poniedziałek, 22 lipca 2019

KAIROS - Queen of The Hill (2019)

Nie brakuje w tym roku propozycji klasycznego heavy metalu przesiąkniętego latami 80. "Queen of the Hill" to kolejna pozycja w tej kategorii. Jest to drugi album szwedzkiej formacji Kairos, która działa pod tą nazwą od 2012r. Sama okładka nowej płyty daje nam jasny sygnał. Uwaga to jest klasyczny heavy metal mocno osadzony w latach 80 i szykuje się prawdziwa uczta dla fanów Judas Priest, Iron Maiden, Oz, czy Accept. Panowie stawiają na proste, mocne granie i to zdaje egzamin. Przed wami prawdziwa perełka, która zasługuje na uwagę słuchaczy.

Frontowa okładka jest urocza i to ona jest powodem, dla którego sprawdziłem ten album. Ma klimat lat 80 i mroczny motyw jest tutaj wciągający. Podobnie ma się sprawa z lekkim, zadziornym brzmieniem, który też jest stylizowany na lata 80. Jeśli chodzi band, to należy wyróżnić gitarzystów Emila i Carla. Ich gra jest z pomysłem i polotem. Stawiają na sprawdzone patenty i to się sprawdza. Jest rytmicznie i melodyjnie, tak więc cały czas się coś dzieje. W superlatywach można opisać wyczyny wokalisty Toma Hamstroma. Śpiewa on z ikry i niezwykłą dbałością o detale. Zwłaszcza wysokie rejestry w jego wykonaniu są imponujące.

Materiał jest krótki, ale bardzo treściwy. Czeka nas 45 dobrze wyważonego heavy metalu. Płytę otwiera melodyjny i niezwykle energiczny "Reckles Dedication". Riff nasuwa na myśl Accept, choć dynamika nasuwa na myśl Iron maiden. Jest moc i brzmi to fantastycznie. Toporność i duch Warlock wybrzmiewa w wolniejszy "Strike while the iron is hot". Nie brakuje tutaj też zapożyczeń z twórczości Manowar.  Dalej mamy zadziorny i klasyczny "Mr. Nocturne". Dla fanów Accept jest stonowany i nieco hard rockowy "Silverheart". Band przyspiesza w bardziej energicznym "Japanese steel". Kairos imponuje elastycznością i pomysłowością, a to daje w efekcie kolejny killer na albumie. Nie da się ukryć, że "Mercilles Dominic" brzmi jak "Judas Rising" Judas Priest, ale to jest właśnie jego zaleta. Kairos znalazł też miejsce dla bardziej rozbudowanego kawałka i w tej roli idealnie się sprawdza "Enchanted Age". Dzieje się tutaj sporo i nie ma tutaj miejsca na nudę. Na koniec został tytułowy "Queen of the hill", który przesiąknięty jest NWOBHM.

"Queen of the Hill" to płyta nagrana przez fanów klasycznego heavy metalu i tą miłość do lat 80 słychać przez cały czas. Jest prosto, ale i z polotem. Wszystkie utwory są ciekawe i zagrane z pomysłem. Dużo dobrych melodii i ciekawych rozwiązań. Coś dla fanów Iron Maiden, a zwłaszcza Judas Priest. Gorąco polecam! Nie zawiedziecie się.

Ocena: 9/10

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza