„Death Mask Messiah” to przede wszystkim bardzo dobrze napisany, agresywny thrash metal. Gitary Ray'a Mensha i Marca Bräutigama dostarczają mnóstwo charakterystycznych, szybkich riffów, a sekcja rytmiczna z nowymi muzykami – perkusistą Jerome'em Reilem i basistą Alexem Vossem – sprawia, że całość brzmi wyjątkowo dynamicznie. To pierwszy album Exumer z tym duetem i zdecydowanie można powiedzieć, że młodsza krew dobrze wpłynęła na energię zespołu.
Już pierwsze dźwięki utworu tytułowego nie pozostawiają większych wątpliwości, w którą stronę tym razem poszła niemiecka formacja. Jest szybko, agresywnie i bez zbędnego kombinowania. Exumer postawił na bardziej bezpośrednie i surowe oblicze, wyraźnie nawiązujące do klasycznego thrashu z lat 80., ale jednocześnie brzmienie jest zdecydowanie współczesne. I chyba właśnie to połączenie jest największą zaletą tego albumu. Nie mamy tutaj próby udawania, że czas zatrzymał się czterdzieści lat temu, ale też nie ma mowy o przesadnym unowocześnianiu muzyki. Trzeba pochwalić band za miłą dla oka okładkę i mroczne brzmienie.
Najmocniejsze momenty? Tytułowy „Death Mask Messiah” od razu rzuca słuchacza na głęboką wodę, ale później wcale nie jest gorzej. „Blinding Skies” ma świetny, klasycznie thrashowy charakter,. Mocny początek płyty i od razu zabiera nas do prawdziwego niemieckiego thrash metalu w klimatach kreator czy sodom.„Sin Bleeder” pędzi do przodu bez chwili wytchnienia, a „Eradication” pokazuje, że Exumer nadal potrafi stworzyć naprawdę kąśliwy i zapadający w pamięć riff. Bardzo dobrze wypada również „Allocated Savagery”, jeden z najbardziej agresywnych numerów na płycie. Prawdziwa perełka i kwintesencja thrash metalu.
Nieco więcej przestrzeni dostajemy w „Serpent”, który pokazuje drapieżność i szybkie tempo. Z kolei „Fratricide” oraz „Scorcher” ponownie przyspieszają tempo i przypominają, że Exumer najlepiej czuje się wtedy, kiedy riffy tną jak brzytwa, a perkusja nie daje słuchaczowi zbyt wiele czasu na odpoczynek. Thrash metalowe petardy w najlepszym wydaniu. Całość zamyka cover Nasty Savage i efekt końcowy jest zadowalający.
Największą zaletą albumu jest jego konsekwencja. Nie ma tutaj niepotrzebnych eksperymentów ani prób przypodobania się komuś, kto od Exumer oczekuje czegoś innego niż porządnego thrash metalu.„Death Mask Messiah” jest zdecydowanie krokiem w stronę większej agresji i bezpośredniości. Exumer powrócił po długiej przerwie i zrobił dokładnie to, co powinien – nagrał mocny thrashowy album bez oglądania się na trendy.
Ocena : 8/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz