niedziela, 21 czerwca 2026

SINNER - Boom bang goodbye (2026)


 Po ponad czterech dekadach działalności niemiecka legenda hard rocka i heavy metalu, Sinner, żegna się z fanami albumem „Boom Bang Goodbye”. Już sam tytuł sugeruje, że nie jest to kolejna pozycja w dyskografii zespołu, lecz świadomie zaplanowane pożegnanie z historią rozpoczętą w 1982 roku przez Mata Sinnera. Ostatnie wydawnictwa grupy, a zwłaszcza „Brotherhood”, okazały się bardzo udane, dlatego byłem ciekaw, czy Matowi uda się utrzymać podobny poziom i ponownie trafić w mój gust. Płyta ukaże się 31 lipca i z pewnością każdy fan Sinner będzie chciał przekonać się, w jaki sposób Mat Sinner żegna się ze swoimi słuchaczami.

Największym atutem albumu jest imponująca lista gości. W nagraniach udział wzięli m.in. Ronnie Romero, Michael Sadler, Björn Strid, Erik Mårtensson oraz Michael Bormann. Tak szeroka reprezentacja wokalistów i muzyków sprawia, że „Boom Bang Goodbye” staje się nie tylko pożegnaniem zespołu, ale również swoistym hołdem dla europejskiej sceny melodyjnego metalu i hard rocka.

Trochę szkoda, że zaproszeni goście momentami przyćmiewają samego Mata Sinnera. Jego wokalu jest tu stosunkowo niewiele, przez co główny bohater tego pożegnania schodzi chwilami na dalszy plan. W składzie zespołu doszło również do zmian personalnych. W 2025 roku do grupy dołączył gitarzysta Jim Müller oraz klawiszowiec Lisa Müller. Muzycy wykonują swoje zadania solidnie, jednak nie wnoszą do materiału nic szczególnie zaskakującego. Brakuje nieco świeżości i dodatkowego zastrzyku energii, choć mimo wszystko udało się stworzyć naprawdę interesujący album.

Produkcja Jacoba Hansena gwarantuje nowoczesne, selektywne brzmienie bez utraty klasycznego charakteru Sinner. Album zawiera jedenaście utworów, a jego dużą zaletą jest różnorodność materiału. Każdy powinien znaleźć tutaj coś dla siebie. Fanom heavy i power metalu, a także sympatykom twórczości Primal Fear, do gustu może przypaść otwierający album „Dreams Can Come True”. To kompozycja oparta na sprawdzonych rozwiązaniach charakterystycznych dla Sinner. Nie wnosi niczego nowego, ale nadrabia chwytliwością, energią i przebojowym charakterem. Pierwszy singiel „Wait” pokazuje grupę z najbardziej melodyjnej strony. Utwór opiera się na chwytliwym refrenie, klasycznych gitarowych riffach i pozytywnej energii. To rasowy hardrockowy przebój, do jakiego Mat Sinner przyzwyczaił swoich fanów przez lata. Słucha się go bardzo dobrze, choć pewien niedosyt pozostaje.

Zupełnie inne emocje przynosi spokojniejszy „Leave All Behind”. Utwór urzeka klimatem i doskonale oddaje piękno hardrockowej stylistyki. Świetnie odnalazł się tutaj Ronnie Romero, którego wokal dodaje kompozycji dodatkowej głębi. To jeden z tych numerów, które zostają ze słuchaczem na długo po zakończeniu odsłuchu. Miłośnicy połączenia Dokken i Judas Priest bez problemu odnajdą się w „All Night Long”. To kolejny solidny punkt programu, choć podobnych kompozycji na rynku nie brakuje. Zabrakło nieco bardziej wyrazistej melodii i charakterystycznego motywu przewodniego.
Bardziej pogodny „Are You Ready” ewidentnie powstał z myślą o radiowych playlistach. To prosty, chwytliwy i bardzo przystępny numer, który jednak nie oferuje nic ponad sprawdzone schematy. Podobne odczucia wywołuje przebojowy i zadziorny „Born To Run”, będący udanym układem w stronę hard rocka lat osiemdziesiątych.
Znacznie cięższe oblicze zespołu poznajemy w „Hellbreaker”. Tutaj wyraźnie słychać wpływy Primal Fear oraz współczesnego heavy/power metalu. To agresywniejsza, bardziej dynamiczna kompozycja, która wnosi na płytę sporo energii. Szkoda, że takich utworów nie znalazło się na albumie więcej.

Prawdziwą perełką okazuje się „Turn The Page”. Refren jest wręcz znakomity i stanowi kwintesencję rasowego hard rocka. To utwór, który równie dobrze sprawdzi się w samochodzie, radiu czy podczas spokojnego wieczornego odsłuchu. Takie kompozycje są dziś na wagę złota. Michael Bormann błyszczy z kolei w „Road To Remember”. To jeden z najmocniejszych punktów programu, pełen mocy, melodii i przebojowości. Trudno oprzeć się wrażeniu, że Mat Sinner serwuje tutaj słuchaczom prawdziwą kolekcję potencjalnych hitów. Oczywiście nie każdy utwór prezentuje identycznie wysoki poziom, ale całość trzyma bardzo dobrą formę. "Under The Moonlight” to kolejny udany mariaż hard rocka i heavy metalu. Album zamyka natomiast „Power” – rasowy heavy metalowy hymn, wyraźnie nawiązujący do stylistyki Primal Fear i niemieckiej szkoły power metalu. To jeden z najlepszych utworów na płycie i doskonały przykład tego, za co od lat cenię twórczość Mata Sinnera – za niezwykłą umiejętność pisania chwytliwych, zapadających w pamięć kompozycji.

„Boom Bang Goodbye” zamyka ważny rozdział w karierze Mata Sinnera. Przez lata realizował swoją muzyczną wizję pod szyldem Sinner, tworząc zespół, który odcisnął wyraźne piętno na niemieckiej scenie heavy metalowej. Grupa szybko stała się jednym z istotnych graczy gatunku, nagrywając wiele znakomitych albumów i z powodzeniem balansując między hard rockiem a heavy metalem. Bywały również momenty, gdy stylistycznie zbliżała się do Primal Fear.

Nadszedł jednak czas pożegnania. Mat Sinner robi to za pomocą albumu, który może nie jest dziełem idealnym i któremu brakuje kilku elementów, by osiągnąć status klasyka, ale mimo wszystko wypada bardzo dobrze. Nie ma tu rewolucji, zaskoczeń ani prób odkrywania gatunku na nowo. Jest za to solidna porcja melodyjnego hard rocka i heavy metalu, przygotowana z klasą i szacunkiem dla własnej historii. "Boom Bang Goodbye” to godne zakończenie działalności Sinner – album, który z pewnością usatysfakcjonuje wieloletnich fanów zespołu.

Ocena: 8/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz