Po obiecującym debiucie Kill the Witch z 2023 roku Arch Blade powracają z drugim albumem studyjnym – Harbinger of Death. Amerykańska formacja ponownie sięga po klasyczne inspiracje heavy metalem lat 80., wzbogacając je o elementy thrashu i power metalu. Efektem jest materiał dojrzalszy, cięższy i lepiej skonstruowany niż poprzednie wydawnictwo. Jest lepiej, choć do ideału wciąż sporo brakuje.
Zespół działa od 2019 roku i od samego początku nie ukrywa fascynacji klasyką gatunku. W ich muzyce wyraźnie słychać wpływy NWOBHM oraz grania spod znaku Judas Priest, Saxon czy Iron Maiden. W 2025 roku do składu dołączył wokalista Edward Ramirez. Może nie imponuje on ponadprzeciętną techniką, ale nadrabia pasją i autentyczną miłością do heavy metalu. Jego głos dobrze współgra z muzyką zespołu, co samo w sobie stanowi niemały atut. Dobrze spisuje się również gitarowy duet Rob V i Big Rob, który bez kompleksów łączy klasyczny heavy metal z elementami speed i thrash metalu. Nie ma w tym może za grosz oryginalności, ale trudno odmówić tej muzyce solidnego rzemiosła i odpowiedniej dawki energii.
Już otwierający album „Into the Fray” pokazuje, że zespół nie zamierza zwalniać tempa. Dynamiczne riffy, galopująca sekcja rytmiczna i chwytliwe refreny przywołują skojarzenia z najlepszymi przedstawicielami nurtu NWOTHM. Kolejne utwory, takie jak „Retribution” czy „Zero Hour”, rozwijają militarną i apokaliptyczną atmosferę płyty, oferując jednocześnie sporo melodyjnych momentów. Bardzo dobrze prezentuje się melodyjny „Cataclysm”, który garściami czerpie z dorobku Iron Maiden. To prosty, ale chwytliwy numer, który łatwo zapada w pamięć. Mocnym punktem albumu jest także „Danger Close” – utwór oparty na wyrazistych partiach gitarowych, jednocześnie melodyjny i surowy w swoim charakterze. Pokazuje on, że Arch Blade mają potencjał, choć wciąż brakuje im ostatecznego szlifu. Jednym z najciekawszych momentów na płycie jest agresywny utwór tytułowy „Harbinger of Death”, który momentami ociera się o thrashmetalową konwencję. Zespół nie prezentuje tu niczego odkrywczego, ale całość wypada na tyle przekonująco, że słucha się jej z dużą przyjemnością. Warto wspomnieć również o energicznym, utrzymanym w speedmetalowym duchu „Ambush”. Z kolei w nieco spokojniejszym „Time” można wychwycić echa twórczości Metalliki.
Nie wszystkie kompozycje są jednak równie udane. W środkowej części albumu pojawia się kilka bardziej schematycznych fragmentów, które wyraźnie odstają od najmocniejszych momentów wydawnictwa. Mimo to zespół przez większość czasu skutecznie utrzymuje odpowiedni poziom energii i nie pozwala słuchaczowi się nudzić.
Harbinger of Death nie rewolucjonizuje gatunku, ale stanowi wyraźny krok naprzód w rozwoju Arch Blade. To album skierowany przede wszystkim do fanów tradycyjnego heavy metalu, którzy cenią mocne riffy, melodyjne refreny i klimat rodem z klasycznych wydawnictw lat osiemdziesiątych. Nadal jest to jednak materiał obarczony wieloma niedoskonałościami. Brakuje tu naprawdę wybitnych kompozycji i przebojów, które mogłyby wynieść zespół na wyższy poziom i sprawić, że album pozostanie w pamięci na dłużej.
Ocena: 5,5/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz