Niewiele zespołów potrafi zachować artystyczną wiarygodność przez ponad cztery dekady działalności. Amerykański Armored Saint od lat udowadnia jednak, że upływ czasu nie musi oznaczać kreatywnego wypalenia. Na najnowszym albumie zatytułowanym Emotion Factory Reset grupa prezentuje wszystko to, za co pokochali ją fani: potężne riffy, chwytliwe melodie oraz charakterystyczny wokal Johna Busha. Jednocześnie materiał wnosi do katalogu zespołu powiew świeżości i nowoczesnego sznytu, dzięki czemu nie jest jedynie nostalgiczną podróżą do przeszłości. Płyta ukazała się 22 maja nakładem Metal Blade Records.
Nie oznacza to jednak, że mamy do czynienia z wydawnictwem pozbawionym wad. Okładka, choć przyjemna dla oka, sprawia wrażenie projektu stworzonego przy pomocy sztucznej inteligencji i brakuje jej indywidualnego charakteru. Na szczęście samo brzmienie albumu wypada znacznie lepiej – jest mocne, selektywne i odpowiednio dynamiczne. Nie udało się jednak nagrać materiału idealnego. Część słuchaczy może kręcić nosem na spokojniejsze fragmenty oraz bardziej hardrockowy charakter niektórych kompozycji. Paradoksalnie to właśnie dzięki takim rozwiązaniom Emotion Factory Reset nie brzmi jak odgrzewanie dawnych sukcesów. To album zespołu świadomego własnej historii, ale wciąż poszukującego nowych środków wyrazu. W efekcie otrzymujemy solidną mieszankę heavy metalu i hard rocka, choć od formacji o tak bogatej historii i renomie można było oczekiwać nieco więcej.
Cieszy natomiast fakt, że John Bush nadal imponuje formą wokalną. Mimo upływu lat śpiewa z ogromną pasją, energią i techniczną swobodą. Bardzo dobrze wypada również gitarowy duet Duncan/Sandoval, który umiejętnie balansuje pomiędzy klasycznym heavy metalem a bardziej rockowym podejściem. Nie brakuje różnorodności, a doświadczenie obu muzyków słychać praktycznie w każdym utworze. Osobiście brakuje mi jednak większej dawki energii i przebojowości, którą zespół prezentuje już na początku albumu. Otwierający całość „Close to the Bone” to rasowy killer – pełen mocy, agresji i chwytliwości. Gdyby cały album utrzymano w podobnym klimacie, końcowy efekt mógłby być jeszcze bardziej imponujący.
Bardzo dobrze prezentuje się także bardziej hardrockowy „Every Man-Any Man”. To udana kompozycja oparta na prostych, ale skutecznych rozwiązaniach, stawiająca na melodyjność i przebojowy refren. Klasyczne oblicze zespołu poznajemy z kolei w zadziornym i melodyjnym „Not on Your Life”, będącym udanym połączeniem heavy metalu, hard rocka i współczesnych akcentów. Utwór doskonale spełnia swoją rolę i należy do najmocniejszych punktów programu.
Jednym z najlepszych fragmentów albumu bez wątpienia pozostaje bardziej agresywny i niezwykle chwytliwy „Hit a Moonshot”. Ostry riff, bujający refren oraz znakomita dyspozycja wokalna Busha sprawiają, że trudno przejść obok tej kompozycji obojętnie. Znacznie gorzej wypada natomiast spokojniejszy „Buckeye”, który dłuży się i nie potrafi przykuć uwagi równie skutecznie jak pozostałe utwory. Do grona udanych numerów warto zaliczyć również przebojowy „Compromise”, rockowy i nieco młodzieńczy w charakterze „Ladders and Slides” oraz mroczniejszy, cięższy „Bottom Feeder”. Całość zamyka klasycznie brzmiący „Epilogue”, wyraźnie nawiązujący do dorobku Judas Priest czy Dokken i stanowiący godne zwieńczenie albumu.
Emotion Factory Reset nie jest rewolucją w dyskografii Armored Saint, ale stanowi kolejny dowód na to, że po ponad czterdziestu latach działalności zespół nadal potrafi nagrywać heavy metal na wysokim poziomie. To propozycja skierowana przede wszystkim do fanów klasycznego amerykańskiego metalu, którzy ponad chwilowe trendy cenią mocne riffy, chwytliwe melodie i solidne muzyczne rzemiosło. Dobry album zasłużonej formacji, choć pozostawiający niedosyt i poczucie, że można było wycisnąć z tego materiału jeszcze więcej.
Ocena : 7/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz