Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Thunder And Lighting. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Thunder And Lighting. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 listopada 2024

THUNDER AND LIGHTNING - Of wrath and ruin (2024)


 To był zespół drugiej klasy, zawsze gdzieś w cieniu bardziej rozpoznawalnych kapel typu rage, brainstorm czy iron savior. Niby Thunder and lighting pokazał nie raz, że grać potrafią i jakiś tam potencjał drzemie w nich. Do tej pory ta niemiecka grupa, która gra od 2004r i dorobiła się 8 albumów grała na solidnym poziomie, ale zabrakło dopracowania i konkretnych pomysłów na kompozycje, które potrafią przebić się z gąszczu wielu innych płyt. Prób było wiele, ale odnoszę wrażenie, że dopiero na najnowszym "Of Wraith and Ruin" to wszystko zadziałało. W końcu jest ta niemiecka drapieżność, mrok, toporność, ta typowa dla niemieckiej sceny przebojowość. Każdy kto kocha Rage, Brainstorm, Iron Savior, czy też Grave Digger ten pokocha to co prezentuje Thunder and lighting na nowym krążku.

Już sama okładka to zupełnie inna liga niż te z poprzednich płyt. Tym razem postawiono na mroczny klimat, na ciekawą barwę i klimat grozy. Okładka robi furorę, a to dopiero początek ekscytacji. Im dalej wgryzamy się w nowym krążek, tym bardziej można się przekonać, że band się rozwinął i przełamał złą passe. Brzmienie to kolejny element układanki, który pozytywnie zaskakuje. Jest moc, pazur i techniczna perfekcja. To wszystko to tylko miły dodatek. Liczy się muzyka i to co muzycy mają do zaoferowania.

Na posterunku melduje się wokalista Norman Ditter, który wokalnie przypomina Peavy wagnera z Rage, czy świętej pamięci Paul Di Anno. Charakterystyczny wokal, który pasuje do tej mieszanki heavy/power metalu. Tom Geldschlager to sesyjny gitarzysta, ale razem z Marcem Wustenhagen wyprawiają cuda. Jest różnorodność, agresja, przebojowość i sporo przebojowych solówek. Jednym słowem dzieje się , a panowie zadbali o prawdziwą ucztę.

Piękna okładka, mocne brzmienie i wysoka dyspozycja muzyków. Co mogło pójść nie tak? Płytę otwiera intro "Of wrath" i jest klimat, znakomite wprowadzanie. Dobra, czekam na konkretny cios. Dostaje go w rozpędzonym "Depths of sorrow" i robi się ciekawie.  Riff ociera się o thrash metal i jest agresywnie, a zarazem szybko i przebojowo. Pierwszy cios zadany, a ja jestem w szoku jak ten zespół się zmienił, dojrzał i rozwinął skrzydła. Echa Rage są słyszalne. Nie zwalniamy tempa i wkracza killer w postaci "Drown in Fury". Ta praca gitar, sekcji rytmicznej, to brzmienie po prostu rozwala system. W podobnym tonie utrzymany jest "Hardbringer of Doom" a ten refren to prawdziwe zło. Zalatuje starym Iron Savior. W pełni oddano styl i jakość niemieckiego heavy/power metalu. Dobra robota! Kolejny hicior to bez wątpienia "March in Defiance" i znów pomysłowy riff i melodia. Brainstorm i może też coś z Helloween z czasów Derisa można tu wyłapać. Co za świetna melodia pojawia się w "Deceive myself" i tutaj klasyczna melodia power metalowa spotyka nowoczesne brzmienie i partie gitarowe. Mocna rzecz! Troszkę radości i uśmiechu wnosi "Binary Assasin" i to oczywiście kolejny hicior, który pokazuje w jak świetnej formie jest zespół. Panowie skupili się na jakości i komponowaniu przemyślanych utworów, które potrafią zapaść w pamięci. To zdało egzamin. Jeszcze szybciej i agresywniej jest w "Mind Seducer" i znów ocieramy się o thrash metalową motorykę. Jeden z najmocniejszych utworów na płycie. Czysta perfekcja! Na koniec zostaje stonowany i nieco marszowy "The River Endless Flow". Jest troszkę bardziej podniośle i tajemniczo.

Nie ma ballad, smętnych momentów, nie ma udziwnień, nie ma eksperymentowania, jest energiczne granie od początku do końca. Killer goni killer, a za tym idzie jakość. Thunder and Lighting wzbił się na wyżyny swoich możliwości i nagrał swój najlepszy album. Teraz ich marka będzie rozpoznawalna i może wymienia wśród najlepszych niemieckich zespołów. Nie można pominąć "Of wrath and Ruin".

Ocena: 9.5/10

czwartek, 26 grudnia 2019

THUNDER AND LIGHTNING - Demonicorn (2019)

"Demonicorn" to już 5 album niemieckiej formacji Thunder and Lightning. Na tej płycie znajdziemy wszystko to co charakteryzuje niemiecki heavy/power metal. Nie brakuje toporności, zadziorności, agresji, ale i przebojowości. W muzyce Thunder and lightning znajdziemy nawiązania do twórczości Rage, Primal Fear, czy Helloween, czyli wszystko zostaje w rodzinie. Band trzyma poziom i nie ustępuje w niczym swoim kolegom po fachu. "Demonicorn" to bardzo dobrze wyważony album, który w pełni oddaje piękno niemieckiego heavy/power metalu.

Mamy to typowe mocne, zadziornie, niemieckie brzmienie i te charakterystyczne elementy toporności. To wszystko znakomicie ze sobą współgra i nie ma się do czego przyczepić. Toporność wybrzmiewa za sprawą maniery wokalnej Norman Dittmar czy popisów gitarowych Marca i Fabrizio. Panowie stawiają na klasyczne rozwiązania z nutką nowoczesnego pazura. Jako całość album wypada nadzwyczaj dobrze i nie ma jakiś słabych punktów.

42 minuty muzyki zostało zawarte w 8 kawałkach. Start płyty to melodyjny i niezwykle dynamiczny "All Your Lies", który brzmi jak mieszanka Rage i Helloween. Bardzo dobry start. W podobnych klimatach utrzymany jest przebojowy "Demonicorn" w którym nie brakuje elementów Iced Earth, czy Mystic Prophecy. Znakomicie wypada tutaj refren. Dalej mamy stonowany i nieco mroczniejszy "Demmin", który wyróżnia się pomysłowymi i złożonymi solówkami. Dobrze wypada też rozbudowany i energiczny "God for a day". Dużo dzieje się w tym kawałku. Band wykorzystuje elementy thrash metalu w agresywnym "Heavens Gate", gdzie Thunder and lightning nawiązuje do Iced Earth. Prawdziwa petarda. Krótki i treściwy "Salt to the wounds" to kolejny hicior na płycie i kwintesencja niemieckiego power metalu. Ten prosty riff robi tutaj kawał dobrej roboty. Całość zamyka niezwykle melodyjny "Telltale signs", który idealnie podsumowuje cały album.

Thunder and lightning działa od 2004 i już dawno wypracował swój styl. Trzymają wysoki poziom i nowy album to tylko potwierdza. Dobrze wyważony album, gdzie przewijają się elementy heavy i power metalu. Płyta godna uwagi i jedna z ciekawszych w roku 2019.

Ocena: 8.5/10

środa, 9 października 2013

THUNDER AND LIGHTING - In Charge Of Scythe (2013)

Kto by pomyślał że niemiecki zespół Thunder and Lighting istnieje już 9 lat? Czas leci szybko i trzeba przyznać, że ta kapela jakoś się utrzymała na powierzchni pomimo że nie wyróżniają się niczym szczególnym. Ot co kolejna kapela, która gra muzykę średnich lotów, która się nadaję do jednorazowego odsłuchu. Cztery albumy już na swoim koncie świadczy że kapela mimo wtórnego charakteru ma swoje grono fanów. To ich najbardziej powinien ucieszyć fakt wydania 23 sierpnia nowego albumu, który jest zatytułowany „In Charge Of The Scythe”. Co można powiedzieć o albumie?

Dominuje tutaj stylistyka power metalu, ale nie brakuje też kompozycji utrzymanych w klimatach heavy metalu czy też nawet thrash metalu. Na pewno nie brakuje tutaj ciężaru, mroku, czy też agresji. Materiał potrafi być momentami nieco uciążliwy, nieco monotonny, co może wynikać że kapela stara się co utwór postawić na agresję i ciężar. Przydałoby się więcej melodyjnego grania jak to co zespół zaprezentował w energicznym „In Charge Of Scythe” , w rozbudowanym „The Last Rite” czy takim „Wheel Of life”, w którym nie którzy się doszukują mieszanki Gamma Ray z Dream Evil. Nie do końca przekonują mnie tutaj ciężkie i mroczne kawałki pokroju „End Of The Road” czy wolniejsza ballada w postaci „Two Sons in My Sky”. Na pewno co warto tutaj odnotować to ciekawy wokal Normana Dittmera, który trzyma się niskich i średnich rejestrów, przypominając frontmana z Volbeat. Co może nie podobać się to nieco stateczna sekcja rytmiczna i mało urozmaicona współpraca dwóch gitarzystów, a mianowicie Marca i Benjamina. Za mało w tym pasji, pomysłowości i zgrania.

To wszystko sprowadza się do tego, że otrzymaliśmy solidny album do jednorazowego odsłuchania. Wynika to głównie nie tyle z umiejętności muzyków, co z samych pomysłów na kompozycje. Niby jest tutaj agresja, ciężar, momentami melodyjność, ale to wszystko ociera się o średni, co najwyżej dobry poziom. Może kiedyś doczekamy się ciekawszego wydawnictwa ze strony tego niemieckiego zespołu? Czas pokaże.

Ocena: 5/10