piątek, 17 stycznia 2020

MINDLESS SINNER - Poltergeist (2020)

Moda na powroty kultowych kapel z lat 80 nie przemija, a to dobry znak. W końcu w latach 80 najlepiej rozwijał się heavy metal. Szwedzka scena metalowa kryła sporo interesujących zespołów. Jednym z nich jest bez wątpienia Mindless Sinner.  Działają od 1982r i w latach 80 wydali dwa świetne krążki i potem przepadli. Wrócili w 2014 r i do teraz mają się dobrze. Najnowsze dzieło zatytułowane "Poltergeist" to znakomita kontynuacja tego co band prezentował w latach 80. To płyta, która oddaje to co najlepsze w klasycznym heavy metalu rodem z lat 80, ale to również wydawnictwo które imponuje świeżością i pomysłowością. Nie ma mowy o odcinaniu kuponów od swoich najlepszych płyt.

Prosta, nieco kiczowata okładka od razu sygnalizuje, że mamy do czynienia z płytą przesiąkniętą latami 80. Te klasyczne rozwiązania przedkładają się również na brzmienie jak i zawartość. "Poltergeist" to dzieło skończone, a przede wszystkim przemyślane i dopracowane. Każdy utwór dostarcza sporo frajdy. Mimo upływu czasu muzycy imponują energią, pomysłowością, a także techniką. Christer Goransson to wokalista z charyzmą i niezłą techniką, co przedkłada się na drapieżność utworów. Na uwagę zasługuje również duet gitarzystów. Magnus i Jerker nie kombinują i grają swoje. Znakomita jazda bez trzymanki i te klasyczne solówki i riffy są urocze. Niby to wszystko jest wtórne i brzmi znajomo, ale najlepsze jest to że nie jest to kolejny nudny album z muzyką w stylu lat 80.

"Poltergeist" to kultowy horror i znakomicie czuć ten klimat grozy w rozpędzonym tytułowym utworze. Co za energia, co za pomysłowość. Takie otwieracze zawsze są mile widziane. Za każdym razem jak widzę w tytule "heavy metal" to wiem, że szykuje się zacny kawałek. Tak jest z melodyjnym "Heavy metal mayhem", który potrafi zauroczyć dynamiką i ostrym riffem. Mindless Sinner momentami brzmi jak Axe witch czy Heavy load, ale to miły akcent całości. Epickość i ponury klimat wybrzmiewa w marszowym "Valkyrie" czy "World of madness". Dalej mamy mroczny i stonowany "The road to nowhere", w którym band wykorzystuje elementy Black Sabbath czy Manowar. Band przyspiesza w energicznym "Rewind the future" i to prawdziwa petarda. Każdy riff potrafi zauroczyć pomysłowością i klasycznym wydźwiękiem. Tak jest z przebojowym "Hammer of thor". Epickość i styl Manowar wraca w "Altar of the king", zaś "Roll the dice" mam w sobie ducha iron maiden.

Mindless Sinner wrócił na dobre i to jeszcze silniejszy niż kiedyś. Najnowsze dzieło to hołd dla lat 80 i znakomita kontynuacja tego co band prezentował na początku swojej kariery. Płyta jest urozmaicona i bardzo dynamiczna. Prawdziwa petarda!

Ocena: 9.5/10

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza