Wielkimi krokami zbliża się premiera debiutanckiego albumu amerykańskiej formacji Stainless zatytułowanego „Lady of Lust & Steel”. Zespół działa na scenie od 2022 roku i konsekwentnie hołduje klasycznej odmianie heavy metalu, wzbogaconej o solidną dawkę hard rocka oraz okazjonalne elementy speed metalu. Muzycy wyraźnie stawiają na klimat lat 80., czerpiąc pełnymi garściami z dorobku takich gigantów jak Krokus, Accept, Judas Priest czy Dio. Każdy miłośnik heavy metalu z tamtej dekady bez trudu odnajdzie się w muzyce Stainless. Płyta ukaże się 20 marca nakładem High Roller Records.
Siłą napędową Stainless jest bez wątpienia charyzmatyczny i drapieżny wokal Larissy Cavacece. To właśnie jej głos w największym stopniu przywołuje ducha lat 80. i nadaje całości odpowiedni feeling. Ma w sobie ten nieuchwytny pierwiastek, który spaja zespół i przyciąga uwagę słuchacza. Bardzo dobrze wypada również Jamie Byrum, odpowiedzialny głównie za partie gitarowe oraz urozmaicanie kompozycji. Słychać, że doskonale zna się na rzeczy — nie próbuje odkrywać Ameryki na nowo, lecz umiejętnie korzysta ze sprawdzonych patentów. Na albumie nagrał także partie perkusyjne, natomiast za bas odpowiadał Clifton Martyna. Obecnie skład zespołu uległ zmianie: do Stainless dołączyli basistka Selina Cleary, perkusista Charlie Którym oraz gitarzysta Eric Wallace. Zespół potrafi grać i ma wyraźny pomysł na własną tożsamość. Choć płyta nie jest arcydziełem gatunku, dostarcza mnóstwo autentycznej frajdy.
Na albumie znajdziemy osiem utworów o łącznym czasie trwania 36 minut. Już otwierający całość „Restless an ready” to znakomita mieszanka heavy metalu i hard rocka. Wszystkie elementy idealnie się zazębiają — mocny riff rodem z płyt Accept czy AC/DC oraz wyraźny klimat lat 80. sprawiają, że trudno przejść obok tego numeru obojętnie. Jestem zdecydowanie na tak. Jeszcze więcej energii i drapieżności przynosi dynamiczny „Whorefrost”, który przemyca rozwiązania charakterystyczne dla heavy i speed metalu. Zespół wyraźnie świetnie się bawi, a ta pozytywna energia szybko udziela się słuchaczowi. Mocny riff, charyzma Larissy oraz chwytliwa melodia czynią z tego utworu gotowy koncertowy hit.
Lżej, bardziej rockowo i z wyraźnym ukłonem w stronę lat 70. wypada nastrojowy „(Don’t Cross Me) Fool” — cudowna mieszanka hard rocka i heavy metalu. Zespół wyraźnie dba o ciekawe riffy i przebojowe refreny, a materiał jest stale urozmaicany, co działa zdecydowanie na jego korzyść. Tytułowy „Lady of Lust & Steel” to zadziorna, klasyczna propozycja, w której pobrzmiewa duch wczesnych dokonań Dio. Kolejnym mocnym punktem albumu jest rozpędzony i agresywny „Danger in the Night”, będący pełnokrwistym hołdem dla estetyki lat 80. Utwór jest pomysłowy, dynamiczny i wyjątkowo chwytliwy.
Nieco wolniejszy, bardziej klimatyczny charakter ma „Take a Listen Mama”, który również nawiązuje do hardrockowych wzorców lat 70. Następnie otrzymujemy prosty, zadziorny „Vitamin Tease”, zawierający wyraźne inspiracje twórczością Dio. Choć nie ma tu nic odkrywczego, utwór słucha się bardzo przyjemnie. Finał płyty stanowi „Rough Justice” — kolejna udana mieszanka stylu Accept i Dio. Jest klasycznie, z polotem i wyczuciem formy, co stanowi znakomite podsumowanie całości.
Debiut amerykańskiego Stainless pozytywnie zaskakuje. Nie znajdziemy tu niczego nowatorskiego — bez wątpienia mamy do czynienia z graniem wtórnym. Jednak zespół prezentuje materiał z tak dużym zaangażowaniem, pasją i energią, że czas spędzony z muzyką Stainless trudno uznać za stracony. Album zapada w pamięć i zachęca do kolejnych odsłuchów, a to już niemały sukces.
Ocena: 8/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz