Do tej pory argentyński zespół Steelballs ani razu mnie nie zawiódł, konsekwentnie dostarczając świetnie wyważoną mieszankę heavy i speed metalu z wyraźnymi naleciałościami power metalu. W ich twórczości można odnaleźć wpływy takich formacji jak, czy nawet .Na albumie Rebels Steelballs po raz kolejny udowadnia, że klasyczny heavy i speed metal nadal może brzmieć świeżo i ekscytująco, jeśli stoi za nim pasja, szczerość oraz doskonałe wyczucie melodii. Wydana 22 czerwca 2026 roku płyta zawiera dziewięć utworów i trwa niespełna 38 minut – ani sekundy za długo. To już trzeci album w dorobku formacji działającej od 2013 roku i zarazem prawdziwa uczta dla fanów tradycyjnego metalowego grania.
W porównaniu z poprzednim wydawnictwem w składzie zaszła niewielka zmiana. Za perkusją zasiadł Manuel Vivona, który sprawnie wkomponował się w stylistykę zespołu. Trzon Steelballs nadal tworzą utalentowani gitarzyści Juan Herrera oraz Jorge Sam Roman. Muzycy stawiają na sprawdzone rozwiązania: zadziorne riffy, wysokie tempo i chwytliwe melodie. Ich fascynacja klasyką gatunku oraz złotą erą metalu lat 80. jest wyraźnie słyszalna, ale nie przybiera formy bezmyślnego kopiowania. Całość znakomicie spaja charyzmatyczny wokal Juan Pablo Churruarina. Jego śpiew łączy drapieżność z melodyjnością, nadając kompozycjom charakteru i autentyczności. To właśnie dzięki niemu album zachowuje oldschoolowy klimat i przywołuje ducha klasycznego heavy metalu. Zespół zadbał o każdy detal, dzięki czemu słuchacz nie ma czasu na znużenie.
Największym atutem Rebels są świetnie napisane gitarowe melodie oraz naturalna, niemal koncertowa energia. Solówki robią wrażenie, ale nie dominują nad kompozycjami, a refreny szybko zapadają w pamięć. Produkcja zachowała odpowiednią surowość, przez co materiał nie traci autentyczności i brzmi jak rasowy metalowy manifest, a nie sterylnie wygładzony produkt.
Już otwierający album „Warrior” jasno pokazuje, że nie będzie tu miejsca na kompromisy. Utwór rozpoczyna się spokojniejszym, niemal epickim wstępem, by po chwili przejść w galopujące riffy, dynamiczne tempo i potężną dawkę energii. To znakomite otwarcie, które przywołuje ducha złotej ery metalu, jednocześnie zachowując własną tożsamość. W „Rebels of Mankind” zespół prezentuje bardziej klasyczne oblicze, czerpiąc inspiracje z twórczości oraz . Kompozycja brzmi tak, jakby współtworzył ją Świętej pamięci Ross the Boss, a jednocześnie nie brakuje w niej charakterystycznej dla Majesty podniosłości. Podobny klimat odnajdziemy w „Age of Leather”, gdzie rycerska atmosfera przywodzi na myśl zarówno Majesty, jak i Iron Fire.
Z kolei energiczny „Liberty or Death” stanowi ukłon w stronę klasycznego heavy i speed metalu lat 80. Wyraźnie pobrzmiewają w nim wpływy Running Wild, szczególnie w sposobie prowadzenia gitar i budowaniu dynamicznych melodii. Na szczególną uwagę zasługują również „Speed of Light”, pędzący niczym rozpędzona lokomotywa, oraz epicki „The Wasteland”, ukazujący bardziej klimatyczne i nastrojowe oblicze zespołu. Zamykający album „Living the Dream” stanowi natomiast idealne zwieńczenie całości – melodyjne, chwytliwe i pozostawiające niedosyt, który natychmiast zachęca do ponownego odsłuchu. Steelballs utrzymuje wysoki poziom przez cały czas trwania albumu i nie pozwala sobie na ani jeden słabszy moment.
Rebels nie próbuje na nowo definiować metalu. Zamiast tego przypomina, dlaczego klasyczne heavy i speed metalowe granie od dekad przyciąga kolejne pokolenia fanów. Steelballs stawia na mocne riffy, szczere emocje, przebojowe refreny i bezkompromisową energię, a efekt końcowy okazuje się niezwykle satysfakcjonujący. To album dla wszystkich miłośników tradycyjnego heavy i speed metalu – pełen pasji, gitarowych popisów oraz hymnów, które aż proszą się o wspólne odśpiewanie podczas koncertów. Steelballs konsekwentnie buduje własną markę i udowadnia, że w klasycznym metalu wciąż drzemie ogromna siła.
Ocena: 8,5/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz