Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Martyr. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Martyr. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 sierpnia 2025

MARTYR - Dark Believer (2025)


 Holenderski Martyr działa na scenie od dekad, a jego początki sięgają jeszcze lat 80. W dorobku zespołu znajdziemy już sześć pełnych albumów, a najnowszy z nich – „Dark Believer” – ujrzał światło dzienne 15 sierpnia nakładem wytwórni ROAR Records. Holendrzy wciąż wierni są swoim korzeniom i garściami czerpią inspiracje z dokonań takich formacji jak Metal Church, Cloven Hoof czy Satan. Tym razem adresują swoją muzykę głównie do fanów klasycznego heavy, żwawego speed metalu i podniosłego power metalu.


Poprzedni krążek, „Planet Metalhead” z 2022 roku, spotkał się z bardzo ciepłym przyjęciem i uchodzi za jeden z ich bardziej udanych materiałów. Od tamtej pory doszło jednak do istotnych roszad w składzie – do zespołu dołączyli gitarzysta Justin Shut i perkusista Ed Van Wijngaarden. Zmiany personalne nie zachwiały jednak fundamentami Martyr – grupa dalej kroczy swoją wytyczoną ścieżką. „Dark Believer” to płyta energetyczna, bezkompromisowa, a przy tym niezwykle melodyjna. Może nie zawiera utworów na miarę żelaznych klasyków gatunku, ale bez wątpienia broni się jako całość i stanowi mocny punkt w dyskografii Holendrów.


Album oferuje dziewięć kompozycji o łącznym czasie trwania 46 minut. Otwiera go mroczny, podszyty niepokojem „Darkness Before Dawn” – kawałek, który emanuje energią i zadziornością. Choć nie odkrywa nowych lądów, przyjemnie rozgrzewa słuchacza. Tytułowy „Dark Believer” zasługuje na szczególne wyróżnienie dzięki swojej chwytliwości i świetnie zbudowanej melodii. Z kolei „Wrath of the Fallen” to rasowy metalowy strzał w twarz – szybki, agresywny, ale zarazem niezwykle przystępny. To również świetny pokaz możliwości wokalnych Roberta Van Harena, który umiejętnie łączy agresję z melodyjnym śpiewem – prawdziwy frontman z krwi i kości.


Na drugim biegunie znajdziemy monumentalny, najdłuższy na płycie „Cemetery Symphony”, w którym pobrzmiewają echa dokonań Metalliki. Utwór utrzymany jest w bardziej refleksyjnym, mrocznym klimacie, co stanowi ciekawą odmianę. Dla mnie jednak bezsprzecznym numerem jeden jest „Insidious” – utwór przywołujący najlepsze czasy Judas Priest z ery „Painkiller” czy Primal Fear w ich szczytowej formie. To prawdziwy killer, który powinien stać się wizytówką koncertowych setów Martyr. Nie brakuje też mocniejszego uderzenia – „Venoms Scent” zdradza wpływy thrash metalu, dodając płycie dodatkowej ostrości. Świetne gitarowe zagrywki można podziwiać w „Harvest of Soul”, gdzie melodia idzie w parze z ciężarem riffów. Zwieńczeniem całego krążka jest pełen werwy, zróżnicowany „Legions of the Cross” – dynamiczny, szybki i pełen agresywnej energii, idealne podsumowanie tej muzycznej podróży.


„Dark Believer” to bez wątpienia jeden z najciekawszych albumów w dorobku Martyr. Nie jest to może dzieło przełomowe, ale znakomicie oddaje esencję heavy, power i speed metalu. Holendrzy pokazują, że wciąż potrafią grać z pasją, pomysłem i charakterem. To album, który z pewnością znajdzie swoje miejsce w sercach fanów klasycznego metalu i niejednemu umili czas.


Ocena: 8/10

niedziela, 6 marca 2022

MARTYR - Planet Metalhead (2022)

Póki co rok 2022 nas nie rozpieszcza i w zasadzie ciężko o coś godnego uwagi. W dużej mierze ówczesne płyty są obdarte z mocy, agresji i wszystko jest jakieś takie na jedno kopyto. Do grona płyt godnych uwagi warto wpisać nowy album holenderskiego Martyr. "Planet metalhead" to może nie jest płyta idealna, ale jest to wysokiej klasy heavy/power/speed metal, który przemyca patenty Judas Priest, Metal Church, Helloween, Iron Maiden.

Gitarzysta Rick Bouwman i wokalista Robert Van Haren to w zasadzie ostoja tego zespołu od samego początku, czyli od roku 1982.  Band ma doświadczenie i spory staż, pomijając nawet fakt, że reaktywowali się ponownie w 2005r. Na "Planet metalhead" przyszło fanom czekać 6 lat i w tym okresie doszło do zmian personalnych w zespole. Zostali oczywiście Robert i Rick. Nowy skład, nowe możliwości i trzeba przyznać, że band trzyma fason. Jasne nie jest to wszystko może idealne, ale nie można im odmówić agresji, dynamiki i pomysłu na siebie. Mroczny klimat też robi robotę. Okładka wieje kiczem, ale zawartość to już inna bajka.

Początek "Raise your horns,Unite" może nie jest obiecujący i może nawet troszkę irytuje, dopiero wejście gitar wprowadza w osłupienie. Jest mocny riff, ciekawa praca gitar, soczysta sekcja rytmiczna i ten miks  Attacker, Judas Priest i Metal Church wypada naprawdę dobrze i chce się poznać pozostałą zawartość. W podobnych klimatach utrzymany jest "Demon Hammer" i słychać że band mimo nowego składu jest zgrany i wie czego chce.  Imponują melodie oraz zadziorne tempo w "Children of the Night". Klasyka sama w sobie, bo słychać tutaj coś z Iron maiden, czy Judas Priest. No jest moc, a to jeszcze nie wszystko. Band poradził sobie również z klimatyczną i rozbudowaną balladą, jaką jest "No time for goodbeys".  Na wyróżnienie zasługuje również "Diary of the Sinner", który jest hołdem dla twórczości Judas Priest. Rozpędzony i pełen ciekawych zagrywek gitarowych "Church of Steel" też zostaje w pamięci. Niby nic nowego, a zagrane z pomysłem i niezłą energią. Bardzo pozytywne zaskoczenie.

Na kolana nie powaliło, bowiem niektóre aspekty wymagają nieco jeszcze dopracowania, a czasami po prostu jest troszkę na jedno kopyto. Mimo jakiś drobnych błędów płyta prezentuje się okazale, Każdy fan heavy/power/speed metalu powinien posłuchać, jak obecnie brzmi holenderski Martyr. Nie brakuje ciekawych melodii, czy nawet killerów, a to już sporo. Mam nadzieję, że na kolejny album nie trzeba będzie czekać kolejnych 6 lat.

Ocena: 8/10
 

sobota, 30 kwietnia 2016

MARTYR - You are Next (2016)

Pure Steel Records z dobrym skutkiem pomaga niektórym kapelą wypłynąć na szersze wody, ale co ciekawsze pomaga starym zapomnianym kapelom wrócić do życia. Holenderski Martyr, który powstał w 1982 r nie musi być znany każdemu fanowi heavy/speed/power metalu i może nie każdy musi znać ich działalność. Ich najlepszy płyty przypadają na lata 80 i wtedy panowie dali się poznać jako zgrany zespół, który nie kryje wpływów Iron Maiden, czy Judas Priest. Choć w późniejszych latach nie kryli wpływów amerykańskich bandów typu Warlord czy Metal Church. „Cicrle of 8” nie był udany i raczej wzbudzał rozczarowanie niż najlepsze dzieła tego zespołu. Teraz po 5 latach panowie powracają z nowym albumem, który został zarejestrowany przez bardziej klasyczny skład. „You are next” to nic innego jak solidny heavy metal w mrocznej, nieco przybrudzonej oprawie z solidnymi riffami i klimatem lat 80. Nie ma mowy o czymś nadzwyczajnym, czy ponad czasowym, ale jest to muzyka, która jest łatwiejsza w odbiorze. Taki „Into Darkest of All Realms” to soczysty heavy/power metal w amerykańskiej oprawie. Mocny riff wygrywany przez duet Heesakkers/Bouwamn przypomina stare, dobre czasy Martyr. Panowie stawiają na prostotę i szczerość. Muzyka prosto z serca i z hołdem dla lat 80 zawsze jest w cenie. Zastanawiałem się jak odnajdzie się po latach Robert w roli wokalisty, ale słychać, że wciąż ma w sobie to coś. Jego wokal jest mroczny, a do tego jego specyficzna maniera i to sprawia, że kompozycje mają swój charakter. Dobrze to słychać w rytmicznym „Infinity” czy ponurym „Unborn Evil”. Agresywniejszy „Monster” czy „Crawl” zabierają nas w rejony thrash metalu i to nawet z niezłym skutkiem. W sumie najlepiej wypadają kompozycje, w których słychać echa Iron Maiden i mam tu na myśli „In the end” czy przebojowy „Don't need Your money”. Nie jest to płyta do której będziemy wracać często, czy może płyta która wstrząśnie metalowym światkiem. Jednak jest to kawał solidnego heavy metalu w dość mrocznej oprawie. Panowie z Martyr wracają do gry, szkoda tylko że nie stworzyli czegoś co by zrobiłoby rozgłosu wokół nich. Płyta skierowana do maniaków heavy metalu z lat 80.

Ocena: 5.5/10