Mimo upływu lat Tarja wciąż imponuje znakomitą formą wokalną i nienaganną techniką. Na nowym albumie pojawiają się również znakomici goście, tacy jak Marko Hietala, Apocalyptica czy Chad Smith. To wyborowe towarzystwo, a w połączeniu z wyjątkowym głosem Tarji sprawia, że materiał zyskuje dodatkową jakość i świeżość. Album trwa ponad godzinę, jednak całość została przemyślana w najmniejszych szczegółach i słucha się jej z dużą przyjemnością. Nie ma tu miejsca na znużenie ani na kompozycje stworzone na siłę. Tarja postawiła na pomysłowe aranżacje, wyrazisty klimat i bogactwo emocji.
Już otwierające utwory pokazują, że artystka nie zamierza odcinać kuponów od swojej przeszłości. Monumentalne aranżacje współistnieją tutaj z ostrzejszymi gitarami i bardziej agresywną produkcją. Miks Neala Avrona nadaje całości potężne brzmienie, jednocześnie pozostawiając dużo przestrzeni dla charakterystycznego sopranu wokalistki. To kolejny dowód na to, jak starannie przemyślany jest ten album. Trudno wskazać tu nietrafione pomysły czy zbędne elementy.
Płytę otwiera klimatyczne intro, po którym następuje nastrojowy utwór tytułowy „Frisson Noir”. To rozbudowana i dojrzała kompozycja, znakomicie balansująca między mrokiem, ciężarem i podniosłym charakterem. Nie jest to utwór, który od razu zdobywa serce słuchacza – wymaga czasu i kilku odsłuchów, by w pełni odkryć jego piękno, ale zdecydowanie warto poświęcić mu uwagę.
Następnie otrzymujemy energiczny „The Eternal Return”, który momentami przywołuje skojarzenia z klasycznym Nightwish. Mroczna atmosfera i epicki rozmach doskonale się tutaj uzupełniają, czyniąc ten utwór jednym z najciekawszych na albumie.
Marko Hietala pojawia się w „Leap of Faith”, a wspólny występ ponownie przypomina o wyjątkowej chemii, jaka od lat łączy tych artystów. To jeden z momentów, w których duch dawnych płyt Nightwish jest szczególnie wyczuwalny.
Punktem kulminacyjnym albumu jest epicki i rozbudowany „At Sea”. To przepiękna podróż przez świat melancholii, emocji i mroku. Jeden z najbardziej poruszających utworów na płycie, dlatego nie dziwi fakt, że posłużył do promocji wydawnictwa. Ponad sześciominutowy „Blaze Forever” przynosi z kolei więcej agresji i ciężaru. Mocny riff, tajemnicza atmosfera oraz świetnie budowane napięcie stanowią jego największe atuty.
Gościnne występy nie sprawiają wrażenia marketingowego dodatku. Apocalyptica wzbogaca „Tango” o dramatyczne partie wiolonczeli, natomiast Chad Smith wnosi do „Against The Odds” energię i dynamikę rzadko spotykaną w symfonicznym metalu. Wszystkie te elementy pozostają jednak podporządkowane wizji Tarji, która niezmiennie pozostaje centralną postacią każdego utworu. To właśnie ona nadaje kompozycjom charakter i emocjonalną głębię.
Singlowy „I Don't Care”, nagrany z gościnnym udziałem Daniego Filtha, również okazuje się jednym z największych atutów albumu. To znakomite połączenie agresji, mrocznej atmosfery i chwytliwych melodii.
„Frisson Noir” nie jest albumem pozbawionym wad. Momentami monumentalność aranżacji nieco przytłacza warstwę melodyczną, a niektóre kompozycje wymagają kilku odsłuchów, aby w pełni ujawnić swoje walory. Mimo to całość brzmi jak dzieło artystki doskonale świadomej swojej tożsamości i gotowej ponownie sięgnąć po metalowe korzenie.
Dla wieloletnich fanów Tarji będzie to prawdopodobnie najbardziej satysfakcjonujący album od wielu lat. „Frisson Noir” nie rewolucjonizuje gatunku, ale skutecznie przypomina, dlaczego fińska wokalistka pozostaje jedną z najważniejszych postaci symfonicznego metalu XXI wieku. Tarja nagrała album ciężki, dopracowany i pełen emocji, który w wielu momentach przywołuje najlepsze lata jej kariery.
Ocena: 8/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz