemu heavy metalowi.

„Travelling Around the World” wzbudza we mnie bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony album jest lekki, melodyjny i momentami naprawdę przyjemny w odbiorze. Z drugiej – trudno pozbyć się wrażenia, że zmarnowano tutaj spory potencjał. Piracka tematyka daje przecież ogromne możliwości, a można było zbudować na niej znacznie bardziej charakterystyczny i metalowy materiał.

Panie z Pirate Queen próbują grać metal, ale w wielu momentach brzmi to mało przekonująco. Brakuje autentyczności, ciężaru, emocji i przede wszystkim tego charakterystycznego heavy metalowego pazura. Zamiast tego dominuje komercja, słodycz i bezpieczna przebojowość. To muzyka stworzona przede wszystkim dla rozrywki, a nie po to, by poruszyć słuchacza czy zostawić po sobie mocniejsze wrażenie.

Ostatecznie jest to płyta z kategorii „posłuchać i zapomnieć”. Nie jest tragiczna, nie męczy i potrafi dostarczyć kilku przyjemnych momentów, ale zdecydowanie nie wykorzystuje swojego potencjału. Przy tak ciekawym koncepcie można było oczekiwać czegoś znacznie bardziej wyrazistego.

Ocena: 4/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz