sobota, 21 września 2019

MICHAEL SCHENKER FEST - Revelation (2019)

Michael Schenker wraca z nowym albumem zatytułowanym "Revelation" i to swoista kontynuacja "Resurrection". Nie ma niespodzianki i w dalszym ciągu dostajemy mieszankę hard rocka i heavy metalu.  Wspierają go znakomici muzycy jak choćby Doggie White czy Graham Bonnet. Wielkie nazwiska i to powinno przedłożyć się na jakość muzyki. Tak było na debiucie, do którego lubię wracać, a jak jest z "Revelation"?

Odnoszę wrażenie, że płyta powstała szybko i bez pomysłu. Goniły terminy i nie dopracowano materiału. Nie pomagają nawet wielkie nazwiska.  Warto na pewno wspomnieć, że Micheal musiał znaleźć nowego perkusistę, bo w tym roku odszedł Ted Mckenna. Jego miejsce zajął Bodo Schopf, który grywał już z Michaelem.  Soczyste brzmienie i kontrowersyjna okładka to trochę za mało, żeby mnie przekonać. Za mało się dzieje w chwytliwym "Rock Steady". Miał być ogień, a jest bardzo nudno. Więcej pazura i hard rockowego szaleństwa mamy w "Under Blood red sky". Czy nie mogło być więcej takich petard? Bluesowy feeling w "Silent again" jest uroczy  i przypomina stare dobre czasy Deep Purple.  Pojawiają się też nijakie kompozycje jak "The beast in the shadows", gdzie praca gitar jest ciekawa, ale czegoś brakuje. Mamy też radosny i nieco komercyjny  "Behind Smile". Energia i patenty Ac/Dc pojawiają się w rockowym "Crazy Daze", ale dalej jakoś to mało dopracowane. Gdzie jakiś ciekawy riff i dawka dużej przebojowości? Znikło to co napędzało poprzedni album, a szkoda. Szybki i energiczny "We are the voice"  też jakoś przepada w gąszczu całości. Przebojowy "Headed  for the sun" przemyca patenty Rainbow i to jeden z jaśniejszych punktów nowej płyty Schenkera. Do grona ciekawych kompozycji na pewno zaliczę też instrumentalny "Ascension", który kipi energią, nie to co pozostała część materiału.

Nic mi tu w pełni nie pasuje. Partie gitarowe Schenkera są niczym parabola, nie ma tutaj jednostajnego wysokiego poziomu. Raz lepiej raz gorzej, a tak nie powinno być. Brakuje mi rasowych hitów, o których można by dyskutować. Doggie czy Graham jakoś są nie widoczni, a ich talenty nie zostały wykorzystane. Był potencjał na dobrą płytę, ale spartaczono to i mamy średniej klasy rockowy album.

Ocena: 5.5/10

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza