środa, 7 stycznia 2026

KREATOR -Krushers of the World (2026)


 

Niemiecki Kreator przechodził w swojej karierze przez różne etapy stylistyczne, jednak ostatnia faza – melodyjny thrash metal z wyraźnymi wpływami heavy i power metalu – trwa już blisko dwie dekady. To właśnie w tym okresie zespół nagrał tak znakomite płyty jak Phantom Antichrist czy Gods of Violence. Dzięki temu Kreator zaczął tworzyć więcej przebojowych utworów, trafił do szerszego grona odbiorców i ponownie stał się jedną z największych sił na metalowej scenie.

Najnowszy album, zatytułowany Krushers of the World, jest w zasadzie kontynuacją tej przystępnej, melodyjnej odsłony thrash metalu, wzbogaconej o elementy heavy i power metalu. Całość brzmi jednak jeszcze bardziej komercyjnie niż wcześniej. Dla jednych będzie to zaleta, dla innych – wyraźna wada.

Od 2019 roku skład zespołu pozostaje stabilny, co nie jest żadnym zaskoczeniem. Muzycy są w znakomitej formie i trudno odmówić im profesjonalizmu czy energii. Problem tkwi jednak w samej jakości materiału. Któraś z rzędu płyta utrzymana w tym samym, melodyjnym stylu może zwyczajnie męczyć i przestaje robić tak duże wrażenie. Zespół serwuje nam bardzo podobne patenty, tyle że w nieco słabszym wydaniu. Ile razy można bazować na zbliżonym motywie gitarowym?

Ten problem niestety dotyka nowego albumu. Sama formuła i stylistyka wciąż są atrakcyjne – melodyjne oblicze Kreator nadal bardzo mi się podoba – jednak na Krushers of the World brakuje świeżości i elementu zaskoczenia. Często można odnieść wrażenie, że dane pomysły pojawiły się już na poprzedniej płycie, tylko w lepszej, bardziej przekonującej odsłonie.

Na plus zdecydowanie należy zaliczyć Mille Petrozzę, który wciąż imponuje zadziornym, charakterystycznym wokalem napędzającym machinę zwaną Kreator. Duet gitarowy Petrozza/Sammy Duet (Sami Yli-Sirniö) nadal potrafi porwać zarówno efektownymi solówkami, jak i solidnymi riffami. Nie wszystko jednak wypada idealnie – momentami zespół sprawia wrażenie, jakby kręcił się we własnym kręgu, zjadając własny ogon.

Teoretycznie wszystko się zgadza: przepiękna okładka, soczyste i selektywne brzmienie oraz sprawdzony styl powinny zaowocować kolejną perełką w dyskografii. Niestety, tym razem tak się nie dzieje. Thrashmetalowe wydawnictwa z 2025 roku pokazują, że Kreator z nowym albumem plasuje się raczej w drugiej lidze niż w ścisłej czołówce.

Najlepsze wrażenie robią znane już single. Rozpędzony i agresywny „Seven Serpents” brzmi jak nieco słabsza kopia „Phantom Antichrist” – bardzo podobny riff i refren sprawiają, że uczucie déjà vu jest nieuniknione. Bardziej nowoczesny i mroczny charakter ma „Satanic Anarchy”. To przemyślany, dojrzały utwór, który potrafi zaskoczyć, choć jego refren wydaje się odrobinę zbyt słodki.

Melodyjny i klimatyczny „Tränenpalast”, z gościnnym udziałem Britt Görtz, wyraźnie nawiązuje do stylistyki Arch Enemy i ociera się o melodyjny death metal. Na duży plus zasługuje riff, w którym pobrzmiewają patenty znane z twórczości Running Wild. To bez wątpienia jeden z jaśniejszych punktów albumu.

Tytułowy „Krushers of the World” jest natomiast dość toporny, mocno heavy metalowy i – niestety – nijaki oraz ospały. Thrashmetalowe łojenie dostajemy w „Barbarian”, czyli typowym numerze Kreator. Słucha się go dobrze, ale próżno szukać tu czegokolwiek nowego.

Jednym z najmocniejszych momentów płyty jest rozpędzony „Blood of Our Blood” – zagrany z pasją i pomysłem, z chwytliwym refrenem, który szybko zapada w pamięć. To prawdziwa petarda, przebijająca wiele innych kompozycji z albumu. „Combatants” opiera się na solidnym riffie i lekko heavy metalowym charakterze. Dobra praca gitar i spora dawka melodyjności to jego główne atuty, choć i tutaj Kreator bywał już w przeszłości bardziej przekonujący.

Szybki i agresywny „Psychotic Imperator” korzysta ze sprawdzonych patentów i momentami przywodzi na myśl „Hordes of Chaos”. Bardzo dobrze wypada za to drapieżny, pełen agresji „Death Scream” – Kreator w formie, jaką najbardziej cenię: z pomysłem, pazurem i nośnym motywem przewodnim. Finał płyty stanowi lżejszy, bardziej heavy metalowy „Loyal to the Grave” – utwór przebojowy, łatwy w odbiorze, wręcz radiowy i wyraźnie nastawiony na szeroką publiczność.

Kocham Kreator i jego melodyjne wcielenie, jednak coraz wyraźniej czuję, że ta formuła zaczyna się wyczerpywać. Zespół powinien mocniej popracować nad samymi kompozycjami. Otrzymujemy w dużej mierze kopie pomysłów z poprzednich płyt, przy czym ich jakość nie dorównuje pierwowzorom. To album dobry do okazjonalnego odsłuchu, z kilkoma naprawdę udanymi numerami, ale całościowo liczyłem na coś więcej – na materiał odważniejszy i bardziej inspirujący.

Nie czuję, by Krushers of the World był kandydatem do płyty roku. Tym bardziej szkoda, że cztery lata oczekiwania nie przełożyły się na wydawnictwo z prawdziwie wielkim „wow”.

Ocena: 7,5/10


wtorek, 6 stycznia 2026

ZEPTER - Zepter (2026)


 Nazwa Zepter nie jest jeszcze rozpoznawalna w heavy metalowym świecie. Nie powinno to jednak dziwić, ponieważ zespół ma na koncie jedynie mini-album i porusza się stylistycznie na pograniczu klasycznego heavy metalu oraz NWOBHM. Tego typu grania na rynku nie brakuje, dlatego aby się wyróżnić, potrzeba nie tylko solidnych umiejętności, ale również wyrazistego pomysłu na siebie. Pochodząca z Austrii formacja działa od 2024 roku, a jej debiutancki album zatytułowany „Zepter” ukaże się 20 lutego 2026 roku nakładem wytwórni High Roller Records.

Jest to płyta silnie osadzona w nostalgii za latami 80., czerpiąca inspiracje z nurtu NWOBHM oraz klasycznych wydawnictw Iron Maiden, Saxon, Angel Witch czy Satan. Muzycy bez wątpienia potrafią grać, co słychać niemal od pierwszych dźwięków. Zabrakło jednak nieco mocy, drapieżności, a przede wszystkim wyrazistych pomysłów na utwory, które mogłyby stać się zapamiętywalnymi hitami. Debiut austriackiej formacji słucha się przyjemnie, lecz trudno mówić o płycie, która rzuca na kolana. To raczej przemyślana i solidna porcja klasycznego heavy metalu.

Centralną postacią zespołu jest wokalista i gitarzysta Lukas Gotzenberger. Niestety, jego wokal wypada dość nijako i – w moim odczuciu – zbyt spokojnie. Momentami partie instrumentalne przyćmiewają jego głos, co sprawia, że to właśnie wokal wydaje się najsłabszym ogniwem zespołu. W warstwie gitarowej Lukasa wspiera Stefan Bolda i ta współpraca układa się całkiem dobrze. Całości jednak brakuje elementu zaskoczenia oraz charakterystycznych patentów, które porwałyby słuchacza. Kompozycje utrzymane są w podobnej tonacji, a niedobór wyrazistych refrenów sprawia, że niewiele motywów zostaje w pamięci. Okładka oraz surowe brzmienie wyraźnie nawiązują do estetyki lat 80. i jest to zdecydowanie najmocniejszy atut tej płyty.

Elementy speed metalu pojawiają się już w otwierającym album „Slasher on the Highway” – to udany numer, który doskonale oddaje klimat złotej ery heavy metalu. Zadziorny riff i szybkie tempo robią bardzo dobrą robotę. Równie dobrze wypada rytmiczny i chwytliwy „Everlasting”, czerpiący pełnymi garściami z wczesnego Iron Maiden czy Heavy Load. Przewodni motyw jest pomysłowy i pokazuje bardziej przebojowe oblicze zespołu.

Więcej speedmetalowej energii dostajemy w rozpędzonym „The Slayer”, który instrumentalnie prezentuje się solidnie, choć wokal nieco psuje ogólny odbiór. W „Hit the Streets” pojawia się z kolei hardrockowy feeling, jednak również tutaj brakuje emocji i świeżości – to granie poprawne, lecz bez iskry. Echa Accept można usłyszeć w topornym, cięższym „Dark Angels”. Album zamyka szybszy „The Lords” – riff jest przyjemny dla ucha, ale całościowo znów zabrakło dopracowania i bardziej pomysłowych aranżacji.

„Zepter” to album skierowany głównie do maniaków heavy metalu lat 80. oraz miłośników NWOBHM. Niestety, poza solidnym rzemiosłem nie ma zbyt wiele do zaoferowania. To płyta, która sprawdzi się raczej przy jednorazowym odsłuchu, ponieważ niewiele elementów zachęca do regularnych powrotów. Przed zespołem wciąż długa droga, zanim stanie się bardziej rozpoznawalną kapelą na scenie.

Ocena: 5,5/10