sobota, 16 maja 2026

MENACE - Wheel of Spikes (2026)


 

Czternaście lat zajęło włoskiemu Menace przygotowanie premierowego materiału. Ten czas nie został jednak zmarnowany — zaowocował albumem, który powinien usatysfakcjonować każdego fana heavy i speed metalu. 24 kwietnia nakładem Metal on Metal Records ukazał się drugi studyjny krążek grupy zatytułowany Wheel of Spikes. Nie jest to żadna rewolucja ani próba redefinicji gatunku. To przede wszystkim szczery hołd dla heavy/speed metalu lat 80., mocno inspirowany twórczością Exciter, Agent Steel czy Judas Priest z okresu Painkiller. I trzeba przyznać, że jest to pozycja zdecydowanie warta uwagi.

Można powiedzieć, że podobnych płyt na rynku nie brakuje i wybór jest ogromny. To prawda, jednak Menace posiada kilka istotnych atutów — przede wszystkim odpowiednie umiejętności techniczne oraz doświadczenie zdobywane przez niemal trzy dekady działalności. W końcu zespół funkcjonuje od 1997 roku. Muzycy nie próbują na siłę odkrywać gatunku na nowo, lecz umiejętnie wykorzystują sprawdzone patenty. Robią to jednak z wyczuciem, pomysłem i szacunkiem do słuchacza. Znakomicie balansują między agresją, szybkością a melodyjnością.

Kluczową postacią zespołu pozostaje Rob Savegnago, dysponujący charyzmatycznym i mocnym wokalem. Wyróżnia go charakterystyczna barwa głosu oraz swoboda w operowaniu wysokimi rejestrami, co momentami przywodzi na myśl Roba Halforda, a chwilami nawet Kinga Diamonda. Odpowiedni ciężar całości nadaje również świetnie funkcjonująca sekcja rytmiczna, dzięki której materiał nabiera rasowego speedmetalowego charakteru.

Największym atutem albumu pozostają jednak gitary. Riffy są chwytliwe, pełne ostrych cięć i dynamicznych zmian tempa. Inspiracje Judas Priest, Exciter czy Agent Steel są wyraźnie słyszalne, ale Menace nie brzmi jak bezmyślna kopia dawnych mistrzów. Duet Vicariotto/Fioraso wyraźnie zapatrzony jest w klasyczne gitarowe tandemy lat 80., a między muzykami czuć prawdziwą chemię. Ich gra imponuje energią, mocnymi riffami i klasycznym podejściem do heavy metalu. Choć inspiracje dawną szkołą są oczywiste, zespół stara się zachować własny charakter, unikając nachalnego kopiowania.

Album trwa około 45 minut i zawiera dziesięć utworów, które praktycznie nie pozwalają złapać oddechu. Już otwierający całość „Wheel of Spikes” wyznacza kierunek płyty — szybkie tempo, agresywne riffy i wokal balansujący między klasycznym heavy metalem a bardziej dzikim speed/thrashem. Od pierwszych minut słychać potencjał Menace. Dalej jest jeszcze intensywniej — „Satanizer” oraz „Backhander” uderzają energią przywołującą ducha wczesnego speed metalu z Niemiec i Stanów Zjednoczonych. To szybkie, zadziorne kompozycje wyraźnie inspirowane Exciter i Judas Priest.

Na szczęście zespół nie ogranicza się wyłącznie do jednego schematu. Bardziej rozbudowany „Argento Vivo” pokazuje nieco inne oblicze grupy i udowadnia, że muzycy potrafią zadbać o różnorodność materiału. Z kolei mroczny i agresywny „Shades of Evil” momentami przywołuje skojarzenia z Mercyful Fate. To solidny numer, choć miejscami można odnieść wrażenie, że zabrakło mu odrobiny większej pewności siebie.

Thrashmetalowe wpływy najmocniej dochodzą do głosu w rozpędzonym „Burning Ash”, który stanowi jeden z najmocniejszych punktów albumu. Podobnie prezentuje się „Per Aspera ad Inferi”, zabierający słuchacza w rejony thrash metalu przełomu lat 80. i 90. To energiczny, agresywny i bardzo zapadający w pamięć utwór. Całość wieńczy natomiast „The Unmerciful” — najdłuższa kompozycja na płycie, która w udany sposób podsumowuje charakter całego wydawnictwa.

Produkcja brzmi nowocześnie, ale jednocześnie zachowuje odpowiednią dawkę surowości. Perkusja jest potężna, bas dobrze słyszalny, a gitary mają odpowiedni ciężar, nie popadając przy tym w przesadną sterylność. To bardzo ważne, ponieważ wiele współczesnych retro-metalowych wydawnictw cierpi na zbyt wygładzone brzmienie. Tutaj udało się zachować koncertową energię oraz undergroundowy klimat.

Dla fanów klasycznego heavy i speed metalu jest to pozycja obowiązkowa — szczególnie dla tych, którzy tęsknią za agresją starego Judas Priest, Riot czy Agent Steel, ale chcieliby usłyszeć podobne granie w nowocześniejszym wydaniu. Wheel of Spikes to świetny powrót Menace — album pełen ognia, stali i oldschoolowej metalowej energii.

Ocena: 8/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz