Lata mijają, a niemiecki Stormhammer wciąż potrafi pozytywnie zaskoczyć. To jeden z tych zespołów, które mimo stosunkowo niewielkiej rozpoznawalności nie tracą zapału do tworzenia i nadal nagrywają power metal na bardzo wysokim poziomie. Udało im się to już przy okazji znakomitego Welcome to the End z 2017 roku, a teraz ten sukces powtarzają na najnowszym wydawnictwie Wrath of the Hammer, które ukazało się 17 lipca nakładem Rock of Angels Records.
Zmiany personalne okazały się dla zespołu prawdziwym zastrzykiem świeżej energii. M. Nox jest wprawdzie członkiem Stormhammer już od siedmiu lat, ale dziś trudno wyobrazić sobie ten zespół bez jego udziału. To rasowy wokalista power metalowy – dysponuje mocnym głosem, potrafi budować odpowiedni klimat, a jednocześnie nadaje kompozycjom dodatkowej siły i charakteru. Na uznanie zasługują również nowi gitarzyści, którzy błyskawicznie odnaleźli się w stylistyce grupy. To właśnie dzięki nim muzyka Stormhammer nabrała większej drapieżności i wyrazistości. W ich grze można momentami usłyszeć echa takich zespołów jak Mystic Prophecy, Primal Fear czy Gamma Ray.
Słychać, że muzycy przeżywają drugą młodość, a wieloletnie doświadczenie procentuje na każdym kroku. Produkcja albumu jest nowoczesna, selektywna i odpowiednio ciężka, dzięki czemu materiał brzmi świeżo, nie tracąc przy tym klasycznego metalowego ducha. Dodatkowym atutem jest zwarta, około 42-minutowa długość krążka – album nie ma słabszych momentów i przez cały czas utrzymuje wysoki poziom intensywności.
Już otwierające płytę intro „Beware” płynnie przechodzi w utwór tytułowy, który od pierwszych sekund uderza potężną dawką energii. Stormhammer brzmi tutaj ciężej niż na poprzednich wydawnictwach, a w niektórych fragmentach można nawet doszukać się subtelnych wpływów thrash metalu. To prawdziwa petarda na rozpoczęcie albumu i lepszej zachęty do dalszego słuchania nie potrzeba.
Kolejnym mocnym punktem jest przebojowy „Ashes of the Throne”, który przywołuje skojarzenia z klasycznym Gamma Ray z lat dziewięćdziesiątych. To jeden z tych utworów, które na długo pozostają w pamięci i tylko umacniają wysoką pozycję tego wydawnictwa.
Na płycie znalazło się również dobrze znane z poprzedniego albumu „Light in the Dark”, w którym ponownie można usłyszeć Ralfa Scheepersa. Utwór nadal robi ogromne wrażenie i doskonale wpisuje się w charakter całego materiału. Stormhammer nie zwalnia tempa i zaraz potem serwuje zadziorny, pełen klimatu „Wheels of Eternity”, który momentami przywołuje skojarzenia ze Stratovariusem i Masterplanem.
Bardzo dobrze wypada także prosty, chwytliwy i łatwo wpadający w ucho „Veil of Fire”. Z kolei w drapieżnym „Shattered Dominion” bez trudu można wychwycić wpływy Primal Fear. To właśnie w takich momentach najlepiej słychać niemiecką precyzję, doświadczenie i talent do tworzenia rasowego power metalu.
Podobnych emocji dostarcza również „The Dune” – dynamiczna, pełna mocy kompozycja, która stanowi znakomite zwieńczenie tego niezwykle udanego albumu.
Wrath of the Hammer nie jest płytą, która zrewolucjonizuje power metal, ale bez wątpienia stanowi jeden z najmocniejszych punktów w dyskografii Stormhammer ostatnich lat. To album pełen energii, chwytliwych refrenów, znakomitych melodii i efektownych gitarowych pojedynków, skierowany przede wszystkim do miłośników klasycznego niemieckiego power metalu. Choć nie wszystkie utwory zapadają w pamięć jednakowo mocno, całość pozostawia bardzo pozytywne wrażenie i potwierdza, że Stormhammer nadal potrafi tworzyć pełne pasji i jakości heavy/power metalowe wydawnictwa.
Ocena: 8,5/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz