poniedziałek, 8 czerwca 2026

EVERGREY - Architects of a new weave (2026)



Jedne zespoły heavymetalowe stawiają na agresję, inne na melodyjność i przebojowość, ale są też takie, które przede wszystkim oddziałują na emocje i skłaniają do refleksji. Melancholia, ciężar i emocjonalna szczerość – to trzy filary, na których Evergrey zbudował swoją pozycję w świecie progresywnego metalu. Na „Architects of a New Weave” Szwedzi po raz kolejny udowadniają, że nie potrzebują muzycznej rewolucji, aby przyciągnąć uwagę słuchacza. Wystarczy kilka charakterystycznych riffów, niepowtarzalny głos Toma S. Englunda oraz atmosfera, której od lat nikt nie potrafi podrobić. To właśnie te elementy pozwalają zespołowi tworzyć muzykę wartościową i pełną emocji.

Piętnasty album studyjny grupy ukazał się 5 czerwca nakładem Napalm Records. To wciąż granie na bardzo wysokim poziomie, choć tym razem da się odczuć pewien spadek formy w porównaniu z poprzednimi wydawnictwami, które bez problemu trafiały do zestawień najlepszych płyt roku.

Tym razem nie obyło się bez zmian personalnych. Z zespołu odszedł gitarzysta Henrik Danhage, a jego rolę przejął basista Johan Niemann. W efekcie Evergrey ponownie funkcjonował jako kwartet. Obecnie skład zasilił gitarzysta Stephen Opart, z którym zespół zamierza kontynuować współpracę. Brak drugiego rasowego gitarzysty na nowym albumie jest jednak słyszalny i wpłynął na końcowy rezultat. Tom S. Englund dwoi się i troi, by partie gitarowe nadal porywały słuchacza i oddziaływały na jego wyobraźnię. Udaje mu się to jak zwykle, choć tym razem z nieco mniejszą siłą rażenia. „Architects of a New Weave” nie robi tak oszałamiającego wrażenia jak ostatnie dokonania zespołu.

Nie zmienia to faktu, że bezbłędny pozostaje wokal Toma. Jego głos niezmiennie czaruje, buduje odpowiedni nastrój i nadaje kompozycjom wyjątkowego charakteru. To prawdziwy mistrz emocji, potrafiący jednym zaśpiewanym wersom nadać ogromną głębię.

Od pierwszych minut słychać, że centralną postacią Evergrey pozostaje właśnie Englund. Jego charakterystyczna barwa głosu nadal niesie potężny ładunek emocjonalny, a teksty obracają się wokół wewnętrznych konfliktów, poczucia straty, samoakceptacji oraz walki z własnymi demonami. To właśnie ta szczerość od lat wyróżnia Evergrey na tle wielu zespołów progmetalowych skupionych głównie na technice.

Muzycznie album balansuje pomiędzy ciężarem a melodyjnością. Utwory takie jak „The World Is on Fire” czy kompozycja tytułowa opierają się na mocnych riffach i chwytliwych refrenach, podczas gdy „Longing” oraz „Leaving the Emptiness” eksponują bardziej melancholijne oblicze zespołu. Grupa umiejętnie dba o różnorodność materiału, dzięki czemu album nie nuży. Szczególnie dobrze wypada „A Burning Flame” z gościnnym udziałem Mikaela Stanne. Jego obecność dodaje utworowi dodatkowej dramaturgii, agresji i emocjonalnej intensywności. To jeden z najmocniejszych punktów całego wydawnictwa.

Największą zaletą albumu pozostaje jego spójność. Jednocześnie można odnieść wrażenie, że Evergrey coraz mocniej stawia na atmosferę i emocje kosztem progresywnej nieprzewidywalności. Zespół wciąż potrafi zagrać agresywnie i nowocześnie, czego świetnym przykładem jest „The Shadow Self”. Podobne odczucia wywołuje klimatyczny „Heaven”, w którym można doszukać się inspiracji znanych z twórczości Kamelot czy Masterplan. Więcej progresywnego charakteru i mrocznej atmosfery znajdziemy w „Call Out Your Lions”, choć paradoksalnie jest to jeden ze słabszych momentów na płycie. Z kolei „The Prophecy” potwierdza, że tym razem zespół wyraźnie skierował się ku emocjom i melancholii, pozostawiając progresywny power metal nieco na dalszym planie.

Mimo kilku zastrzeżeń „Architects of a New Weave” potwierdza, że Evergrey pozostaje jednym z najważniejszych zespołów współczesnego progresywnego metalu. To album dojrzały, emocjonalny i pełen udanych melodii. Dla fanów grupy jest to pozycja obowiązkowa. Dla słuchaczy, którzy dawno stracili Evergrey z radaru, może stanowić znakomite przypomnienie, dlaczego melancholijny i pełen emocji metal Szwedów przez tyle lat pozostawał tak wyjątkowy.

Ocena: 8/10


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz