czwartek, 2 lipca 2026

DEEP PURPLE - Splat!(2026)


 

Jeśli spojrzeć na pewne liczby związane z działalnością , można złapać się za głowę. Większość ludzi mających ponad 80 lat myśli już o spokojnej emeryturze i odpoczynku od zawodowych obowiązków. Tymczasem muzycy Deep Purple po raz kolejny udowadniają, że wiek to jedynie liczba, a pasja do muzyki może być najlepszym lekarstwem na upływający czas. Zespół istnieje od blisko sześćdziesięciu lat, a mimo to nie tylko regularnie koncertuje, ale także nagrywa nowe albumy. Co więcej, w ostatnich latach imponuje wręcz tempem wydawania kolejnych płyt.

Powiew świeżości i młodzieńczej energii wniósł do zespołu nowy gitarzysta, . Pierwszy album nagrany z jego udziałem, , okazał się dla mnie najlepszym wydawnictwem grupy od czasów . Deep Purple ponownie zaczęli grać bardziej zadziornego i przebojowego hard rocka, a McBride szybko udowodnił, że jest gitarzystą obdarzonym ogromnym talentem. Teraz, dwa lata po premierze „=1”, zespół powraca z dwudziestym czwartym albumem studyjnym zatytułowanym „SPLAT!”, który ukazuje się 3 lipca nakładem earMUSIC. Czas sprawdzić, czy udało się utrzymać wysoki poziom poprzednika i czy faktycznie jest to najcięższy album Deep Purple od wielu lat.

Simon McBride na dobre zadomowił się w zespole i wyraźnie stara się przywrócić muzyce Deep Purple bardziej gitarowy charakter. Już na poprzedniej płycie zaprezentował imponujące umiejętności, tworząc efektowne solówki i chwytliwe riffy. Na „SPLAT!” również nie brakuje gitarowych popisów, choć tym razem kompozycje są bardziej rozbudowane i progresywne. Melodyjność schodzi momentami na dalszy plan, ustępując miejsca bardziej złożonym strukturom. To album wymagający większego skupienia, ale nagradzający cierpliwego słuchacza licznymi detalami.

Największym atutem pozostaje jednak niezwykła chemia pomiędzy muzykami.  mimo upływu lat nadal imponuje charakterystyczną barwą głosu i ogromną charyzmą. Owszem, nie dysponuje już taką mocą jak przed dekadami, ale nadrabia doświadczeniem i znakomitą interpretacją tekstów. Sekcja rytmiczna tworzona przez  i  pozostaje wzorem rockowej solidności, natomiast  po raz kolejny wzbogaca materiał o charakterystyczny, „purpurowy” klimat. To właśnie doświadczenie i wzajemne zrozumienie muzyków przekładają się na wysoki poziom artystyczny albumu.

Fani ostatnich wydawnictw zespołu szybko odnajdą tutaj wiele powodów do zachwytu. Z kolei miłośnicy ery  mogą odczuwać pewien niedosyt, ponieważ na płycie brakuje utworów, które mogłyby konkurować z największymi klasykami grupy. Nie oznacza to jednak, że zabrakło mocnych momentów.

Już otwierający album „Arrogant Boy” zachwyca energią. To gitarowy hard rock z pazurem, ozdobiony świetnymi partiami McBride'a i efektownymi klawiszami Aireya. Wszystko doskonale się zazębia, przywołując wspomnienia najlepszych lat Deep Purple.

Jeszcze większe wrażenie robi „Diablo” – mroczny, przebojowy i zagrany z odpowiednią dawką agresji. W jego klimacie można doszukać się ducha kompozycji z czasów Blackmore'a. To jeden z najmocniejszych punktów albumu i trudno dziwić się, że właśnie ten utwór wybrano na singiel promujący wydawnictwo.

Więcej progresywnych rozwiązań znajdziemy w „The Rider”. To interesująca kompozycja, choć akurat partie klawiszowe nie przekonują mnie tutaj w pełni. Znacznie lepiej wypada „The Lunatic”, oparty na pomysłowym, oldschoolowym riffie. Utwór doskonale pokazuje, jak świetnie współpracują ze sobą McBride i Airey. Między muzykami wyraźnie słychać chemię oraz wzajemne uzupełnianie się.

Pozytywną energią emanuje również „The Only Horse In Town”. To kolejny przykład znakomitej współpracy gitarzysty i klawiszowca, którzy stali się jednym z największych atutów współczesnego Deep Purple.

Moim osobistym faworytem szybko stał się marszowy i niezwykle zadziorny „Sacred Land”. Utwór imponuje ciężarem, znakomitymi zagrywkami gitarowymi oraz subtelnym orientalnym klimatem. Don Airey prezentuje tutaj pełnię swoich możliwości, przypominając, dlaczego od lat zaliczany jest do ścisłej czołówki rockowych klawiszowców. Nad całością unosi się duch klasycznych albumów nagranych z Blackmore'em.

Nieco bardziej bluesowy „The Beating Of Wings” wnosi większą dawkę emocji i rockowej nostalgii. Z kolei „Guilt Trippin'” pokazuje, że Deep Purple nie utracili poczucia humoru i nadal potrafią bawić się muzyką z ogromną swobodą. Charakterystyczny wokal Gillana dodaje kompozycji odpowiedniej drapieżności.

Mocny riff napędza „Scriblin' Gab'rish”, który ponownie udowadnia, że zespół wciąż potrafi tworzyć rasowy, klasyczny hard rock. Z przyjemnością słucha się także melodyjnego i pozytywnie zakręconego „Jessica's Bra”, w którym można odnaleźć subtelne nawiązania do dawnych patentów Blackmore'a.

Klimatyczny „Third Call” urzeka natomiast znakomitym wstępem klawiszowym oraz kolejnymi fascynującymi muzycznymi dialogami pomiędzy McBride'em i Aireyem.

Album zamyka tytułowy „SPLAT!” – ciężki, klimatyczny i pełen charakterystycznej dla Deep Purple swobody. To doskonałe podsumowanie całego wydawnictwa i kolejny dowód na to, dlaczego ta formacja od ponad pół wieku pozostaje jedną z największych ikon hard rocka. W takich momentach słychać, że muzycy, mimo zaawansowanego wieku, wciąż potrafią grać z klasą, pasją i autentycznym zaangażowaniem.

„SPLAT!” nie stanie obok takich kamieni milowych jak  czy , ale też nie ma takich ambicji. To album stworzony przez doświadczonych muzyków, którzy nadal czerpią ogromną radość ze wspólnego grania. Jest ciężej, bardziej bezpośrednio i momentami naprawdę imponująco, choć nie obyło się bez kilku słabszych momentów. Trochę za mało pierwszoligowych hitów.

Mimo to Deep Purple po raz kolejny udowadniają, że wciąż mają wiele do powiedzenia i nie zamierzają odcinać kuponów od własnej legendy. Dla fanów klasycznego hard rocka jest to pozycja obowiązkowa. Nie jest to dzieło wybitne, ale bez wątpienia jeden z najciekawszych albumów nagranych przez zespół w ostatnich dekadach. Jednak w moim odczuciu słabszy od poprzedniego wydawnictwa.

Ocena: 8,5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz