Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Antioch. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Antioch. Pokaż wszystkie posty
piątek, 27 września 2024
ANTIOCH - Antioch VII : Gates of Obliteration (2024)
Nazwa Antioch dobrze mi się kojarzy, bowiem w tamtym roku nagrali jeden z najciekawszych albumów i "Antioch VI : Molten Rainbow" to jeden z tych albumów, do których często wracam. Już na samą myśl co mogą nam sprezentować mam ciary. To band, który potrafi stworzyć wszystko i potrafi rzucić na kolana. Byłem ciekaw, co tym razem mają do zaoferowania i czy uda się powtórzyć sukces z "molten rainbow". 27 września roku 2024 światło dzienne ujrzał "Antioch VII : Gates of Obliteration" nakładem Iron shield Records.
Ta kanadyjska machina działa sukcesywnie od 2013r i buduje swoje małe imperium pokazując, że mają to coś i potrafią tworzyć muzykę wysokich lotów. Mają gwiazdę w postaci wokalisty Nicholasa Allaire, który nasłuchał się Halfroda, Udo Dirkschneidera, czy Rock;n Rolfa i w efekcie dostajemy wokalistę kompletnego, który sieje zniszczenie. Przyciąga uwagę i to jeden z najmocniejszych punktów Antioch. Kroku dotrzymują mu Jordan i Brendan Rhyno. Partie gitarowe Jordana są pełne finezje, pasji, pomysłowości, a wszystko to taki hołd dla lat 80. Okładka też skromna, ale też osadzona w latach 80.
Płyta może jest i krótka, bo trwa 43 minuty, ale te 8 kompozycji dostarcza nie zapomnianych wrażeń. Spokojnie zaczyna się "Frozen Highway" i tutaj można poczuć klimat płyt Judas Priest z lat 80. Taki prosty, mało wymagający heavy metal, który czerpie garściami z klasyki. Zapnijcie pasy, bo Antioch w "Legend of Tudohm" wbija drugi bieg i nabiera szybkości i agresywności. Jeden z najlepszych killerów na płycie. Ta praca gitar momentami ociera się o stary dobry Running wild, a wokal to już klimat starych płyt Accept. Mam ciary i chcę więcej takich hitów od Antioch. Stonowane tempo, nieco toporności i wkracza "Tired of Fire", który brzmi jakby został wyjęty z "Screaming for Vengeance". Jakbym miał wskazać nr 1 z tej płyty to wybrałbym energiczny, niezwykle melodyjny "Onward with the Obliteration" i tutaj band pokazuje na co ich stać i nie ma co z nimi zadzierać. Speed metalowa jazda bez trzymanki. Szok, że mimo wtórności ten band tak znakomicie gra i tyle frajdy dostarcza. Też praca gitar momentami przypomina wam Running wild na sterydach? Echa "Walls of Jerciho" Helloween też można wyłapać. Heavy metalowy hymn oddający piękno lat 80? Nie ma problemu, band ma w rękawie "All Gods, All masters" i choć jest to spokojniejszy utwór, to przypomina stare dobre hymny Accept czy Judas Priest. Klasa sama w sobie. Znajomo brzmi "Understand" i czyżby znów echa Running Wild? Coś z niemieckiego Paragon też można wyłapać. Antioch robi kawał dobrej roboty i to każdy powinien dostrzec. Nie wiem czemu, ale tutaj wokal momentami zalatuje pod Kinga Diamonda, co bardzo mnie ucieszyło. Saxon nagrał kiedyś taką perełkę jak "broken Heroes" i jakoś wpływy tego kawałka słyszę w przebojowym "Point of Entry" i to równie genialny kawałek z wyraźnymi wpływami hard rocka czy NWOBHM. Jak to obłędnie brzmi! Najdłuższy kawałek został na koniec i "In the throes of arcane lust". Mroczny klimat i bardziej epicki rozmach robi tutaj robotę.
Jak ktoś szuka definicji heavy metalu i wszystkiego co określa ten gatunek muzyczny, to nowy album Antioch to po raz kolejny potwierdza. Nie wiem skąd ten band czerpie pomysły, ale wszystko jest trafione i przemyślane. Znowu to zrobili i nagrali świetny album, do którego nie raz jeszcze wrócę. Heavy metal w najlepszym wydaniu !
Ocena: 9/10
wtorek, 29 sierpnia 2023
ANTIOCH - Molten Rainbow (2023)
Nie wiem jak Wy, ale ja strasznie tęsknie za 3 inches of blood. Mieli swój styl i patent na zadziorny i pełen ciekawych melodii heavy metal. Czasami zdarzy się trafić na jakiś band co przemyca patenty tamtej kapeli. Kanadyjski Antioch to jeden z takich przypadków. Panowie nie boją się też czerpać garściami z lat 80, z kręgu NWOBHM, Judas Priest czy nawet Running Wild. Nie odkrywają nowych rejonów na 4 albumie studyjnym zatytułowanym "Molten Rainbow", ale robią to z taką pasją i zaangażowaniem, że płyta z miejsca staje się jednym z ciekawszych krążków roku 2023.
Duży plus za nawiązania do running wild czy 3 inches of blood, bo idealnie trafiają w mój gust. Atutem Antioch jest charyzmatyczny wokalista Nick Allaire. Wysokie rejestry to bez wątpienia jego specjalność. Od pierwszych dźwięków zapada w pamięci. Dużo dobrego do nowego albumu wniósł gitarzysta Jordan Rhyno. W tej jego grze nie znajdziemy żadnych emocjonalnych dźwięków, czy coś oryginalnego, albo ponadczasowego. Zabiera nas w rejony dobrze nam znane. Robi to jednak z pomysłem i poszanowaniem wielkich kapel. Ja czerpałem sporą radość podczas odsłuchu.
Okładka w sumie taka nijaka, nie wiele zdradza. Brzmienie dopasowane do zawartości i stylu grupy. Czuć klimat lat 80 na samym wejściu. Płyta ma świetne wejście i robi furorę. Otwierający "Defliar" wyrywa z kapci. Jest klasycznie, z pazurem i z riffem przesiąkniętym Running Wild. W podobnej tonacji utrzymany jest "Moltan Rainbow". Słychać wpływy Running Wild, ale też i 3 inches of Blood co mnie bardzo mnie cieszy. Wokalnie, gitarowo utwór dostarcza sporo frajdy. Utwór niezwykle dynamiczny i przebojowy. Troszkę toporniej, troszkę może w stylu Accept mamy w stonowanym "Dodeskaden" i wokalnie Nick też momentami brzmi jak sam Udo Dirkschneider. Start świetny i owe emocje nieco studzi spokojny i mało wyrazisty "Imps in the Coal". Antioch wraca na właściwe tory w rozpędzonym i melodyjnym "Temple Of Black Fire". Band po raz kolejny zabiera nas do sceny niemieckiej. Słabym punktem płyty jest też bardziej hard rockowy "Hold my heart", ale złe wrażenie zaciera chwytliwy "Iron And Rust".
Antioch ma całkiem sporo do zaoferowania i troszkę szkoda, że album nie utrzymał poziomu z pierwszych kompozycji. Gdzieś w pewnym momencie czar prysł i zespół nie rzucił na kolana. Mimo pewnych wad, słabszych momentów płyta robi wrażenie i zostaje w pamięci. Warto poświęcić uwagę na nowe dzieło kanadyjskiej formacji. Nie będzie zawiedzeni, no chyba że ktoś tutaj będzie szukał czegoś odkrywczego. Wtedy będzie czekać was tylko rozczarowanie.
Ocena: 8/10
poniedziałek, 12 sierpnia 2019
ANTIOCH - Antioch IV: Land of no kings (2019)
Kanadyjski Antioch w tym roku wraca z trzecim wydawnictwem, które nosi tytuł "Antioch 4: Land of no Kings" i jest to pozycja skierowana do fanów klasycznego heavy metalu. Sama muzyka Antioch przypomina poniekąd dokonania Judas Priest, Accept, Manowar czy Iron maiden. Tak więc mamy tutaj do czynienia z klasycznym i przesiąkniętym latami 80 heavy metalem. Zespół grać potrafi i wie jak grać na dobrym poziomie. Na nowej płycie słychać jak band dobrze się sprawdza w takim graniu, a ich doświadczenie przemawia za tym.
Nowe dzieło Antioch to płyta wyrównana i przemyślana. Nie brakuje mocnych riffów, intrygujących melodii i klasycznych rozwiązań. Nie ma tutaj słabych utworów i każdy z nich to znakomita przygoda do lat 80. "Land of no kings" to przede wszystkim znakomita kontynuacja "Wings and warlocks".
Otwieracz "Screams in the north" to energiczny i zadziorny utwór, który znakomicie nawiązuje do twórczości Judas Priest. Jeszcze ciekawiej wypada przebojowy "Beware the black hand", który zaskakuje lekkością i hard rockowym feelingiem. Kolejnym killerem na płycie jest zadziorny "Land of no kings" i tutaj band pokazuje pazur. Znakomicie w tym wszystkim odnajduje się wokalista Nichollas. Wysokie rejestry w jego wykonaniu są imponujące. Właściwy człowiek na właściwym miejscu.Gitarzysta Alex Dupois wie jak porwać słuchacza i jak odtworzyć klimat lat 80. Najlepszym tego dowodem jest rozpędzony, wręcz speed metalowy "Dungeon Runner". Echa Accept mamy w hard rockowym "Thunder in Hell". Płytę zamyka dynamiczny "One for the grave" i to bardzo udane podsumowanie tej płyty.
Nowy album Antioch to płyta udana i poukładana. Nie brakuje rasowych hitów jak i killerów, a całość jest niezwykle równa. Płyta ta to prawdziwa uczta dla fanów lat 80. Gorąco polecam!
Ocena: 8/10
Nowe dzieło Antioch to płyta wyrównana i przemyślana. Nie brakuje mocnych riffów, intrygujących melodii i klasycznych rozwiązań. Nie ma tutaj słabych utworów i każdy z nich to znakomita przygoda do lat 80. "Land of no kings" to przede wszystkim znakomita kontynuacja "Wings and warlocks".
Otwieracz "Screams in the north" to energiczny i zadziorny utwór, który znakomicie nawiązuje do twórczości Judas Priest. Jeszcze ciekawiej wypada przebojowy "Beware the black hand", który zaskakuje lekkością i hard rockowym feelingiem. Kolejnym killerem na płycie jest zadziorny "Land of no kings" i tutaj band pokazuje pazur. Znakomicie w tym wszystkim odnajduje się wokalista Nichollas. Wysokie rejestry w jego wykonaniu są imponujące. Właściwy człowiek na właściwym miejscu.Gitarzysta Alex Dupois wie jak porwać słuchacza i jak odtworzyć klimat lat 80. Najlepszym tego dowodem jest rozpędzony, wręcz speed metalowy "Dungeon Runner". Echa Accept mamy w hard rockowym "Thunder in Hell". Płytę zamyka dynamiczny "One for the grave" i to bardzo udane podsumowanie tej płyty.
Nowy album Antioch to płyta udana i poukładana. Nie brakuje rasowych hitów jak i killerów, a całość jest niezwykle równa. Płyta ta to prawdziwa uczta dla fanów lat 80. Gorąco polecam!
Ocena: 8/10
Subskrybuj:
Posty (Atom)


