Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gloryful. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gloryful. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 stycznia 2019

GLORYFUL - Cult of Sedna (2019)

Uwaga Niemcy w natarciu! Ledwie rok 2019 się rozpoczął a już na dzień dobry mamy najnowsze dzieła dwóch młodych kapel prosto z Niemiec. Gloryful i Metal Inquisitor wydali swoje najnowsze wydawnictwa i oba są na wysokim poziomie. Gloryful działa od 2010 roku i już nagrali 4 albumy. Muzycznie jest to soczysty heavy/power metal, który ociera się o twórczość Grave Digger, Brainstorm,  czy Mystic Prophecy. "Cult of Sedna" to dojrzała płyta, a przede wszystkim bardzo energiczna i zagrana z polotem. Słychać tutaj, że jest pasja i miłość do power metalu. To przedłożyło się na zgrany, przemyślany i energiczny materiał. Roi się od chwytliwych refrenów, od mocarnych riffów i od tej niemieckiej precyzji. Gloryful jest na fali i to słychać. Ten album to potwierdzenie, że band się rozwija i trzyma wysoki poziom. Okładka jak na ten band dość urocza, a brzmienie tym razem ostre jak brzytwa. Co cieszy to na pewno, że wokalista Johny la bomba daje z siebie więcej i słychać ten pazur w jego głosie.  To właśnie on nadaje charakteru zespołowi i napędza band w energicznym "The oath". Gloryful dostarcza chwytliwy riff i dużą dawką melodyjności w przebojowym "Brothers in arms". Shredmaster i Adrian to duet dynamit i nie boją się niczego. Grają to co gra im w sercu i są tego efekty. Klasa sama w sobie, a to dopiero początek. Uroczy jest też refren w heavy metalowym "Void of Tommorow". Echa Judas Priest, czy Primal Fear pojawiają się w zadziornym "The haunt", który szybko stał się moim faworytem. To jest power metal na jaki warto czekać. Band urozmaica nam materiał na nowej płycie i nie popada w rutynę. Hard rockowy "True till Death" oparty na prostej melodii i stonowanym tempie pokazuje że band odnajduje się w wielu stylizacjach. W podobnych klimatach jest też nieco komercyjny "Desert Stranger", ale to nie jest ujma dla tego wydawnictwa, a wręcz przeciwnie. Dzięki takim kawałkom jest luz na płycie i swego rodzaju lekkość. Drugim takim rasowym rozpędzonym power metalowym killerem na krążku jest "My sacrifice" i to jest najlepsze co nas spotyka na tej płycie. Całość zamyka udany, ale nieco jakby nieskończony instrumentalny utwór "Into the next chapter". Gloryful porwał, wciągnął w swój świat i zniszczył mnie totalnie. Wyszedł zgrany i pełen zaskoczeń album. Przede wszystkim nie ma miejsca na nudy i cały czas band serwuje kompozycje z górnej półki. Jak dla mnie jest to ich najlepszy album i pokazuje ich styl i jakość. Tego trzeba posłuchać !

Ocena: 8.5/10

niedziela, 2 października 2016

GLORYFUL - End of the Night (2016)

Adrian Eric Weiss dał mi się poznać jako człowiek, który ma na swoim koncie solowe albumy, członek zespołu Forces at Work, a także gitarzysta Gloryful. W każdym z tych zespołów prezentuje coś innego i pokazuje na każdym możliwym froncie, że ma wiele pomysłów. Potrafi grąc progresywnie, nowocześnie i stawiając czasami na shredowe granie. W gloryful stawia na agresję, technikę i przebojowość. Ta niemiecka formacja skupia się na tworzeniu muzyki z pogranicza heavy/power metalu. Dużą rolę odgrywają melodie, a także wokal Johny'ego który nadaje muzyce Gloryful odpowiedniego charakteru. Adrian gra w Gloryful od 2014r, ale słychać jaki ma on ogromny wpływ na ten zespół. Najlepszym tego przykładem jest bez wątpienia najnowszy krążek tej formacji. „End of the night” to jeden z najlepszych albumów tej grupy, jeśli nie najlepszy. Od początku do końca jest równy materiał i nie brakuje kompozycji, które na długo zostają w pamięci. Płyta wypchana jest przebojami, ostrymi i chwytliwymi riffami, co ma tak wielki wpływ na jakość płyty. Solidne, nieco przybrudzone brzmienie też zdaje swój egzamin. Muzycznie przypominają nieco Iron Fire czy Nightmare. „This means War” od razu daje nam do zrozumienia, że zespół idzie na całość i nie ma zamiaru stosować półśrodków. Zaczyna się energicznie i od mocnego uderzenia i to mi się podoba. Kawałek bardzo agresywny i przypomina nawet nieco Gamma Ray czy Primal Fear. „The Glorriors” ma w sobie więcej rycerskiego klimatu i więcej przebojowości. Lekki i niezwykle melodyjny kawałek. Shredmaster i Adrian tworzą naprawdę udany duet gitarowy i znakomicie to odzwierciedla przebojowy „Heart of Evil” z pewnymi wpływami Judas Priest. Najostrzejszym utworem na płycie jest bez wątpienia power/thrash metalowy „Hail to the king” który ma w sobie coś z Helstar, Helloween czy Manowar. Zespół wysoki trzyma przez cały album tak więc nie dziwi fakt, że „For Victory” to kolejny świetny kawałek, z tym że zabierający nas w rejony Grave Digger. Zaskakuje na pewno stonowany i nieco bardziej klimatyczny „End of The Night” stworzony na wzór ballad Blind Guardian. Bardzo dobrze wypada też rozpędzony „God Againts Man” , który ma coś z dawnego Wizard. Zespół radzi sobie z rozbudowanymi i bardziej epickimi kompozycjami co potwierdza świetny „On Fire”. Na sam koniec mamy kolejną petardą utrzymaną w stylizacji Crystal Viper czyli „Rise of the Sacred Starr”. Nie ma słabych punktów i płyta rzuca na kolana swoją naturalnością i kompozycjami. Jest klasycznie, jest różnorodność i jest to coś. Gloryful zaskoczył bardzo pozytywnie i mam nadzieje że to nie ostatni raz.

Ocena: 9.5/10

piątek, 25 kwietnia 2014

GLORYFUL - Ocean Blade (2014)

Kiedy ma się udany debiut za sobą to jedynym rozwiązaniem pozostaje kłuć żelazo póki ciepłe. Niemiecki zespół Gloryful tak też postąpił i po roku przerwy postanowił wydać swój drugi album zatytułowany „Ocean Blade”. Czy po tak udanym debiucie jak ten z roku 2013 są jeszcze w stanie nas czymś zaskoczyć? W końcu nie stworzyli niczego nowego, a „The warriors Code” był udaną mieszanką patentów wypracowanych przez wiele znanych kapel jak Running Wild, Judas Priest, Primal Fear, Lonewolf czy Dio. W takiej sytuacji można było wybrać jedną z dwóch opcji. Ryzykowną związaną z zaskoczeniem i wprowadzenie zmian do stylu, albo bezpieczną związaną z kontynuacją tego co już wypracowali. Co wybrali?

Oczywiście opcję bezpieczną i w sumie nie ma się co dziwić, bo na „The Warriors Code” wszystko wypaliło i nie było powodów by to zmieniać. W dalszym ciągu mamy do czynienia z melodyjnym power metalem o epickim zabarwieniu. Wiele rzeczy po prostu przerysowano z poprzedniej płyty i mam tutaj na myśli choćby okładkę czy brzmienie. Styl też nie uległ zmianom, choć słychać że zespół gdzieś zatracił swoją energię i pomysłowość. Nie jest źle, ale mogło być znacznie lepiej. Gitarzyści Shredmaster i Vito mogli postawić na bardziej wyszukane melodie, na bardziej wyróżniające się solówki. Wszystko jest tutaj skryte, nieco przewidywalne i bez większych emocji. Wychodzi z tego nieco rzemieślnicze granie z nadzieją na coś bardziej ambitniejszego. Takie można odnieść wrażenie po otwierającym „Hirring The dead”. Więcej zespół zyskuje kiedy zwiększa tempo i agresywność. „El Mare, E Libertad” to utwór który brzmi jak mieszanka Primal Fear z Gamma Ray i wieloma innymi zespołami, jednak mimo swojej wtórności jest to jeden z ciekawszych utworów. Pierwszy raz na tej płycie można wyczuć, że się coś dzieje, że zespół wie jak stworzyć chwytliwe partie gitarowe i jak wciągnąć słuchacza do zabawy z muzyką Gloryful. Również dobrze wypada „Dream Blade” , ale brzmi jak wszystko co teraz ostatnio wychodzi w kategorii heavy/power metal i to czyni ten kawałek jednym z wielu, który łatwo można zapomnieć z czasem. Pomówmy o najlepszych kompozycjach, bo takich tutaj nie brakuje. Jedną z nich jest speed metalowy „All Men to the Arms” i to jest energiczny kawałek, który ukazuje zespół w nieco innym świetle. Słychać w tym ducha lat 80, co działa jak najbardziej na korzyść zespołu. Drugim znakomitym utworem jest „Siren Song”, który dowodzi, że Gloryful lubi wzorować się na twórczości Running Wild. W pamięci został „The Master's Hands” ze względu na przebojowy charakter kompozycji i bardzo udany refren.

Niemcy poszli nieco na łatwiznę i nagrali album podobny do debiutu, z tym że „Ocean blade” już tak nie zaskakuje, nie jest tak energiczny, tak przebojowy i wyrównany. Szybko chcieli pójść za ciosem i to przedłożyło się na jakość. Nowy album jest dobry, ale już bardziej rzemieślniczy i wtórny, ale wciąż jest to kapela której przyszłość warto obserwować.

Ocena: 6.5/10

niedziela, 2 czerwca 2013

GLORYFUL - The Warrior's Code (2013)

Dobrze sprzedaje się dzisiaj heavy/power metal z wyraźnymi wpływami starych kapel z lat 80. Nic dziwnego, skoro fani takich kapel jak Iron Maiden, Running Wild, Judas Priest, Manowar, czy Dio łykną każdy nowy młody zespół, który da po sobie poznać cechy tych kapel. Dlatego nie małe zainteresowanie wzbudzi wśród fanów heavy metalu lat 80 czy power metalu, a także niemieckiej sceny metalowej zespół Gloryful i ich debiutancki album „The Warrior's Code”, który jednym z najbardziej metalowych albumów roku 2013.

Przebojowość godna Powerwolf, zapał i głód sukcesu jak w przypadku Battle Beast i znakomite połączenie heavy metalu i power metalu z epickim klimatem podobnie jak w przypadku Gloryhammer. Ta młoda niemiecka formacja powstała w 2010 roku z inicjatywy Johnny La Bomba i Shredmastera JB. Póki co jest to bez wątpienia jedna z najlepiej zapowiadających się kapel metalowych kapel młodego pokolenia. Mocną stroną Gloryful jest bez wątpienia umiejętność tworzenia hitów, które zapadają w pamięci. Album jest pełen takich kompozycji i wystarczy przytoczyć takie kawałki jak „Sednas Revenge” czy „Heavy Metal - More than Meets the Eye ”. Dopieszczone kompozycje pod względem pomysłów i aranżacja w połączeniu z techniką i talentem muzyków czyni ten album niemal perfekcyjnym. Można się przyczepić do nieco oklepanych patentów czy wtórności. Jednak wokal Jonhego La Bomby, który nasuwa nieco takie kapele jak Lonewolf czy Powerwolf potrafi odwrócić uwagę od pewnych nie dociągnięć. Potencjałem Gloryful jest nie tylko wokalista, ale też duet gitarzystów, którzy stawiają na melodyjność, urozmaicenie, dynamikę i przebojowość. Każdy kto ma słabość do riffów i solówek na miarę lat 80, ten z pewnością przekona się do tego co wygrywają Shredmaster i Papotto. Na płycie jest miejsce na epicki charakter co słychać w otwierającym „ The Riddle Of steel”, melodyjny heavy metal o rycerskim zabarwieniu („Gloryful's Tale”) czy w końcu rozbudowany heavy/power metal jaki słychać w „The Warrior's Code”. Miłym akcentem jest na płycie ballada „Chassed in Fate” z wpływami Blind Guardian czy szybka, power metalowa petarda „Death Of The First earth”.

Uwaga fani melodyjnego grania, heavy metalu lat 80 o to wyrasta nam nowa gwiazda o której jeszcze nie raz usłyszymy. Znakomity debiut, który będzie na ustach nie jednego słuchacza i fana takich kapel jak Running Wild, Dio czy Judas Priest. Gorąco polecam!

Ocena: 9.5/10