Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Angus Mcsix. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Angus Mcsix. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 marca 2026

ANGUS MCSIX - And the all seeing astral eye (2026)



Formację Angus McSix do życia powołał Thomas Winkler. Debiut tej kapeli był solidną dawką słodkiego power metalu, utrzymanego w klimatach DragonForce, Gloryhammer, Beast in Black czy Victorius. Składu z debiutu nie udało się jednak utrzymać i w 2025 roku zespół przeszedł poważne zmiany personalne. Na wokalu pojawił się znany z Manimal tj. Samuel Nyman, za perkusją zasiadł Gerit Lamm, a partiami gitarowymi zajął się Jasmine Pabst. Efektem pracy nowego składu jest drugi album studyjny zatytułowany „Angus McSix and the All-Seeing Astral Eye”, którego premiera odbyła się 13 marca nakładem Napalm Records.

Debiut był kiczowaty, ale potrafił błysnąć kilkoma ciekawymi momentami. Drugi album to niestety spore rozczarowanie i przykład tego, jak nie powinno się grać power metalu. Owszem, jest słodko i baśniowo, jednak same kompozycje sprawiają wrażenie dziecinnych i pozbawionych metalowego pazura. Momentami można wręcz odnieść wrażenie, że zamiast heavy metalu dostajemy mieszankę disco, techno i przesadnie cukierkowej estetyki.

Problemem jest nie tylko stylistyka, ale również same aranżacje. W wielu utworach panuje chaos, a nadmiar ozdobników i elektronicznych dodatków przytłacza zamiast budować klimat. Zmiana składu nie wyszła zespołowi na dobre. Nowy wokalista potrafi śpiewać i dysponuje solidnym głosem, jednak często nie ma zbyt wiele materiału, na którym mógłby w pełni rozwinąć skrzydła. Partie gitarowe brzmią momentami nijako, jakby były pozbawione charakteru, a całość sprawia wrażenie stylistycznej papki. Również brzmienie albumu wydaje się płaskie i mało wyraziste. Okładka natomiast przypomina plakat do filmu Marvela – krzykliwa, przesadzona i ocierająca się o tandetę.
Na szczęście płyta nie jest całkowicie pozbawiona zalet. Już pierwsze minuty albumu dają pewną nadzieję. Otwierający „6666” miewa przebłyski i brzmi jak radosny, podniosły power metalowy hymn. Tutaj jeszcze można wyczuć energię i metalowe zacięcie. Nowy wokalista pokazuje też swoje możliwości w „The Fire of Yore”, który jest jednym z najlepszych momentów na albumie – mocny riff i chwytliwy refren robią swoje. Radosny „I Am Adam McSix” to z kolei pozytywny, melodyjny numer nastawiony na łatwo wpadające w ucho motywy gitarowe. Owszem, jest banalnie, ale utwór spełnia pewne gatunkowe standardy. Niestety później poziom zaczyna wyraźnie spadać. Kicz wchodzi na najwyższy poziom, a domieszka techno i elektroniki staje się męcząca oraz irytująca. „Techno Men” to przykład utworu, który zupełnie nie pasuje do koncepcji albumu. Na szczęście podniosły i chwytliwy refren w „Starlight Stronghold” jeszcze jakoś się broni. Słodycz jednak nie ma końca i wkracza kolejny przesadzony, kiczowaty „Let the Search Begin”. Dopiero dynamiczny i bardziej agresywny „ The Power of Metal” przywraca wiarę w potencjał zespołu – i właśnie tak powinien brzmieć cały album

„Angus McSix and the All-Seeing Astral Eye” należy więc rozpatrywać przede wszystkim w kategoriach rozczarowania. Nowy skład nie dokonał cudów, a zamiast solidnej dawki power metalu otrzymujemy mieszankę chaosu, przesady i kiczowatych pomysłów. W efekcie metalu jest tu zdecydowanie za mało, a disco i cukierkowej estetyki – zdecydowanie za dużo.

Ocena: 4/10

sobota, 22 kwietnia 2023

ANGUS MCSIX - Angus Mcsix and sword of power (2023)


 Kiedy w roku 2021 pojawił się news, że rozchodzą się drogi Gloryhammer i wokalisty Thomasa Winklera to fani byli w szoku. Powód w sumie do końca nie jest w pełni znany, aczkolwiek teraz fani Gloryhammer będą mogli czerpać z tego korzyść. Gloryhammer dalej jest i ma się dobrze,  a w tym roku pod skrzydłami wytwórni Napalm Records wyda swój nowy album. Thomas Winkler w 2022 r powołał do życia Angus Mcsix i to z podobną muzyką co Gloryhammer. Dla fanów to prawdziwa uczta. Warto dodać, że sporą rolę w nowym zespole Winklera odgrywa jeden z najważniejszych muzyków power metalowego światka, czyli  Sebastian Levermann z Orden Ogan. Tak o to w tym roku też postanowili pokazać światu swój debiutancki album, zatytułowany "And the sword of power".

Stylistyka mocno nawiązuje do gloryhammer, więc jest melodyjnie, momentami kiczowato. Tylko, że odnoszę wrażenie że Angus Mcsix troszkę przegina. Ociera się o jakiś pop rock, kicz czy jakieś melodie rodem z gier komputerowych. Cała ta fantasy otoczka i teksty potrafią też zajść za skórę słuchaczowi. Niby przypomina to co ostatnio zrobił Victorius, tylko Angus jakoś tak przegina to i to w złą stronę. Thomas Winkler to wiadomo, znakomity wokalista, który oddaje piękno power metalu. Sebastian to wiadomo, że muzyczny geniusz i potrafi czarować. Warto pochwalić również gitarzystkę Thalię, która mimo że nie jest znana szerszej publiczności, to jednak ma talent. Co z resztą na kanale youtube pokazała nie raz. Niby wszystko składa się w znakomitą i spójną całość i powinny być zachwyty i przezywanie, jaki to nie jest znakomity album.

Jednak tak nie jest. Płyta jest lekka, melodyjna, ale czasami ten kicz, to ocieranie się o pop czy rock. Nie do końca trafia mnie forma, a także aranżacje. Otwierający "Masters of the universe" niby czaruje i ten rycerski charakter daje o sobie znać. Gdzieś tam coś z Orden Ogan można wychwycić. Dobrze wypada melodyjny "Sixcalibur", choć też ocieramy tutaj mocno o kicz i tandetę. Gdyby brzmiało to może bardziej poważnie, może w nieco innej aranżacji to może byłoby lepsze? Teksty i sam styl w "Laser shooting dinosaur" odstrasza i choć to skoczny i taki radosny kawałek, to jakoś specjalnie nie trafia do mnie. "Ride To Hell" też jakiś taki dyskotekowy i przesłodzony. Aranżacje nie działają na korzyść. Mamy też przebojowy "The key to eternity", który broni się prostym i łatwo wpadającym refrenem, który ma coś z Bloodbound. Też dobrze wypada "In a Past Reality", ale też band jakby bardziej ogranicza te przesłodzone, komputerowe dźwięki.

Power metal to jest coś czym żyję i czym się zachwycam. Nie mam nic przeciwko słodkim, radosnym, czy dziecinnym dźwiękom. Oczywiście są też pewne granice i czasami brakuje pewnego ładunku wyrozumiałości. Niby jest to lekkie, przebojowe i niektóre momenty zapadają w pamięci. Tym razem dominowało uczucie irytacji i jakiegoś zniechęcenia. Tym razem nie wyciągnę miecza i nie wybiorę się w w świat fantasy razem z Agnusem Mcsix. Na pewno znajdzie godnych fanów i sprzymierzeńców.  Nasze drogi się rozchodzą. Oczywiście życzę powodzenia!

Ocena: 6/10