piątek, 13 września 2019

BLACKRAIN - Dying Breed (2019)

Czasami warto zrobić sobie przerwę od power metalu czy heavy metalu i posłuchać trochę hard rocka z elementami glam metalu. W tym roku nowy album wydała francuska formacja BlackRain i to dobra okazja by dać się porwać hard rockowemu szaleństwu. "Dying Breed" to już szósty album tej francuskiej formacji, która działa od 2006 r. Zespół dalej gra swoje i stroni od nie potrzebnych udziwnień, dlatego też dobrze się wie co dostaniemy sięgając po "Dying Breed".

Dobrze prezentuje się taka oldschoolowa okładka, która ma nieco zaczerpnięty motyw z okładki Slayer. Thrash metalu tutaj nie uświadczymy, ale dobrze zagrany hard rock jak najbardziej. Band napędza wokalista i gitarzysta Swan, a także drugi gitarzysta Max 2. Panowie stawiają na proste, chwytliwe melodie i to właśnie ta lekkość i dobra zabawa odgrywają tutaj kluczową rolę. Płytę słucha się lekko i przyjemnie, tak więc jest to dobra muzyka, która sprawdzi się w każdej sytuacji. Band zadbał o mocne i dobrze wyważone brzmienie, który podkreśla wysoki poziom wydawnictwa.

Dużo tu hitów, które umilają nam odsłuch całości. Na start mamy tytułowy "Dying Breed", który ma w sobie też heavy metalowy pazur. Gdzieś tam słychać coś z Dokken czy Motley Crue. Mocny kawałek. Płytę promował oldchoolowy "Hellfire", który swoim riffem przypomina Judas Priest z lat 80. Jestem jak najbardziej na tak, a wokal Swana jest po prostu wyśmienity. Ma w sobie to coś, że na długo zapada w pamięci. Przebojowy "Blast me up" to troszkę ukłon w stronę Airbourne czy nawet Ac/Dc. Dużo pozytywnej energii mamy w rozpędzonym "Nobody can change" i to co panowie tutaj wyprawiają jest po prostu urocze. Sam refren potrafi rozgrzać do czerwoności. Znakomicie się tego słucha i chce się więcej. Od połowy band stawia już nieco bardziej komercyjne rozwiązania i taki "Like Me" mógłby śmiało trafić do stacji radiowej. Co ciekawe sam główny motyw mocno nawiązuje do twórczości Lenny Kravitza. Tak samo ma się sprawa rockowego "Rock Radio" i tutaj band zbliża się do stylu Bon Jovi. Warto wyróżnić jeszcze tutaj nieco stonowany i pomysłowy "Jenny Jan".

Raz lepiej, raz gorzej, ale do przodu. To idealne motto, które napędza ten album. Album jest przebojowy i bardzo rockowy. Nie brakuje komercyjnych akcentów czy też nutki heavy metalu, ale jako całość krążek się broni, a co ważne może się podobać. "Dying Breed" zasługuje na uwagę fanów takiego grania!

Ocena: 6.5/10

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza