Lata 80. to bez wątpienia złoty okres dla heavy metalu. To właśnie wtedy narodziło się wiele legendarnych zespołów i powstały płyty, które do dziś uznawane są za kanon gatunku. Obok gigantów sceny istniało jednak także sporo formacji drugiego szeregu – mniej znanych, lecz często równie interesujących. Jednym z takich zespołów był belgijski Acid.
Grupa aktywnie działała w latach 1980–1985, wydając trzy bardzo udane albumy studyjne. Choć w okolicach 2020 roku pojawiły się próby ponownego uruchomienia projektu, ostatecznie liderka i wokalistka Kate De Lombaert zdecydowała się na reaktywację zespołu pod nowym szyldem – Kate’s Acid. Formacja ma kontynuować dziedzictwo oryginalnego Acid, jednocześnie otwierając nowy rozdział w jego historii.
Obok Kate w skład zespołu wchodzą: gitarzysta Geert Annys, basista Camilo Ortega oraz perkusista Ash. W takim zestawieniu muzycy zarejestrowali debiutancki album zatytułowany „Hellbender”, który ukaże się 20 marca nakładem High Roller Records. To niezwykle udany powrót Kate i stylistyki Acid – całość brzmi jak zaginiony album zespołu z połowy lat 80.
Klimat tamtej dekady wyczuwalny jest tu na każdym kroku. Wystarczy spojrzeć na prostą, surową okładkę, by natychmiast przenieść się do estetyki sprzed czterech dekad. Również samo brzmienie płyty wyraźnie nawiązuje do klasycznych heavy metalowych wydawnictw z lat 80. Ogromnym atutem albumu jest bardzo dobra forma wokalna Kate – jej charakterystyczny głos, pełen mocy i ekspresji, nadaje zespołowi tożsamość i napędza całość. Sporo dobrego wnosi także rozpędzona, energetyczna sekcja rytmiczna. Na uwagę zasługuje również gra Geerta Annysa, który serwuje solidną porcję nośnych riffów i melodyjnych solówek, stawiając na prostotę, przebojowość i ducha starej szkoły. Pobrzmiewają tu echa Judas Priest, Dokken, Warlock czy Dio – klasyka w nowym, ale bardzo wiernym wydaniu.
Co czeka nas na płycie? Ponad 37 minut zróżnicowanego materiału, stworzonego z autentycznej pasji i miłości do heavy metalu lat 80. Album otwiera tytułowy „Hellbender” – mocne, bezkompromisowe uderzenie. Jest szybko, drapieżnie i niezwykle chwytliwy; to numer, który bez trudu mógłby uchodzić za zapomniany hit sprzed czterech dekad. Ta prosta, klasyczna formuła sprawdza się znakomicie.
Nieco hardrockowego luzu wkrada się do bardziej stonowanego „Taking Back My Wings”, który wciąż trzyma wysoki poziom. Imponuje rozpędzony, pełen energii i agresji „The Lightning Conductor” – bije z niego pomysłowość, świeżość oraz szczera miłość do klasycznego heavy i speed metalu. W przebojowym, oldschoolowym „Riding Out” można wychwycić wyraźne inspiracje Judas Priest czy Accept – takie melodyjne, bezpośrednie strzały sprawdzają się tu doskonale.
Kolejne przyspieszenie przynosi „Do Not Burn the Witch”, czerpiący garściami z dokonań Dio, a nawet wczesnego Iron Maiden. Brzmi to naturalnie i autentycznie, co nie dziwi, biorąc pod uwagę fakt, że Kate tworzyła już w latach 80. Najostrzejszym numerem na płycie jest bez wątpienia „Valkyrie”, który zabiera słuchacza w rejony speed i power metalu – rasowy killer. Więcej hardrockowej stylistyki odnajdziemy w lżejszym „Buccaneers”. Z kolei bardziej rockowy i komercyjny „Stormchaser” wypada najsłabiej na tle reszty materiału. Sześciominutowa ballada „Air Raid” Lata 80. to bez wątpienia złoty okres dla heavy metalu. To właśnie wtedy narodziło się wiele legendarnych zespołów i powstały płyty, które do dziś uznawane są za kanon gatunku. Obok gigantów sceny istniało jednak także sporo formacji drugiego szeregu – mniej znanych, lecz często równie interesujących. Jednym z takich zespołów był belgijski Acid.
Grupa aktywnie działała w latach 1980–1985, wydając trzy bardzo udane albumy studyjne. Choć w okolicach 2020 roku pojawiły się próby ponownego uruchomienia projektu, ostatecznie liderka i wokalistka Kate De Lombaert zdecydowała się na reaktywację zespołu pod nowym szyldem – Kate’s Acid. Formacja ma kontynuować dziedzictwo oryginalnego Acid, jednocześnie otwierając nowy rozdział w jego historii.
Obok Kate w skład zespołu wchodzą: gitarzysta Geert Annys, basista Camilo Ortega oraz perkusista Ash. W takim zestawieniu muzycy zarejestrowali debiutancki album zatytułowany „Hellbender”, który ukaże się 20 marca nakładem High Roller Records. To niezwykle udany powrót Kate i stylistyki Acid – całość brzmi jak zaginiony album zespołu z połowy lat 80.
Klimat tamtej dekady wyczuwalny jest tu na każdym kroku. Wystarczy spojrzeć na prostą, surową okładkę, by natychmiast przenieść się do estetyki sprzed czterech dekad. Również samo brzmienie płyty wyraźnie nawiązuje do klasycznych heavy metalowych wydawnictw z lat 80. Ogromnym atutem albumu jest bardzo dobra forma wokalna Kate – jej charakterystyczny głos, pełen mocy i ekspresji, nadaje zespołowi tożsamość i napędza całość. Sporo dobrego wnosi także rozpędzona, energetyczna sekcja rytmiczna. Na uwagę zasługuje również gra Geerta Annysa, który serwuje solidną porcję nośnych riffów i melodyjnych solówek, stawiając na prostotę, przebojowość i ducha starej szkoły. Pobrzmiewają tu echa Judas Priest, Dokken, Warlock czy Dio – klasyka w nowym, ale bardzo wiernym wydaniu.
Co czeka nas na płycie? Ponad 37 minut zróżnicowanego materiału, stworzonego z autentycznej pasji i miłości do heavy metalu lat 80. Album otwiera tytułowy „Hellbender” – mocne, bezkompromisowe uderzenie. Jest szybko, drapieżnie i niezwykle chwytliwie; to numer, który bez trudu mógłby uchodzić za zapomniany hit sprzed czterech dekad. Ta prosta, klasyczna formuła sprawdza się znakomicie.
Nieco hardrockowego luzu wkrada się do bardziej stonowanego „Taking Back My Wings”, który wciąż trzyma wysoki poziom. Imponuje rozpędzony, pełen energii i agresji „The Lightning Conductor” – bije z niego pomysłowość, świeżość oraz szczera miłość do klasycznego heavy i speed metalu. W przebojowym, oldschoolowym „Riding Out” można wychwycić wyraźne inspiracje Judas Priest czy Accept – takie melodyjne, bezpośrednie strzały sprawdzają się tu doskonale.
Kolejne przyspieszenie przynosi „Do Not Burn the Witch”, czerpiący garściami z dokonań Dio, a nawet wczesnego Iron Maiden. Brzmi to naturalnie i autentycznie, co nie dziwi, biorąc pod uwagę fakt, że Kate tworzyła już w latach 80. Najostrzejszym numerem na płycie jest bez wątpienia „Valkyrie”, który zabiera słuchacza w rejony speed i power metalu – rasowy killer. Więcej hardrockowej stylistyki odnajdziemy w lżejszym „Buccaneers”. Z kolei bardziej rockowy i komercyjny „Stormchaser” wypada najsłabiej na tle reszty materiału. Sześciominutowa ballada „Air Raid” również znajduje swoje miejsce na albumie, urzekając klimatem i nastrojem.
Miło widzieć, że Kate wciąż tworzy nową muzykę i dopisuje kolejny rozdział historii belgijskiego Acid. „Hellbender” kipi energią, przebojowością i szacunkiem dla tradycji. Nie brakuje tu różnorodności ani hołdu dla złotej ery heavy metalu. To pozycja obowiązkowa nie tylko dla fanów Acid, ale dla każdego miłośnika heavy metalu lat 80.
Ocena: 8/10 znajduje swoje miejsce na albumie, urzekając klimatem i nastrojem.
Miło widzieć, że Kate wciąż tworzy nową muzykę i dopisuje kolejny rozdział historii belgijskiego Acid. „Hellbender” kipi energią, przebojowością i szacunkiem dla tradycji. Nie brakuje tu różnorodności ani hołdu dla złotej ery heavy metalu. To pozycja obowiązkowa nie tylko dla fanów Acid, ale dla każdego miłośnika heavy metalu lat 80.
Ocena: 8/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz