Na nową płytę Kinga Diamonda zapewne przyjdzie nam jeszcze długo czekać, ale na szczęście pojawiła się supergrupa Lex Legion, która może skutecznie wypełnić tę muzyczną pustkę. W jej składzie znalazły się nazwiska doskonale znane fanom klasycznych albumów „Them” i „Conspiracy”. Mamy tu bowiem Andy'ego La Rocque'a na gitarze, Hala Patino na basie, Mikkeya Dee za perkusją oraz gitarzystę Pete'a Blakka.
To muzycy, którzy współtworzyli dwa legendarne albumy Kinga Diamonda i do dziś budzą wśród fanów miłe wspomnienia. Już sam skład działał na wyobraźnię, a największą niewiadomą pozostawało jedynie stanowisko wokalisty. Oczywiste było, że potrzebny będzie ktoś charyzmatyczny, zdolny choć częściowo nawiązać do charakterystycznego stylu Kinga, a jednocześnie wnieść do muzyki własną osobowość i heavy metalową energię. Wybór padł na Nilsa K. Rue z Pagan's Mind i okazał się strzałem w dziesiątkę. Wspólnie nagrali debiutancki album zatytułowany po prostu „Lex Legion”, którego premiera odbyła się 12 czerwca.
Stylistyka materiału była dość łatwa do przewidzenia i trudno mówić tutaj o większych zaskoczeniach. To rasowy heavy metal mocno zakorzeniony w estetyce lat 80., czerpiący pełnymi garściami z dorobku Kinga Diamonda i Mercyful Fate. Nie brakuje mrocznej atmosfery, charakterystycznych gitarowych zagrywek oraz wokalu Nilsa, który momentami wyraźnie przywołuje skojarzenia z Kingiem Diamondem.
Ogromną przyjemność sprawia już samo usłyszenie po latach muzyków dawnego składu Kinga Diamonda. Chemia między nimi wciąż jest wyczuwalna i to właśnie ona napędza ten projekt, przekładając się na wysoką jakość kompozycji. Oczekiwania były ogromne, ale zespół zdecydowanie im sprostał.
„Lex Legion” od pierwszych minut stawia na klasyczny heavy metal z wyraźnymi wpływami lat 80. Słychać tu nie tylko ducha Kinga Diamonda, ale także inspiracje zespołami Queensrÿche czy Accept, o których wspominał sam Andy La Rocque.
Album trwa zaledwie 35 minut, co może pozostawiać pewien niedosyt, ale dzięki temu nie znajdziemy tu zbędnych dłużyzn ani słabszych momentów. Otwierający płytę „Sleep Eternally” prezentuje największe atuty zespołu: znakomite gitarowe harmonie, charakterystyczne solówki La Rocque'a oraz potężną sekcję rytmiczną napędzaną przez Mikkeya Dee. Utwór nie tylko nawiązuje do klasycznych dokonań Kinga Diamonda, ale również buduje własną tożsamość opartą na melodyjnym i mrocznym heavy metalu. To prawdziwa petarda, przywodząca na myśl najlepsze momenty twórczości Kinga.
Drugi singiel, „Gypsy Tears”, stanowi kolejny ukłon w stronę klasyki. Podobieństwa do twórczości Kinga Diamonda są wyraźne, ale utwór broni się własną energią i znakomitą interpretacją wokalną. Nils prezentuje tutaj pełnię swoich możliwości, budując odpowiedni klimat i nadając muzyce dodatkowej drapieżności.
Nieco bardziej stonowany i posępny „When the Stars Align” imponuje świetnym groove'em oraz pracą sekcji rytmicznej. Utwór emanuje tajemniczością i mrokiem, skutecznie budując napięcie. Następnie otrzymujemy zadziorny i lekko progresywny „(I Am) The Resurrected”, który pozwala w pełni docenić kunszt doświadczonych muzyków oraz ich talent kompozytorski.
Więcej energii i agresji przynosi dynamiczny „Lost Inside”, będący kolejnym mocnym punktem albumu. Równie żywiołowy „Dreams of Darkness” dostarcza solidnej dawki heavy metalu, choć jednocześnie opiera się na dobrze znanych schematach i nie wnosi zbyt wiele nowego. To właśnie tutaj uwidacznia się jeden z głównych problemów płyty. Niektóre fragmenty bazują na dość standardowych riffach i momentami brakuje większej odwagi kompozytorskiej.
Podobnie jest w przypadku „Life Eternal” – to zadziorny i przyjemny w odbiorze utwór, ale jednocześnie dość zachowawczy i pozbawiony elementu zaskoczenia. Niewiele nowego wnosi również spokojniejszy „Far Away”, który wypada nieco blado na tle najmocniejszych kompozycji albumu.
Mimo tych drobnych zastrzeżeń „Lex Legion” pozostaje jednym z najciekawszych metalowych debiutów 2026 roku. To propozycja skierowana przede wszystkim do fanów klasycznego heavy metalu, którzy tęsknią za gitarowymi pojedynkami, chwytliwymi refrenami i muzyką tworzoną bez oglądania się na współczesne trendy.
Lex Legion udowadnia, że doświadczenie i muzyczna pasja wciąż mogą zaowocować albumem, który nie tylko oddaje hołd przeszłości, ale również potrafi zainteresować współczesnego słuchacza. Miło usłyszeć muzyków związanych niegdyś z Kingiem Diamondem ponownie w tak znakomitej formie.
Ocena: 9/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz