czwartek, 18 lipca 2019

HELLISH WAR - Wine OF Gods (2019)

Nowy album brazylijskiego Hellish War to był jeden z tych wydawnictw, na które czekałem z niecierpliwością. Do dziś uwielbiam pozostałe dzieła tej kapeli i jest to czołówka jeśli chodzi o kategorie heavy/power metal. Działają od 1995 r. i w zasadzie bliżej im do europejskiej sceny metalowej zwłaszcza niemieckiej, aniżeli brazylijskiej. Band stawia surowe, przybrudzone brzmienie, na ostre, osadzone w latach 90 riffy. Ich sukces tkwi w tym, że wiedzą jak stworzyć wysokiej klasy utwór, który z marszu jest hitem. Panowie czerpią garściami z Stormwarrior, Wizard, Omen, Cirith Ungol, ale najwięcej tutaj wczesnego Helloween z okresu "Walls of Jericho" i Running Wild. Mocna mieszanka, ale w 100 % się sprawdza. Warto było czekać 6 lat na "Wine of Gods".

Hellish War jest niczym jak wino. Im starsi tym lepsi. Utwory są bardzo dopracowane i nie ma miejsca tutaj na jakieś chybione pomysłu. Całość jest bardzo przemyślana i bardzo spójna. To znakomita wycieczka do lat 80 i 90, a surowe, nieco przybrudzone brzmienie jeszcze bardziej to podkreśla. "Wine of Gods" to przede wszystkim popis umiejętności gitarzystów. Vulcano i Daniel Job stawiają na klasyczne rozwiązania. Ma być mocno, z pazurem i odpowiednim ciężarem. Melodia to tylko miły dodatek do tego wszystkiego.  Dobrze też odnajduje się wokalista Bil Martins, który przecież jest  w tej kapeli od 2012r. Wszystko znakomicie się zazębia i można tylko się delektować tym co zespół zgotował dla nas.

Płyta zawiera 10 kawałków i pierwszy na płycie jest tytułowy "Wine of Gods". Początek tego utworu jest bardzo heavy metalu. Słychać inspirację amerykańskimi zespołami heavy metalowymi. Napięcie rośnie i dopiero po minucie perkusja nabiera rumieńców. Jest atak rodem z pierwszego albumu Helloween, czyli power metal ocierający się momentami o thrash metal. Brzmi to fenomenalnie.  Pamiętacie "Murder" Helloween? Podobny riff można wyłapać w rozpędzonym "Trial By Fire". Co ciekawe samo brzmienie gitar i przebojowość nasuwa też inny kultowy niemiecki band, a mianowicie Running Wild. Tak więc mamy stary dobry Hellish War. 6 minutowy "Falcon" to ukłon w stronę amerykańskiego true heavy metalu. Jest epickość i sporo ciekawych urozmaiceń. Kolejny mocny utwór na płycie. Mroczny, epicki "Dawn of the Brave" przemyca coś z Grave Digger i coś z Manowar. Niezwykle ciekawy i intrygujący kawałek. Jeszcze dłuższy i bardziej rozbudowany "Devin", który znów zabiera nas w rejony Running Wild. Krótki i energiczny "House on The Hill" to dziecko jakby Helloween i Iron Maiden. Duża dawka melodii i pozytywnej energii to atuty tego utworu. Band wraca do toporności i mroku w zadziornym "Burning Wings", który przemyca trochę patentów Accept i Grave Digger.  Szybkość i energia wraca w fenomenalnym "Warbringer", gdzie band znów miesza elementy Running Wild, Helloween, ale i Grave Digger. Z tym ostatnim skojarzenia są jak najbardziej na miejscu, bo gościnie udziela się tutaj Chris Boltendahl.Całość zamyka dynamiczny i pełen ciekawych zagrywek gitarowych "The Wanderer".

Nie ma niespodzianki. Hellish War dostarczył album taki na jaki czekałem. Mamy tutaj nawiązania do pierwszych płyt, jest sporo akcentów Helloween, Grave Digger czy Running Wild, tak więc jest to rasowy album tej brazylijskiej formacji. "Wine of Gods" to kolejna perełka w dyskografii Hellish War. Brakuje takich płyt, tak więc tym bardziej miło że Hellish War nagrał coś takiego. Brawo!

Ocena: 9/10

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza