Michael Schenker wraca z nowym albumem zatytułowanym "Revelation" i to swoista kontynuacja "Resurrection". Nie ma niespodzianki i w dalszym ciągu dostajemy mieszankę hard rocka i heavy metalu. Wspierają go znakomici muzycy jak choćby Doggie White czy Graham Bonnet. Wielkie nazwiska i to powinno przedłożyć się na jakość muzyki. Tak było na debiucie, do którego lubię wracać, a jak jest z "Revelation"?
Odnoszę wrażenie, że płyta powstała szybko i bez pomysłu. Goniły terminy i nie dopracowano materiału. Nie pomagają nawet wielkie nazwiska. Warto na pewno wspomnieć, że Micheal musiał znaleźć nowego perkusistę, bo w tym roku odszedł Ted Mckenna. Jego miejsce zajął Bodo Schopf, który grywał już z Michaelem. Soczyste brzmienie i kontrowersyjna okładka to trochę za mało, żeby mnie przekonać. Za mało się dzieje w chwytliwym "Rock Steady". Miał być ogień, a jest bardzo nudno. Więcej pazura i hard rockowego szaleństwa mamy w "Under Blood red sky". Czy nie mogło być więcej takich petard? Bluesowy feeling w "Silent again" jest uroczy i przypomina stare dobre czasy Deep Purple. Pojawiają się też nijakie kompozycje jak "The beast in the shadows", gdzie praca gitar jest ciekawa, ale czegoś brakuje. Mamy też radosny i nieco komercyjny "Behind Smile". Energia i patenty Ac/Dc pojawiają się w rockowym "Crazy Daze", ale dalej jakoś to mało dopracowane. Gdzie jakiś ciekawy riff i dawka dużej przebojowości? Znikło to co napędzało poprzedni album, a szkoda. Szybki i energiczny "We are the voice" też jakoś przepada w gąszczu całości. Przebojowy "Headed for the sun" przemyca patenty Rainbow i to jeden z jaśniejszych punktów nowej płyty Schenkera. Do grona ciekawych kompozycji na pewno zaliczę też instrumentalny "Ascension", który kipi energią, nie to co pozostała część materiału.
Nic mi tu w pełni nie pasuje. Partie gitarowe Schenkera są niczym parabola, nie ma tutaj jednostajnego wysokiego poziomu. Raz lepiej raz gorzej, a tak nie powinno być. Brakuje mi rasowych hitów, o których można by dyskutować. Doggie czy Graham jakoś są nie widoczni, a ich talenty nie zostały wykorzystane. Był potencjał na dobrą płytę, ale spartaczono to i mamy średniej klasy rockowy album.
Ocena: 5.5/10
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michael Schenker Fest. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michael Schenker Fest. Pokaż wszystkie posty
sobota, 21 września 2019
wtorek, 6 marca 2018
MICHAEL SCHENKER FEST - Resurrection (2018)
Michael Schenker to jeden z najbardziej rozpoznawalnych i uzdolnionych gitarzystów. Dał się poznać za sprawą takich kapel jak Ufo, Scorpions, czy Michael Schenker Group. W tym roku powraca z nowym projektem o nazwie Michael Schenker Fest. Znajdziemy tutaj muzyków, którzy na dobre współpracują z Schenkerem w Michael schenker Group oraz Temple of Rock. Nie zdziwi Was więc obecność Graham Bonneta, Doggiego White;a, Gary'ego Bordena czy Robina Mcauley;a. Udało też się zaprosić takich gości jak Kirk Hammet z Metallica. Mając takich doświadczonych muzyków i wolną ręką można było tylko stworzyć prawdziwą hard rockową perełką. Debiutancki album "Resurrection" to klasyczny hard rock, który zadowoli fanów Uriah Heep, Deep Purple czy Rainbow. Michael Schenker stawia tutaj na finezję, lekkość i bardzo złożone riffy, który imponują energią i pomysłowością. Kirk Hammet daje czadu w rozpędzonym "Heart and Soul", który zaskakuje szybkością i nieco neoklasyczną formułą. Płytę promował "Warrior", który uwydatnia to co najlepsze w muzyce Schenkera. Jest lekkość, jest bluesowy klimat i bardzo pomysłowy riff. Jeszcze lepszy jest "Take me to the Church", który zabiera nas do czasów, kiedy Doggie White śpiewał w Rainbow. Niezwykle przebojowy utwór, który zaskakuje chwytliwym riffem, a także klasycznym wydźwiękiem. Dalej mamy "Night Moods", który jest utrzymany w podobnym stylu co 'Take me to the church", który utrzymuje stylizacje Rainbow. Lekki, finezyjny riff, złożone solówki czynią ten utwór prawdziwą perełką. "Everest" to jeden z najszybszych utworów na płycie i to tylko potwierdza w jakiej formie jest Michael Schenker. W tej samej lidze mamy energiczny "Time knows when its time". W tym kawałku mamy bardzo pozytywną energię i sporo frajdy jeśli chodzi o melodie. Michael potrafi zagrać na wysokim poziomie i dać upust swoich umiejętności w instrumentalnym kawałku. "Salvation" to popis shredowego grania i dzieje się tutaj naprawdę sporo, co jeszcze bardziej potęguje doznania. Na koniec mamy nieco majestatyczny "The last supper", który zabiera nas w rejony mocnego hard rocka. Schenker pokazał klasę. Nic nie musi udowadniać światu, a jednak pomimo swoich lat wciąż potrafi zaskoczyć, a "Resurrection" jest tego dowodem. Płyta jest dynamiczna, przebojowa i niezwykle zróżnicowana. Jedna z najciekawszych płyt roku 2018 i jedna z moich ulubionych płyt tego gitarzysty!
Ocena: 9/10
Ocena: 9/10
Subskrybuj:
Posty (Atom)

