Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Game Over. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Game Over. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 lipca 2026

GAME OVER - When darkness falls (2026)


 

To już 18 lat działalności włoskiego Game Over. Zespół bardzo szybko zdobył rozpoznawalność i dla mnie pozostaje jedną z najciekawszych formacji młodego pokolenia thrash metalu. Pierwsze albumy były znakomite i wyraźnie czerpały inspiracje z klasyki gatunku. Muzycy udowodnili, że można garściami korzystać z dorobku Metalliki, Exodus, Anthrax czy Testament, a jednocześnie zachować własny charakter i muzyczną tożsamość.

W 2025 roku do zespołu dołączył Danny Schiavina, z którym nagrano album „Face the End” – moim zdaniem najsłabsze wydawnictwo w dorobku Game Over. Teraz formacja powraca z siódmym albumem studyjnym zatytułowanym „When Darkness Falls”. Płyta ukaże się 18 września nakładem Scarlet Records i będzie drugim krążkiem nagranym w odświeżonym składzie. Jest dobrze, ale niestety zabrakło tego geniuszu i kreatywności, które wyróżniały pierwsze wydawnictwa grupy.

Oczywiście zespół nadal porusza się w rejonach oldschoolowego thrash metalu. Nie boi się jednak balansować pomiędzy thrashem a klasycznym heavy metalem. Melodyjne, zadziorne fragmenty oraz nacisk na chwytliwość od zawsze były mocnymi stronami Game Over. Muzycy wciąż potrafią umiejętnie łączyć te elementy, lecz tym razem kompozycjom brakuje perfekcji. Można momentami odnieść wrażenie pewnej monotonii lub nadmiernego opierania się na dobrze znanych schematach. Albumu słucha się bardzo przyjemnie, ale nie towarzyszy temu poczucie obcowania z czymś naprawdę wyjątkowym. Mimo wszystko jest to pozycja godna uwagi dla każdego fana thrash metalu.

Zespół zadbał o soczyste, selektywne brzmienie oraz atrakcyjną oprawę graficzną. To zresztą jeden z elementów, z których Game Over słynie od lat. Danny jako wokalista sprawdza się bardzo dobrze, choć jego styl zdecydowanie bliższy jest heavy metalowi niż klasycznemu thrashowi. Gitarzysta Luca Zironi dwoi się i troi, by zaskoczyć słuchacza ciekawą zagrywką lub pomysłowym riffem. Niewątpliwie jest bardzo utalentowanym muzykiem, jednak tym razem nie usłyszałem partii, które można by określić mianem wybitnych.

Album jest zwarty i konkretny – całość trwa zaledwie 31 minut. Na uwagę zasługuje ocierający się o heavy metal i punk rock „Break Away”, który przemyca wyraźne nawiązania do Anthrax. Z kolei w rozpędzonym „Two Souls One Flesh” słychać echa Testament. To właśnie tutaj zespół prezentuje thrash metal najwyższej próby: mocny riff, szybkie tempo i niezwykle przebojowy charakter utworu przypominają, za co tak bardzo cenię tę formację. Zabawa jest przednia, a przecież to dopiero początek albumu. Bardzo dobrze wypada również Danny, który wnosi do muzyki wyraźnie heavy metalowy sznyt.

Na płycie dominują krótkie, treściwe strzały. Nuda nie ma tu prawa się pojawić, a takie kawałki jak „Fight for Your Mind” spełniają swoje zadanie w stu procentach. Szczególnie udane są nawiązania do klasycznego Anthrax. Dalej otrzymujemy rozpędzony i agresywny „Scream It Out”. Niby wszystko się zgadza, jednak wciąż brakuje elementu zaskoczenia i odrobiny świeżości.

Nie zabrakło także miejsca dla bardziej heavy metalowych kompozycji. W tej roli dobrze odnajduje się stonowany i cięższy „Curse of Strahd”. To solidny numer, któremu jednak brakuje większej chwytliwości i iskry, która mogłaby wynieść go na wyższy poziom. Na finał otrzymujemy „Command to Die”, utrzymany również w bardziej heavy metalowej stylistyce. Ponownie słychać tu inspiracje Anthrax, choć tym razem bliżej im do ery Johna Busha. Utwór stanowi bardzo dobre podsumowanie całego albumu i pokazuje, że Game Over potrafi sprawnie łączyć heavy metal z thrashem, nie zapominając przy tym o przebojowości.

Game Over ma na koncie kilka znakomitych albumów, które zachwycały agresją, szybkością, świeżością i pomysłowością. To właśnie dbałość o detale oraz umiejętność tworzenia własnego stylu sprawiły, że zespół tak mocno błyszczał na początku swojej kariery. „When Darkness Falls” to świetna rozrywka i prawdziwa uczta dla fanów gatunku, jednak nie udało się powtórzyć poziomu najlepszych dokonań grupy. To bardzo dobry album, który dostarcza mnóstwo frajdy, ale pozostawia również pewien niedosyt.

Ocena: 8/10

wtorek, 6 maja 2025

GAME OVER - Face the end (2025)

 


Włoski band o nazwie game over  po 2 latach wraca do nas z nowym albumem studyjnym w zatytułowanym "face the end". Płyta miała premierę 25 kwietnia  roku 2025 nakładem wytwórni Scarlet records. Band w dalszym ciągu gra thrash metal w takiej melodyjnej odmianie. Nie brakuje wpływów exodus, testament  czy Metalliki. Do tej pory Game Over trzymał  wysoki poziom, a jest teraz ? Warto wspomnieć, że to pierwszy album z Dannym Schiavina w roli nowego wokalisty.

Jak zwykle zadbano  o szatę graficzną i  mocne brzmienie, które współgra z zawartością. Na dodaje to uroku do całości i drapieżności. Danny spisuje się w roli wokalisty, choć bardziej pasuje do heavy metalowej konwencji. Maniera i stylem przypomina trochę Johna Busha. Od stronie partii gitarowych jest dobrze,ale nic nadzwyczajnego nie prezentuje duet Sansone/Zironim. Solidne rzemioslo i brakuje tych intrygujących solowej z wcześniejszych płyt. Nie ma tak wielkich emocji.

 Na wstęp krótkie intro i potem wkracza rozpędzony "lust for blood" i czuć zapędy Exodus. Zadziorny "neck breaking" momentami przypomina twórczość Anthrax. Wszystko niby jest, ale brakuje elementu zaskoczenia czy większej przebojowości. Więcej heavy metalu znajdziemy w "lost in disgrace" który  kipi energia i do tego zaskakuje  chwytliwymi solówkami. Killerem w starym stylu grupy jest bez wątpienia "veil of insanity". Jest agresja i pomysłowość i band pokazuje na co ich stać. Całość zamyka "weaving fate" który jest kolejną thrash metalową petardą. Mogłoby być więcej tego typu utworów.


Game over działa od 2008r i już miała swoim koncie znakomite wydawnictwa. "Face the end" to solidny album, ale nic więcej. Za mało killerów l, za mało hitów i świeżości. Czuje spory niedosyt, bo
Game over potrafi nagrywać na wyższym poziomie.



Ocena 7/10



poniedziałek, 29 lutego 2016

GAME OVER - Crimes Against Reality (2016)

Było tylko kwestią czasu kiedy włoski Game Over znów uderzy. Jest to młoda formacja, która działa od 2008r i już wpisała się do grona najciekawszych kapel młodego pokolenia. Panowie nagrali dopiero trzy albumy, ale już pokazali że znają się na speed/ thrash metalu jak mało kto. Wielu dostrzega w nich młodszą wersję Ultra- Violence, Havok czy Annihilator. Pamiętam jakie wrażenie na mnie wywarł ten band przy okazji premiery debiutu „For Humanity” i po dzień dzisiejszy fascynacja tym zespołem została. Game Over choć pochodzi z Włoch to wie jak nas zabrać do amerykańskiej sceny speed/thrash metalowej, wie jak tworzyć atrakcyjne melodie, energiczne riffy i kompozycje, które na długo pozostają w pamięci. To są specjaliści w swojej dziedzinie, a ich najnowszy album w postaci „Crimes Against Reality” to kolejna petarda, która tylko umacnia ich na rynku muzycznym.

Lata 80 czy 90 to był dobry czas dla muzyki speed/thrash metalowej. Melodie nie były wymuszone, a klimat grozy sprzyjał ostrym riffom i zadziornym wokalom. Wszystko współgrało i potrafiło zostać w pamięci na długie lata. Dzisiaj co raz ciężej o naprawdę dobry speed metalowy album z nutką thrash metalowego pazura. Game Over na debiucie pokazał swoje prawdziwe oblicze i talent do tworzenie energicznej, przebojowej muzyki, która jest jednocześnie agresywna. Game Over to przede wszystkim świetny wokalista Renato Chiccoli, który nadaje kompozycjom odpowiedniej tonacji i brutalności. Dwa poprzednie albumy pokazały, że panowie skupiają się na ciekawych i zarazem prostych motywach gitarowych, na złożonych i melodyjnych solówkach, które stanowią główne źródło mocy Game Over. Luca i Alessandro stworzyli naprawdę zgrany duet gitarowy i ich pojedynki na solówki, przejścia i urozmaicenia są godne pochwały. To właśnie dzięki nim płyty Game Over nie są takie banalne i pozbawione przebojowości. Nie da się ukryć, że włoski band ma smykałkę do tworzenia hitów i to przedkłada się na odbiór granej przez nich muzyki. „Crimes Against Reality” to ukłon w stronę lat 80 i 90, do najlepszych płyt speed metalowych tamtego okresu, to również udana kontynuacja tego co słyszeliśmy na dwóch poprzednich krążkach. Na sam start mamy krótkie intro w postaci „What Lies Within” i właściwie prawdziwa jazda zaczyna się w szybkim „33 part Street” i to jest to do czego przyzwyczaił już nas Game Over. Heavy/speed metal wysokich lotów mamy w energicznym „Neon Maniacs”. Szybkie tempo, prosty i zapadający w pamięci riff oraz przebojowy refren sprawiają, że band stworzył jeden z największych swoich hitów. Nutka progresywności i balladowej otoczki pojawia się w rozbudowanym i stonowanym „With all that is left”. Pierwsze miłe zaskoczenie na płycie i lekka odskocznia od szybkich petard. Klimat grozy i lata 80 dobrze wybrzmiewają w mrocznym „Astral matter”, który też ukazuje potencjał muzyków. Game Over radzi sobie również z dłuższymi kompozycjami, co pokazuje właśnie ten kawałek. Do grona wielkich przebojów można też zaliczyć rytmiczny i radosny „Just a little Victory”. Takie kompozycje jak ta stanowią trzon tego albumu i wyznacznik stylu Game Over. Na szczególną uwagę zasługuje pomysłowy „Gates of Ishtar” , który jest podręcznikowym przykładem jak grać wysokiej klasy speed/thrash metal. Wisienką na torcie okazuje się być tytułowy „Crimes Against Reality” i tutaj już mamy wszystko. Warto zaznaczyć, że jest to kolejny kolos na płycie. Na koniec zespół postanowił powalić nas kolana kolejną speed metalową petardą. „Fix Your brain” to pokaz mocy i fani Destruction, czy Megadeth będą zachwyceni.


Agresja, przebojowość, szybkość i dobre melodie nie zawsze idą w parze. Nie zawsze mieszanka takich cech kończy się sukcesem. W przypadku Game Over zawsze taki zestaw kończy się sukcesem. Nagrali w sumie trzy albumy i każdy z nich zachwyca, pokazując jednocześnie co to znaczy speed/ thrash metal na wysokim poziomie. Nowy album to kwintesencja gatunku, niezbity dowód, że Game Over to nadzieja tego gatunku i jeden z najlepszych zespołów młodego pokolenia. To jeszcze nie koniec gry dla włoskiej formacji, ich gra dopiero się rozpoczęła. Mocna rzecz!

Ocena: 9.5/10

wtorek, 14 października 2014

GAME OVER - Burst into The Quit (2014)

Pamiętacie te czasy kiedy speed/thrash metal cieszył się ogromnym zainteresowaniem i miał szerokie grono fanów? Miło jest sobie powspominać początki Slayer, złote lata Exodus czy Agent Steel. To jest przeszłość i trzeba szukać nowych gwiazd, które sprawią że ten płomień nigdy nie zgaśnie, a kto wie może znów będzie się palił takim płomieniem jak przed laty? Kandydatów jest pełno, ale jednym z tych najlepszych jest bez wątpienia włoski Game Over. Już wydając debiutancki album „For Humanity” w 2012 pokazali że trzeba się z nimi liczyć i że to oni mają zamiar przypomnieć najlepsze lata speed metalu. Choć tamto wydawnictwo zostało wydane 2 lata temu to jednak zostało w pamięci i wywarło spory wpływ, to też z niecierpliwością wyczekiwałem drugiego albumu, jednocześnie stawiając pewne wymagania. Miało być po prostu szybkie, energetycznie, wszystko miało być zagrane z radością, pomysłem, jednocześnie zachęcając słuchacza do zabawy z Game Over. „Burst Into The Quit” to album stanowiący kontynuację stylu opracowanego na debiucie, co niezmiernie cieszy, zwłaszcza że to przesądziło o ich sukcesie. Wiele schematów udało się przerysować i mam tutaj na myśli konstrukcję kompozycji, dynamikę, przebojowość, szybkość czy klimat lat 80. Nawet brzmienie nie uległo większym kosmetycznym zmianom. Renato Chiccoli wciąż brzmi agresywnie, a z pewnością przez te lata nabył większej pewności siebie i podszkolił się trochę pod względem techniki. Jego wokale to jeden z atutów nowej płyty, ale podobnie jak w przypadku debiutu to gitary napędzają całość. To one nakreślają motyw, to co ma być, a reszta jakby ten szkielet uzupełniała. Zespół dojrzał pod względem jakości grania i dbałości o techniczny aspekt muzyki, ale można odnieść wrażenie, że tym razem mamy nieco słabsze pomysły, ale na szczęście to wciąż speed/thrash metal wysokich lotów. Otwieracz „Masters of Control” to mocne uderzenie i potwierdzenie wielkości tego zespołu. Grają z miłości do muzyki, jednocześnie szanują lata 80 i wielkie kapele, które tak grały przed laty. Bo przecież pierwszy album Slayer, czy Exodus kłania się w melodyjnym „Seven Doors to Hell”. Włosi nie chcą grać kombinacyjną muzykę, nie w głowie i progresywność, nie znają się też na zaskoczeniu. Tutaj mamy jasny cel. Szybkie, bez kompromisowe granie i to w dodatku bez złudnego i przymusowego wydłużania kompozycji, co pokazuje krótki i zwarty materiał, który trwa około 33 minuty. Nie ma słabych utworów, a taki „C.H.U.C.K” czy „The Eyes” to rasowe killery, który odzwierciedlają prawdziwe piękno thrash/speed metalu. Nie trzeba też daleko szukać tych cech, które odróżniają ich od innych kapel. Wszelkich dowodów dostarcza nam „No More”. Otóż włosi potrafią grać melodyjne, energicznie, z pomysłem, jednocześnie nie tracąc na agresji, ani na technice, a wszystko utrzymane w klimacie lat 80. O to dzisiaj ciężko. Nie potrzebne jest tutaj błądzenie w mrocznym klimacie co pokazuje „Nuk'em high”, jednak jest to wada która nie przekreśla atrakcyjności całości. Poza tym tytułowy „Burst into the Quit” pozostawia dobre wrażenie i podkreśla że było to przyjemne 30 minut, które spędziliśmy z Game Over w speed metalowym świecie. Pojawiła się w końcu jakaś jasna gwiazda speed metalu, którą interesuje coś więcej niż ciężar i brutalny thrash metal. Słychać, że speed metal mają w swoich sercach i sprawia im radość granie tego typu muzyki. To zawsze się ceni, a ja potrzebuję większej dawki muzyki Game Over. Ich muzyka naprawdę uzależnia.

Ocena: 9/10

niedziela, 5 lutego 2012

GAME OVER - For Humanity (2012)


Dość nie dawno na łamach bloga opisywałem nowy album SUICIDAL ANGELS i ich nowy album „Bloodbath” i to z dużym entuzjazmem. Ciekawiło mnie czy konkurencja będzie wstanie zareagować na takiego dzieło jak „Bloodbath” jeśli tak to w jaki sposób i w jakim czasie. Co ciekawe że jeszcze z tego samego miesiąca pochodzi inny równie atrakcyjny album thrash metalowy. Nie będę was długo trzymał w niepewności i podam, że jest to debiutancki „For Humanity” włoskiego GAME OVER. Zespół łączy w swojej muzyce coś z EXODUS, coś z wczesnego SLAYER, tylko ja pierwszy raz mam wrażenie, że jest to bardziej ich własny styl i właściwie nie ma jasno określonego schematu, który można przyporządkować do jakieś kapeli, choć pewnie jakiś zagorzały fan gatunku coś tam sobie zawsze dobierze. Młodziutka kapela która została założona w 2008 r, która nagrała kilka dem przed debiutanckim albumem postawiła sobie jedno ważne założenie, a mianowicie nie brać jeńców i zrobić prawdziwą jatkę trash metalową. Nie usłyszymy tutaj smętnych momentów, ballad, nie usłyszymy też jakiegoś większego kombinowania, nie usłyszymy tutaj miałkie, pseudo thrash metalowe kompozycje, oj nie. Ten zespół stawia na agresję, stawia na naturalność, stawia na melodyjność i zadziorność. Renato Chicolli ma odpowiedni wokal, taki mocny, zadziorny, choć nie grzeszy on technika, to jednak pasuje idealnie do prezentowanej muzyki. Jednak szczęka mi opadła w momencie kontaktu z partiami gitarowymi duetu Sanso/ Ziro. Kto by śmiał ich nazwać amatorami, kto miałby czelność wytknąć im brak pomysłu na partie gitarowe. Oj nie od początku do końca na albumie słychać atrakcyjne riffy, nie tylko pod względem agresji, dynamiki, ale także pod względem melodyjnym i właściwie nie które z nich mają zapędy speed/heavy metalowe. Solówki moi drodzy, to nie jakieś chaotycznie wygrywanie na odczepnego, to czas wyrażania uczuć gitarzystów, to czas kiedy można usłyszeć coś więcej niż szybkie przechodzenie między melodiami. Można wyłapać tam nutkę finezji i gracji. Sporo na tym albumie robi też perkusista Med, który nadaję niesamowitego tempa poszczególnym utworom, ale co ważne daje im odpowiednie zaplecze mocy. Brzmienie również idealnie zostało dostosowane do zawartego na płycie repertuaru. Wciąż mam wrażenie jakby słuchał albumu, kapeli z lat 90. Najgorzej opisuje się kompozycje takie jakie mamy tutaj. Przede wszystkim ze względu na identyczny poziom artystyczny, ale tez poniekąd na niemal jednorodny charakter. Tak jak wspomniałem album jest nastawiony na niszczenie i dlatego mamy właściwie same rozpędzone, pełne agresji, dzikości kompozycje takie jak choćby „ Abyss of a Needle”, przesiąknięty speed metalem spod znaku AGENT STEEL „ Dawn of the Dead”, melodyjny „War Of Nations”, czy też energiczny „Another Dose of Thrash” , czy też koncertowy ' Tupa Tupa or Die”. Ale w obrębie tej jasno określonej struktury, wyznaczonej rygorystycznymi granicami mamy tez kilka drobnych smaczków które nieco urozmaicają ten materiał. „Mountains of Madness” jest bardziej zadziorny, bardziej urozmaicony i ma momenty zwolnienia. Złożoność i średnie tempo 'Overgrill (El Grillador loco)” nasuwa mi poniekąd działalność ANTHRAX. No i złudne wejście do „Bleeding Green” również spokojne i nastrojowe. Czy też demoniczna gadka na wstępie do ostrego „Evil Clutch” gdzie pomysłowe okazało się wyeksponowanie melodii wygrywanej przez gitarę prowadzącą. Właściwie nie da się opisać w słowach to co zrobił ze mną ten album. Czysta furia, energia, nie wymuszana, która strasznie wciąga i uzależnia. Oj brakowało mi takiego albumu, gdzie słuchacz od razu identyfikuje się z muzyką, dając upust swojej energii, robiąc różne szalone czynności przy tej muzyce. Ktoś powie, ależ oni grają na jedno kopyto,cóż nie są pierwszymi, ani ostatnimi. Thrash metal jaki potrzebny jest światu! Właśnie narodziła się nam gwiazda, mam nadzieję, że nie spadną tylko tak szybko jak się wznieśli. Gorąco polecam maniakom, ostrego, agresywnego thrash metalu. Ocena: 10/10