Zmiany, zmiany w obozie Burning Sun. Ta węgierska formacja działa od 2022 roku i ma już na swoim koncie trzy albumy studyjne. Na najnowsze wydawnictwo, zatytułowane Power to Survive, przyszło nam czekać zaledwie rok. Po dwóch albumach osadzonych w fantastycznych narracjach i utrzymanych w duchu klasycznego europejskiego power metalu, Burning Sun powraca z trzecim krążkiem, który otwiera nowy rozdział w historii zespołu. Do składu dołączyli wokalista Nicolas Peter oraz perkusista Edmond Kulcsár, a zmiany personalne wyraźnie wpłynęły na brzmienie i charakter materiału. Zespół do tej pory prezentował bardzo wysoki poziom, jednak na Power to Survive wkracza na zupełnie nowy etap rozwoju. To piękny hołd dla klasycznego europejskiego power metalu spod znaku Helloween, Insanii czy Edguy. Kto by się spodziewał, że Burning Sun nagra tak znakomity album? Premiera płyty odbędzie się 21 sierpnia nakładem Pride and Joy Music.
Pod względem tematycznym album odchodzi od rozbudowanych opowieści fantasy obecnych na Retribution. Tym razem muzycy skupiają się na motywach wytrwałości, pokonywania przeciwności losu oraz odnajdywania siły w najtrudniejszych momentach życia. Tytuł płyty nie jest więc pustym sloganem – przesłanie nadziei, determinacji i walki przewija się przez cały materiał.
Na szczególną uwagę zasługują gościnne występy Herbiego Langhansa oraz Alexandry Lioness, które wzbogacają wybrane kompozycje i dodają im dodatkowych barw. Produkcja jest klarowna, dynamiczna i odpowiednio mocna, eksponując zarówno gitarowe harmonie, jak i solidny fundament rytmiczny. Album nie odkrywa nowych lądów w gatunku, ale nadrabia to szczerością, pasją oraz bardzo wysokim poziomem wykonawczym.
Zmiany personalne objęły również podział obowiązków w zespole. Poncho Ireland skupił się obecnie wyłącznie na grze na gitarze, natomiast Nicolas Peter pełni rolę zarówno wokalisty, jak i drugiego gitarzysty. Za perkusją zasiadł Edmond Kulcsár.
Burning Sun nie zamierza gonić za współczesnymi trendami. Zespół pozostaje wierny estetyce wypracowanej przez takich gigantów gatunku jak Helloween, Gamma Ray czy HammerFall, stawiając na melodyjne refreny, galopujące riffy oraz podniosły klimat. Jednocześnie Power to Survive nie sprawia wrażenia muzealnego eksponatu. Energia nowych kompozycji oraz świeży głos Nicolasa Petera nadają materiałowi więcej dynamiki i przebojowości niż na poprzednich wydawnictwach. Wokal Nicolasa prezentuje się znakomicie i doskonale oddaje ducha klasycznych płyt power metalowych. Słychać wyraźne inspiracje Michaelem Kiske oraz Tobiasem Sammetem, co jeszcze bardziej przybliża słuchacza do złotej ery gatunku z lat dziewięćdziesiątych. Siłą albumu jest bez wątpienia współpraca gitarzystów. Muzycy stawiają na klasyczne rozwiązania, szybkość, agresję oraz chwytliwe melodie. Każdy utwór emanuje przebojowością i oferuje pomysłowe linie melodyczne. W wielu momentach można odnieść wrażenie, że obcuje się z odnalezionym klasykiem sprzed trzech dekad.
Materiał został całkowicie pozbawiony zbędnych dłużyzn, nudnych wypełniaczy czy niepotrzebnych eksperymentów. Burning Sun rozwinął skrzydła i nagrał swój najlepszy album, który śmiało można zaliczyć do najważniejszych wydawnictw 2026 roku. To muzyka brzmiąca jak zaginiony klasyk lat 90., a podczas odsłuchu niejednemu fanowi zakręci się łza w oku. Całość trwa zaledwie 38 minut, dzięki czemu album jest niezwykle zwarty i konkretny.
Płytę otwiera rozpędzony „Quest Divine”, który od pierwszych sekund stanowi doskonałe wprowadzenie do świata albumu. Zespół wysyła jasny sygnał, że mamy do czynienia z pełnokrwistym hołdem dla klasyki power metalu. Inspiracje twórczością Edguy, Helloween z ery Kiskego czy Insanii są wyraźnie słyszalne. Pomysłowe kompozycje, ogrom energii oraz imponujące popisy wokalne Nicolasa robią znakomite wrażenie. Następnie otrzymujemy potencjalny przebój w postaci „Emalys Hymn”, w którym swoje trzy grosze dorzuca Herbie Langhans. To power metal w najlepszym wydaniu. Równie dobrze wypada melodyjny i niezwykle chwytliwy „Tale of Brothers”, brzmiący niczym połączenie Gamma Ray, Stratovariusa i Helloween. Nie ma tu nic odkrywczego, ale zespół dostarcza ogromnej dawki frajdy. Z muzyki wręcz biją radość i miłość do klasycznego power metalu.
Nowy album to prawdziwa kopalnia przebojów, a „Light of the World” jest tego doskonałym przykładem. Utwór przywołuje najlepsze skojarzenia ze starym Helloween czy Edguy. Podobne emocje wywołuje „Over and Beyond”, który również bazuje na sprawdzonych wzorcach, ale robi to z wyczuciem i pasją. Ducha dawnego Edguy można usłyszeć także w rozpędzonym „Come Home” oraz klimatycznym „Spirit Alive”, które przywodzą na myśl czasy albumu Mandrake. Oba utwory zostały zaaranżowane z dużą dbałością o detale i wyraźnym wyczuciem melodii. Na płycie znalazło się również miejsce dla spokojniejszej odsłony zespołu. Ballada „Holy Light” jest nastrojowa i przyjemna w odbiorze, choć do poziomu najlepszych kompozycji na albumie nieco jej brakuje. To bez wątpienia najsłabszy punkt wydawnictwa, choć nadal utrzymany na przyzwoitym poziomie. Wielki finał należy do „We Rise”, które stanowi kolejne odwołanie do kultowych dzieł pokroju Keeper of the Seven Keys czy Vain Glory Opera. To kompozycja doskonale oddająca wszystko, co najpiękniejsze w power metalu – epicki rozmach, emocje, melodyjność i niezapomnianą atmosferę.
Największą siłą Power to Survive pozostaje jednak autentyczność. W czasach, gdy wiele zespołów powermetalowych ucieka w stronę symfonicznych aranżacji lub nowoczesnych eksperymentów, Burning Sun konsekwentnie rozwija klasyczną formułę. Dzięki temu album trafia przede wszystkim do słuchaczy tęskniących za złotą erą europejskiego power metalu.
Całość brzmi jak zaginiony klasyk z lat dziewięćdziesiątych. Zespół rozwinął skrzydła, wszedł na wyższy poziom i udowodnił, że zmiany personalne wyszły mu wyłącznie na dobre. Power to Survive to najlepszy album w dorobku Burning Sun i jednocześnie jedno z najciekawszych wydawnictw roku 2026.
Brawo!
Ocena: 9/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz