To już 5 lat istnienia szwedzkiego Tungsten i skuteczność mają niezłą, bo już nagrali 4 albumy studyjne. Nie tyle ten fakt szokuje, co to że band gra mieszankę heavy metalu, power metalu, hard rocka z wyraźnymi elementami industrialu. Do tego ta cała elektronika, która wyróżnia band na tle innych. Można ich kochać albo nienawidzić. "Tundra" to ich najlepszy album ,a reszta taka średnia jak dla mnie. Mają swój styl, swój charakter i czasami trafi się coś godnego uwagi na płycie. "The Grand Inferno" to podobny przypadek. Płyta, w której znajdziemy kilka godnych uwagi utworów, ale jako całość to zawodzi.
Jak zwykle piękna szata graficzna zdobi album Tungsten, a samo brzmienie też wysokiej klasy. Pod tym względem Tungsten zawsze imponuje i zachwyca. Kluczową rolę bez wątpienia pełni wokalista Michael Andersson, który swoim specyficznym wokalem buduje klimat i nadaje oryginalnego stylu zespołowi. To za jego sprawą też zbliżamy się do klimatu industrialnego. Nick Johansson jako gitarzysta też stara się stworzyć wyjątkowe melodie i pójść w stronę bardziej współczesnych dźwięków. Nie jest to zły pomysł, o ile idzie to w parze z jakością. Na nowym albumie jest z tym różnie. Nie można też zapomnieć o klawiszowcu Karlie Johanssonie, który odpowiada za nowoczesny wydźwięk, elektroniczne wstawki i te patenty industrialne. Mnie osobiście często działa na nerwy i przeszkadza w odbiorze.
Otwieracz "Anger" troszkę odstrasza i nie do końca podoba mi się taka mieszanka stylistyczna. Lepiej prezentuje się stonowany i chwytliwy "Blood of the Kings". Takie prostsze granie bardzo dobrze wychodzi tej kapeli. Pomysłowy "Lullaby" o nieco zabarwieniu komercyjnym robi robotę i potrafi zapaść w pamięci. Nowoczesny wydźwięk połączony z przebojowością. Co ciekawe mocną stroną tej płyty są te spokojniejsze kawałki, bardziej nastawione na emocje, na klimat. Tak też jest z tytułowym "The Grand Inferno", który potrafi poruszyć i dostarczyć niezapomnianych emocji. Kolejnym ważnym przystankiem na płycie jest znów nieco komercyjny, nieco taki prostszy w swojej konwencji "Walborg". Taki Tungsten to ja mogę słuchać i nawet dostarcza mi to sporo frajdy. Dziwny jest "Vantablack" gdzie pełno elektroniki, industrialu, nowoczesności i takie mieszanki, która potrafi odstraszyć. Dynamiki i przebojowości nie można mu odmówić. Refren akurat tutaj jest pierwsza klasa. Zwalniamy w "Me, myself, My Enemy" i znów są ciekawe momenty, ale też nieco kiczowate, co wywołuje mieszane uczucia.Warto pochwalić za melodyjny "Sound of a violin", gdzie band zabiera nas w rejony bardziej symfoniczne. Nastrojowy i spokojniejszy "Angel Eyes" wieńczy ten album i to też dobry utwór i nic ponadto.
Tungsten dalej szokuje, dalej idzie własną ścieżką i tworzy coś swojego. Szacunek za to im się należy. "The grand Inferno" to nie równy album, który miewa bardzo ciekawe momenty, ale też i troszkę działające na nerwy. Band dalej wierny swojemu stylowi i ten album tego nie zmienia. Płyta do posłuchania, ale większej miłości z tego nie będzie, chyba że jest się wiernym fanem Tungsten. Każdy musi sobie sam wyrobić opinie.
Ocena: 6/10
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tungsten. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tungsten. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 29 października 2024
TUNGSTEN - The Grand Inferno (2024)
sobota, 18 czerwca 2022
TUNGSTEN - Bliss (2022)
Kiedy większość kapel kopiuje kogoś i czerpie garściami od starszych kolegów, tak szwedzki Tungsten idzie pod prąd i nie wybiera łatwej drogi. Trzeba mieć odwagę by mieszać patenty industrialne, folkowe z power metalem. Ten band pokazuje, że można i nie brzmi to wcale źle. Do tej pory potrafiłem się wgryźć w ich materiał dość w miarę szybko. Z trzecim albumem zatytułowanym "Bliss" który ukazał się 17 czerwca nakładem Arising Empire miałem troszkę problemów. Za dużo elektroniki i tych patentów industrialnych. Mimo tego warto dać szansę, bo być może to płyta właśnie dla was.
Przede wszystkim znów wielkie brawa dla zespołu za świetne, pełne dynamiki brzmienie i przepiękną okładkę frontową, która zdobi album. Wszystko pięknie, a jak sama muzyka?
No z tym różnie. Płyta wg mnie nie jest równa, Mamy hity, ale też momentami zalatuje kiczem. Sporą robotę robi wokalista Mike Andersson czy Karl Johannson, który odpowiada za harsh wokale, Jest urozmaicenie, jak i na poprzednich płytach, a gitarzysta Nick Johansson stawia na ciekawe melodie. Tylko nie zawsze wszystko jest takie piękne, jak to panowie przedstawiają.
Band potrafi łączyć różne światy muzyczne i efekt na pewno jest ciekawy. Nowy album stara się być bardziej mroczny. W muzyce Tungsten są też patenty klasyczne i to one są dla nie prawdziwa atrakcją. Kiedy wkracza otwieracz "in the center" to mam ciary. Nie pewny klimat, mocny riff i duża dawka nowoczesnego power metalu. Brzmi to ciekawie i jest powiew świeżości. Piękny i melodyjny "dreamers" momentami zalatuje Nightwish. Świetnie and tu wyważył przebojowość i delikatośćz power metalowa konwencją. Szlag mnie trafił przy "march along". Za dużo elektroniki i industrialnych patentów rodem z płyt Ramstein. No i taki kawałek zachwiał moja równowagę. Za dużo band tu przekombinował. Więcej klasycznego grania uświadczymy w nastrojowym "Heart of rust". Kolejny kiczowate i denerwujący utwór to "Come this way" i za mało tutaj power metalu, a za dużo industrial metalu. Tytułowy "bliss" przejawia więcej agresji i mrocznego klimatu. Utwór ma swój charakter i zapada w pamięci. Płyta ma dobre melodie i dobrym tego przykładem jest "afraid of light". Świetny refren, prosta i chwytliwa melodia i wyszedł killer. Tungsten to band z potencjałem i potrafią nie raz bardzo pozytywnie zaskoczyć. Power metal wybrzmiewa też w "eyes of the Storm". Niby nic odkrywczego, a jest radość z sluchania.
"Bliss" to kontynuacja tego do czego przyzwyczaił nas Tunsten. Brawa ze maja swój styl i nie idą na ktwizne. Szkoda tylko że same utwory nie dopracowane. Najgorsze to te industrialne koszmarki. Płyta miewa sporo pozytywnych dźwięków, więc zasługuje na zaznajomienie się. Poprzednie albumy bez wątpienia robiły większe wrażenie.
Ocena 6/10
niedziela, 29 listopada 2020
TUNGSTEN - Tundra (2020)
Minął rok od premiery debiutu szwedzkiej formacji Tungsten. Z "We will Rise" pamiętam w sumie piękną okładkę autorstwa Marschalla i nieco przekombinowany styl. Band nagrał kolejny album i choć "Tundra" nie wyznacza innego kierunku muzycznego, to jest pod każdym względem albumem ciekawszym niż debiut. Fenomen okładki i mocnego nowoczesnego brzmienia został utrzymany z debiutu. "Tundra" pod każdym względem przebija debiutu i słychać, że band dopracował nie dociągnięcia i stworzył ciekawy krążek z kręgu nowoczesnego heavy/power metalu z elementami folk metalu i innych gatunków muzycznych.
Tungsten w dalszym ciągu gra ciekawą mieszankę różnych gatunków muzycznych i można w ich muzyce znaleźć coś Nightwish, Orden Ogan, ale też twórczości takich zespołów jak Marilyn Manson, czy Rammstein. "Tundra" to płyta przede wszystkim bardziej klimatyczna i dojrzała niż debiut, ale najlepsze jest to, że jest sporo hitów, które potrafią zapaść w pamięci. Może nie jestem jeszcze w pełni zachwycony tym bandem, ale już zmiana na plus i idą w dobrym kierunku.
Swoim stylem potrafią się wyróżnić na tle innych płyt z tego roku i to jest ich największy atut. Potrafią dzięki temu zapaść w pamięci. Już start w postaci "Lock and load" pozytywnie zaskakuje i jest tu hit z prawdziwego zdarzenia. Nawet te elektroniczne elementy są urocze i nadają całości charakteru i odpowiedniego klimatu. Melodia rodem z Nightiwsh pojawia się w "Volfrom song" i pojawia się folkowy klimat i słucha się tego naprawdę dobrze i to pomimo komercyjnego charakteru. Prosty i chwytliwy jest też "Time" i tutaj Mike Andresson błyszczy. Jego wokal idealnie współgra z tym co band gra. "King of Shadows" to jeden z najlepszych kawałków na płycie i ten folkowy klimat momentami przypomina ostatnie dokonania Nightwish. W takim nowoczesnym melodyjnym metalu band najlepiej wypada. Troszkę pazura kapela pokazuje w tytułowym "tundra", który w pełni oddaje styl Tungsten. Nowocześnie brzmi "I see fury' i pomimo elektrycznych wstawek kawałek się broni przebojowością. Nie brakuje na płycie przebojów, jak i power metalowych patentów i dobrze to odzwierciedla dynamiczny "This is War" i tutaj przypomina mi to mieszankę Beast in Black oraz Orden Ogan. Całość wieńczy rozbudowany "Here comes the fall" i tutaj też dobrego dzieje się i band pokazuje, że potrafi też stworzyć nieco bardziej progresywny utwór.
No i kto by pomyślał, że to napiszę, ale naprawdę przemówił do mnie nowy krążek od szwedzkiego Tungsten. Bardzo udana mieszanka modern metalu z power metalem, folk metalem i elektronicznymi wstawkami. Band dopracował styl i jakość swoich kompozycji, a przede wszystkim bije z niego większa energia i przebojowość niż z debiutu. Płyta godna uwagi.
Ocena: 8.5/10
wtorek, 24 września 2019
TUNGSTEN - We Will Rise (2019)
Andreas Marschall to mój ulubiony twórca okładek płyt heavy metalowych. Potrafi stworzyć nie banalny klimat i ma znakomity styl. Każda okładka to coś miłego dla oka i miła wycieczka do jego światu fantasy i magii. Tym razem zauroczył mnie szatą graficzną dla zespołu Tungsten. Ta okładka przypomina mi okładki Hammerfall czy Blind Guardian. Choć Tungsten gdzieś tam przemyca elementy power metalu, to jednak band stawia na nowoczesny melodyjny heavy metal z nutką folk metalu. Ciekawa mieszanka i momentami przypominają mi Falconer czy Thunderstone. Okładka znakomita i nie zdradza co nas czeka na debiutanckim krążku tej Szwedzkiej formacji.
Tungsten to band, który założył perkusista Anders Johansson, którego znamy z takich bandów jak Yngwie malmsteena, Hammerfall czy Strokkur. Ten solowy projekt został stworzony razem synami Johanssona. Zaproszono do współpracy wokalistę Mike;a Anderssona, z którym Anders współpracował w Fullforce. Mamy dobrze zgrany skład i to przedkłada się na muzykę.
Z tej płyty bije świeżość i ciekawy pomysł na granie. To właśnie potwierdza agresywny otwieracz w postaci "We Will Rise". To tytułowy kawałek, który idealnie prezentuje to co nas czeka. Nic dziwnego, że właśnie ten utwór promował krążek. Nie brakuje tutaj elektrycznych wstawek i elementów disco rodem z twórczości Beast in Black. Dobrym tego przykładem jest "Misled". Dużo nowoczesnego metalu mamy w przekombinowany "The Fairies Dance". Ostry riff i nowoczesne brzmienie to rozpoznawalne elementy stylu Tungsten. "It aint over" czy "As i am falling" to znakomity przykłady tego nowoczesnego heavy metalu w jakim obraca się band. Power metal pojawia się w przebojowym "Animals" i to jeden z mocniejszych punktów tej płyty. Band jest też często na granicy komercyjności i dobrze to oddaje lekki "Impolite".
Tym razem okładka jest znakomita i wysokiej klasy, a muzyka no cóż. Na pewno zachwyca pomysłowość zespołu, a także pewien powiew świeżości. Brakuje mi tutaj jednak efektu wow. Czasami jakiś riff jest nie dopracowany, czy można odnieść wrażenie, że nowoczesne patenty przysłaniają całość. Mimo wszystko w kategorii ciekawostki warto obczaić Tungsten i ich debiutancki album "We will rise".
Ocena: 6.5/10
Tungsten to band, który założył perkusista Anders Johansson, którego znamy z takich bandów jak Yngwie malmsteena, Hammerfall czy Strokkur. Ten solowy projekt został stworzony razem synami Johanssona. Zaproszono do współpracy wokalistę Mike;a Anderssona, z którym Anders współpracował w Fullforce. Mamy dobrze zgrany skład i to przedkłada się na muzykę.
Z tej płyty bije świeżość i ciekawy pomysł na granie. To właśnie potwierdza agresywny otwieracz w postaci "We Will Rise". To tytułowy kawałek, który idealnie prezentuje to co nas czeka. Nic dziwnego, że właśnie ten utwór promował krążek. Nie brakuje tutaj elektrycznych wstawek i elementów disco rodem z twórczości Beast in Black. Dobrym tego przykładem jest "Misled". Dużo nowoczesnego metalu mamy w przekombinowany "The Fairies Dance". Ostry riff i nowoczesne brzmienie to rozpoznawalne elementy stylu Tungsten. "It aint over" czy "As i am falling" to znakomity przykłady tego nowoczesnego heavy metalu w jakim obraca się band. Power metal pojawia się w przebojowym "Animals" i to jeden z mocniejszych punktów tej płyty. Band jest też często na granicy komercyjności i dobrze to oddaje lekki "Impolite".
Tym razem okładka jest znakomita i wysokiej klasy, a muzyka no cóż. Na pewno zachwyca pomysłowość zespołu, a także pewien powiew świeżości. Brakuje mi tutaj jednak efektu wow. Czasami jakiś riff jest nie dopracowany, czy można odnieść wrażenie, że nowoczesne patenty przysłaniają całość. Mimo wszystko w kategorii ciekawostki warto obczaić Tungsten i ich debiutancki album "We will rise".
Ocena: 6.5/10
Subskrybuj:
Posty (Atom)



