Fani głosu Johnny’ego Gioeliego mają w tym roku powody do zadowolenia. Najpierw ukazał się nowy album Axel Rudi Pell, a teraz – 17 kwietnia – swoją premierę miał najnowszy krążek hardrockowego Hardline zatytułowany „Shout”. Zespół działa od 1991 roku, ma na koncie osiem albumów studyjnych i od lat udowadnia, że potrafi sprawnie balansować między melodyjnym rockiem a cięższymi brzmieniami. W ich muzyce nietrudno doszukać się inspiracji takimi gigantami jak Whitesnake, Journey czy Foreigner. Nowe wydawnictwo jest w pewnym sensie próbą powrotu do hardrockowych korzeni znanych z „Double Eclipse”.
„Shout” to pierwszy album nagrany z udziałem gitarzysty Luki Princiotty, który bardzo dobrze wpasował się w stylistykę zespołu. Serwuje przyjemne dla ucha riffy, stawia na klimat i emocje, nie zapominając przy tym o charakterystycznym, rockowym feelingu. Całość brzmi spójnie i przekonująco. Johnny, jak zwykle, błyszczy formą i potwierdza swoją klasę jako wokalista. Istotny wkład wnosi także klawiszowiec Alessandro Del Vecchio – weteran sceny melodyjnego rocka i metalu – którego doświadczenie wyraźnie wzbogaca brzmienie płyty. Materiał jest przystępny, a jednocześnie pełen solidnego hardrockowego grania.
Album trwa 46 minut i dostarcza sporo muzycznej satysfakcji. Otwierający „Shout” to przebojowy numer, który doskonale oddaje esencję stylu Hardline. Równie chwytliwy i energiczny „Rise Up” szybko wpada w ucho i ma duży potencjał koncertowy. Z kolei „It Owns You” pokazuje umiejętne balansowanie między hard rockiem a heavy metalem, eksponując ostrzejsze oblicze zespołu oraz gitarowe umiejętności Princiotty.
Na płycie nie brakuje także bardziej melodyjnych momentów – „Mother Love” urzeka klimatem i emocjonalnym ładunkiem. Elementy heavy metalu powracają w dynamicznym „Rise Above Fear”, który również należy do mocniejszych punktów wydawnictwa. Bardzo dobrze wypada „Candy Love” – bujający, pełen energii utwór z chwytliwym refrenem, będący kwintesencją klasycznego hard rocka. Sporo pozytywnych emocji przynosi także gitarowy „I’m Leaning on It”, w którym nie brakuje pasji i instrumentalnych popisów. Warto wyróżnić również dynamiczny „Welcome to the Thunder”. Nawet ballada „Glow” prezentuje wysoki poziom – w połączeniu z wokalem Gioeliego tworzy poruszającą, pełną emocji kompozycję.
Hardline wraca po pięcioletniej przerwie z dopracowanym i przyjemnym w odbiorze materiałem. Nie brakuje tu przebojów, ciekawych riffów ani spójności kompozycyjnej. Choć nie jest to album pozbawiony wad, całość robi bardzo dobre wrażenie i potrafi na długo zapaść w pamięci. Fani hard rocka z pewnością znajdą tu coś dla siebie. Dla mnie to jedna z ciekawszych płyt Hardline.
Ocena: 7,5/10























