To już 18 lat działalności włoskiego Game Over. Zespół bardzo szybko zdobył rozpoznawalność i dla mnie pozostaje jedną z najciekawszych formacji młodego pokolenia thrash metalu. Pierwsze albumy były znakomite i wyraźnie czerpały inspiracje z klasyki gatunku. Muzycy udowodnili, że można garściami korzystać z dorobku Metalliki, Exodus, Anthrax czy Testament, a jednocześnie zachować własny charakter i muzyczną tożsamość.
W 2025 roku do zespołu dołączył Danny Schiavina, z którym nagrano album „Face the End” – moim zdaniem najsłabsze wydawnictwo w dorobku Game Over. Teraz formacja powraca z siódmym albumem studyjnym zatytułowanym „When Darkness Falls”. Płyta ukaże się 18 września nakładem Scarlet Records i będzie drugim krążkiem nagranym w odświeżonym składzie. Jest dobrze, ale niestety zabrakło tego geniuszu i kreatywności, które wyróżniały pierwsze wydawnictwa grupy.
Oczywiście zespół nadal porusza się w rejonach oldschoolowego thrash metalu. Nie boi się jednak balansować pomiędzy thrashem a klasycznym heavy metalem. Melodyjne, zadziorne fragmenty oraz nacisk na chwytliwość od zawsze były mocnymi stronami Game Over. Muzycy wciąż potrafią umiejętnie łączyć te elementy, lecz tym razem kompozycjom brakuje perfekcji. Można momentami odnieść wrażenie pewnej monotonii lub nadmiernego opierania się na dobrze znanych schematach. Albumu słucha się bardzo przyjemnie, ale nie towarzyszy temu poczucie obcowania z czymś naprawdę wyjątkowym. Mimo wszystko jest to pozycja godna uwagi dla każdego fana thrash metalu.
Zespół zadbał o soczyste, selektywne brzmienie oraz atrakcyjną oprawę graficzną. To zresztą jeden z elementów, z których Game Over słynie od lat. Danny jako wokalista sprawdza się bardzo dobrze, choć jego styl zdecydowanie bliższy jest heavy metalowi niż klasycznemu thrashowi. Gitarzysta Luca Zironi dwoi się i troi, by zaskoczyć słuchacza ciekawą zagrywką lub pomysłowym riffem. Niewątpliwie jest bardzo utalentowanym muzykiem, jednak tym razem nie usłyszałem partii, które można by określić mianem wybitnych.
Album jest zwarty i konkretny – całość trwa zaledwie 31 minut. Na uwagę zasługuje ocierający się o heavy metal i punk rock „Break Away”, który przemyca wyraźne nawiązania do Anthrax. Z kolei w rozpędzonym „Two Souls One Flesh” słychać echa Testament. To właśnie tutaj zespół prezentuje thrash metal najwyższej próby: mocny riff, szybkie tempo i niezwykle przebojowy charakter utworu przypominają, za co tak bardzo cenię tę formację. Zabawa jest przednia, a przecież to dopiero początek albumu. Bardzo dobrze wypada również Danny, który wnosi do muzyki wyraźnie heavy metalowy sznyt.
Na płycie dominują krótkie, treściwe strzały. Nuda nie ma tu prawa się pojawić, a takie kawałki jak „Fight for Your Mind” spełniają swoje zadanie w stu procentach. Szczególnie udane są nawiązania do klasycznego Anthrax. Dalej otrzymujemy rozpędzony i agresywny „Scream It Out”. Niby wszystko się zgadza, jednak wciąż brakuje elementu zaskoczenia i odrobiny świeżości.
Nie zabrakło także miejsca dla bardziej heavy metalowych kompozycji. W tej roli dobrze odnajduje się stonowany i cięższy „Curse of Strahd”. To solidny numer, któremu jednak brakuje większej chwytliwości i iskry, która mogłaby wynieść go na wyższy poziom. Na finał otrzymujemy „Command to Die”, utrzymany również w bardziej heavy metalowej stylistyce. Ponownie słychać tu inspiracje Anthrax, choć tym razem bliżej im do ery Johna Busha. Utwór stanowi bardzo dobre podsumowanie całego albumu i pokazuje, że Game Over potrafi sprawnie łączyć heavy metal z thrashem, nie zapominając przy tym o przebojowości.
Game Over ma na koncie kilka znakomitych albumów, które zachwycały agresją, szybkością, świeżością i pomysłowością. To właśnie dbałość o detale oraz umiejętność tworzenia własnego stylu sprawiły, że zespół tak mocno błyszczał na początku swojej kariery. „When Darkness Falls” to świetna rozrywka i prawdziwa uczta dla fanów gatunku, jednak nie udało się powtórzyć poziomu najlepszych dokonań grupy. To bardzo dobry album, który dostarcza mnóstwo frajdy, ale pozostawia również pewien niedosyt.
Ocena: 8/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz