Nie raz młode kapele próbowały odświeżyć formułę power i thrash metalu. Efekt tego był różny. Raz formacje ponosiły klęskę, a czasami dochodziło do zdumiewającej mieszanki tych stylów i to jeszcze w pomysłowej formie. Co jakiś czas do chodzi do objawień takich perełek. W tym roku jedną z takich płyt, która zaskoczyła formą i pomysłowością to bez wątpienia "Ascension". To debiut młodej i głodnej sukcesu kapeli o nazwie Paladin. Na scenie amerykańskiej są od 2015 r i nie kryją swoich inspiracji takimi zespołami jak Cellador, Destroy Destroy Destroy, Kalmah, Iced Earth czy Savage Messiah. Niesamowity band, który ma swoją wizję jak powinien brzmieć power metal naszych czasów.
Jedno spojrzenie na okładkę i mamy obraz jakieś neoklasycznej kapeli, która gra słodki power metal w lekkich klimatach. Nic z tych rzeczy. Band stawia na agresję, szybkość, dynamikę, a przede wszystkim przebojowość. Młodzi muzycy wiedzą co chcą grać i w jaki sposób. Nie boją się wyzwań i mieszania gatunków. W pewnym momencie można usłyszeć jak znakomicie band miesza melodyjny death metal, power metal, melodyjny metal., czy thrash metal. Taylor Washington to lider tej kapeli, to on odpowiada za czyste partie wokalne i za partie gitarowe. Wspierają go Andy Mcgraw swoim harsh wokalem i Alex Parra w zakresie partii gitarowych. Styl i jakość wykonania imponują i nie brzmi to wcale jak dzieło żółtodziobów. Materiał jest niezwykle przebojowy i pełen ciekawych rozwiązań i można tego słuchać jednym tchem. Pięknym dopełnieniem całości jest mocne, dopieszczone i pełne energii brzmienie. Jest moc.
Płytę stanowi 11 kawałków i to prawdziwa uczta dla fanów power metalu. "Aweking" to prawdziwa petarda i słychać jak band znakomicie przemyca echa Cellador, Dragonforce czy power metal pokroju Helloween, Gamma Ray. Dużo tutaj energii i dobrze rozplanowanych popisów gitarowych. Elementy death metalu, czy też extreme power metalu mamy w stonowanym "Divine Providance", który przemyca patenty Kalmah. Jak to świetnie brzmi i najlepsze jest to, że to dalej power metal. Dalej mamy szybki i agresywny "Carpe Diem", który znów miesza elementy power metalu i death metalu. Heavy metalowy pazur mamy w zadziornym "Call of the night", który wyróżnia się ostrym jak brzytwa riffem. Przebojowość jest tu wszędobylska. Gitarzyści dają czadu w "Black Omen" i jest to prawdziwy killer. Ostre partie gitarowe i pomysłowe melodie to atuty tego kawałka. Na płycie roi się od szybkich utworów i dobrym tego przykładem jest "Bury The light" czy "Shoot for the sun". Band potrafi postawić na rycerski klimat, na mieszankę tradycyjnego heavy metalu i melodyjnego death metalu co słychać w "Dawn of the Rebirth" czy "Genesis", który zamyka album.
Ciężko tutaj mówić o debiucie, bo płyta jest perfekcyjna. Imponująca mieszanka power metalu i thrash metalu, z dodatkiem melodyjnego death metalu. Jedna z ciekawszych płyt tego roku i czekam na kolejne dzieła Paladin!
Ocena: 10/10
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paladin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paladin. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 27 maja 2019
środa, 10 października 2012
PALADIN - Paladin Ep (1987)
Jednym z najbardziej
znanych amerykańskich wokalistów heavy metalowych patrząc na
obecną sytuację jest bez wątpienia Ronny Munroe. Wokalista który
obecnie tworzy na własny rachunek, tworząc porządny heavy metal
nawiązującym do lat 80 , a także z zespołem FIREWOLFE. Ronny
Munroe to znakomity wokalista o mocnym, agresywnym wokalu, z manierą
przypominającą trochę Bruce'a Dickinsona i trochę Ronniego Jamesa
Dio. Mocny solidny głos poparty niesamowitą techniką. Największą
sławę przyniósł mu udział w METAL CHURCH, a więc potędze
amerykańskiego power metalu i to właśnie z nimi zaczął błyszczeć
i sprawił, że kapela znów rosła w siłę. Jednak mało kto
wie, że przede tym wszystkim był chwilowy występ w zespole
PALADIN, z którym wydał mini album „Paladin” który
należy uznać za pierwszy krok Ronniego w karierze muzycznej,
pierwszym krokiem ku wielkiej sławy. Choć kapela należy do mało
znanych, choć krążek jest ciężki do zdobycia to jednak warto
poświęcić czas na poszukiwania jak i posłuchanie tego albumu. Ów
mini album ukazał się jeszcze w roku 1987, czyli w tym czasie kiedy
kapela powstała. Na pewno nieco kiczowata okładka odstrasza, jednak
rycerz który dominuje ową okładkę jest nawet miły dla oka.
Kto grał w owym zespole tego niestety nie wiadomo, jedynym muzykiem
o którym wiadomo to oczywiście Ronny. Jest to kolejny minus,
ale na pewno nie przeszkadza w odbiorze. Jak na owe czasy i
samodzielną produkcję to brzmienie jest całkiem przyzwoite, może
nieco surowe, ale świetnie komponujące się z kompozycjami.
Materiał jest równy
i zwarty, a stylistycznie jest to czysty heavy metal, melodyjny,
energiczny, prosty, bez urozmaiceń, bez kombinowania. Dla jednych to
będzie powód do marudzenia, a że nic się nie dzieje, a że
to wszystko było, ale z drugiej strony czego więcej oczekiwać?
Nawet wokal Ronniego nie jest taki mocny, agresywne jak na obecnych
wydawnictwach. Więcej klimatu, specyficznego stylu śpiewania. Jest
niepewność, ale również to aż tak nie przeszkadza. Mini
album składa się z 5 kompozycji. Zaczyna się od rytmicznego,
krótkiego „Knight Rider” który jest rasowym
kawałkiem heavy metalowym o prostym motywie, mocnym riffie,
chwytliwym refrenie. Nieco mocniejszy riff, pewne elementy topornego
ACCEPT słychać w „Broken Hearts”, klimat, balladową
formułę i urozmaicenie można wychwycić w rozbudowanym „Walk
Away”. Mamy też nieco przypominający JUDAS PRIEST „On
Fire” i klimatyczny, rytmiczny „Empty Faces”.
Może „Paladin” nie
należy do grona płyt wyróżniających się stylem, może nie
jest to płyta która wyróżnia się na tle innych i
jest to granie jakiego pełno było w owym czasie. Warto jednak
zainteresować się tym albumem, choćby ze względu na status tego
zespołu ze wydał tylko ten mini album, a także ze względu na
Ronniego Munroe, który tutaj stawiał swoje pierwsze kroki.
Polecam!
Ocena: 7.5/10
Subskrybuj:
Posty (Atom)

