Jednym z dobrze znanych zespołów heavy metalowych z Peru jest formacja Blizzard Hunter, która jest na scenie od 20 lat. Mimo długiego stażu na koncie mają zaledwie trzy albumy studyjne. Najnowsza płyta, zatytułowana „The Pact”, ukazała się 21 sierpnia. Peruwiański zespół od lat konsekwentnie buduje swoją pozycję, czerpiąc garściami z klasycznego heavy i speed metalu. „The Pact” to kolejny rozdział tej historii – trzynaście utworów, w których królują ostre riffy, melodyjne solówki, charakterystyczny wokal i energia, której zdecydowanie nie brakuje. Tym razem Blizzard Hunter brzmi wyjątkowo pewnie i pokazuje, że południowoamerykańska scena metalowa wciąż ma sporo do powiedzenia. Do tej pory band nie wydał słabego albumu i czas sprawdzić, czy udało się utrzymać wysoki poziom poprzednich płyt.
„The Pact” jest płytą dla tych, którzy w heavy metalu szukają przede wszystkim emocji, gitar, melodii i energii. Blizzard Hunter nie próbuje być zespołem laboratoryjnym, analizującym każdy riff pod kątem nowatorstwa. Oni po prostu grają metal z przekonaniem. I robią to na tyle dobrze, że po zakończeniu albumu zdecydowanie chce się nacisnąć „play” jeszcze raz. W ich muzyce słychać wpływy Iron Maiden, Judas Priest, Enforcer czy Running Wild.
Od ostatniej płyty skład zespołu przeszedł pewne roszady. Tony Rojas de la Chyba wrócił w 2023 roku do roli gitarzysty. Razem z Lucho Sanchezem znów tworzą zgrany duet i starają się wrócić do jakości z debiutu. Słychać świetną formę i dobre zgranie między muzykami. Nie brakuje pomysłowych riffów, chwytliwych melodii czy wciągających motywów. Nie ma miejsca na nudę.
Alejandro Rojas objął funkcję perkusisty, a wokalista Sebastian Palma dodatkowo przejął obowiązki basisty. Każdy z muzyków sporo wnosi do muzyki Blizzard Hunter i band po prostu błyszczy. Ten album zawiera wszystko to, co jest ważne w klasycznym heavy/speed metalu. Ostre riffy, urozmaicenie tempa, klasyczne dźwięki, no i ta dawka przebojowości.
Na uwagę zasługuje również produkcja. Nie jest przesadnie sterylna ani wypolerowana do granic możliwości. Instrumenty pozostają czytelne, ale zachowują odpowiednią metalową surowość. Sama okładka też bardzo dobrze pasuje do całości.
Zawartość płyty to 13 utworów. Znajdziemy tutaj dwa utwory z minialbumu „Legacy of Survival”. Trzeba przyznać, że zarówno „New Age”, jak i „Stayin' Alive” to kwintesencja stylu zespołu i świetna mieszanka heavy i speed metalu. Oj, czuć klimat lat 80.
Płytę otwiera klimatyczne intro, które wprowadza odpowiedni klimat i buduje napięcie. „Nebulaforged” podkręca tempo i pokazuje bardziej speedmetalowe oblicze zespołu. Perkusja napędza kompozycję, gitary tną powietrze ostrymi riffami, a Sebastian „Dragón” Palma prowadzi wszystko charakterystycznym, wysokim i zdecydowanym wokalem. Jego głos jest jednym z najważniejszych elementów brzmienia Blizzard Hunter – ma w sobie zarówno klasyczny metalowy patos, jak i pewną surowość, która pasuje do południowoamerykańskiego charakteru zespołu. Rasowy killer, który pokazuje wszystkie atuty Blizzard Hunter.
Tytułowy „The Pact” należy do najbardziej reprezentacyjnych momentów albumu. To utwór, w którym Blizzard Hunter najlepiej pokazuje swoją umiejętność łączenia szybkości z melodyjnością. Zamiast bezmyślnego pędzenia mamy tutaj dobrze rozłożone akcenty, gitarowe harmonie i refren, który aż prosi się o wspólne śpiewanie podczas koncertu. Ten przebojowy charakter płyty imponuje i dostarcza sporo frajdy.
Bardzo dobrze wypada również „Forever The Road” – bardziej melodyjny, ale nadal utrzymany w metalowym galopie. Z kolei „Fueled By Rage” przynosi większą dawkę klasycznego heavy metalu w klimatach Saxon czy Judas Priest.
Jednym z ciekawszych punktów jest „Blessings From Hell”, gdzie Blizzard Hunter pokazuje, że potrafi budować klimat nie tylko za pomocą tempa. Gitary mają odpowiednią ciężkość, wokal jest bardziej dramatyczny, a całość otrzymuje niemal epicki charakter. To właśnie takie momenty sprawiają, że „The Pact” nie jest jedynie kolekcją szybkich heavy/speedmetalowych numerów. To jeden z najlepszych momentów na płycie. Prawdziwa dewastacja i pokaz mocy.
Potem dostajemy „Blasting Out”, czyli kawałek stworzony wręcz do grania na żywo. To przede wszystkim świetny hołd dla lat 80. Mamy jeszcze rozpędzony i bardziej speedmetalowy „Steel Youth” i w takim wydaniu band wypada znakomicie. Pewne echa hard rocka mamy w „V.O.L.T.” i to znów świetnie wyważony kawałek.
Zamykający album „Peruvian Attack” jest znakomitym podsumowaniem całej płyty. Ten ostatni numer szczególnie mocno podkreśla pochodzenie zespołu i jego przywiązanie do tradycyjnego, bojowego heavy metalu. Słychać w nim ducha starego Running Wild, co mnie bardzo cieszy. Rasowy killer, który na długo zapada w pamięci.
Nowy album Blizzard Hunter to metal bez zbędnych ozdobników, ale za to z charakterem. „The Pact” ma w sobie ten rodzaj energii, który przypomina, dlaczego człowiek w ogóle zaczął słuchać heavy metalu. Gdy pojawiają się pierwsze gitary, wiadomo, że przez następne kilkadziesiąt minut będzie szybko, głośno i melodyjnie. Nagrali świetny album, który powinien znaleźć się na półce każdego maniaka.
Ocena: 9/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz