Tak jak kocham heavy/ power metal, nawet jeśli jest podany z nutką hard rocka tak wciąż nie mogę się przekonać w pełni do szwedzkiego Tungsten. Poprzednie płyty miałem.swoje momenty i potrafiły dostarczyć pewne ciekawe kompozycje, który w pewnym stopniu potrafiły do mnie trafić. Tungsten to zespół, który od początku swojej działalności próbuje połączyć melodyjny power metal z nowoczesnym brzmieniem, elektroniką i przebojowością. Na poprzednich albumach Szwedzi potrafili znaleźć dla siebie całkiem interesującą przestrzeń, choć ich twórczość nie zawsze trafiała w gusta miłośników bardziej tradycyjnego heavy metalu. „Ashes” pokazuje, że kapela konsekwentnie rozwija obrany kierunek, ale dla mnie jest to kolejny krok w stronę muzyki, która bardziej stawia na efektowność niż na autentyczną metalową siłę. To już piąty album studyjny kapeli, która działa od 2019r. Premiera płyty odbyła się 9 października.
Największym problemem tego materiału jest nadmierne kombinowanie. Tungsten lubi doprawiać swoje kompozycje nowoczesnymi rozwiązaniami, rozbudowanymi aranżacjami i klawiszowymi ozdobnikami. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby wszystkie te elementy służyły przede wszystkim gitarom. Tymczasem mam wrażenie, że zespół momentami zapomina, co powinno stanowić fundament jego muzyki. Zamiast postawić na wyraziste riffy, odpowiedni ciężar i drapieżność, próbuje przyciągać uwagę kolejnymi dodatkami. W rezultacie brzmienie staje się zbyt wygładzone, a metalowy charakter traci na wyrazistości. Te ozdobniki, elektronika i cała ta otoczka przytłacza to co najważniejsze w heavy/power metalu.
Nie zamierzam jednak całkowicie przekreślać dokonań muzyków. Mike Andersson to wokalista dysponujący odpowiednimi możliwościami, a Nick Johansson potrafi zadbać o gitarową stronę materiału. Brzmienie nowoczesne, a okładka trochę w innym klimacie jak te poprzednie. Sam materiał raczej rozczarowuje niż zachwyca.
Mamy 11 utworów i już na dzień dobry dostajemy przekonbinwoana "Joker". Broni się przebojowość i melodyjny aspekt tej kompozycji. Jednak styl w jakim obraca się band i forma podania tego nie do końca przemawia do mnie. W "Bite my tongue" jest ciężej, mroczniej i bardziej industrialnie. Gitary mają tutaj więcej do powiedzenia, pojawiają się też ostrzejsze partie wokalne i efektowne solówki. Niestety, elektroniczne dodatki nadal odciągają uwagę od metalowego rdzenia kompozycji. Mimo wszystko to jeden z ciekawszych utworów na płycie. "Fuego Del sol" to kompozycja, w której zespół skręca w stronę latynoskich rytmów, tanecznej energii i hiszpańskojęzycznego refrenu. To utwór, który ma przede wszystkim bawić i wpadać w ucho, lecz dla miłośnika klasycznego heavy metalu może być trudny do zaakceptowania. Właśnie przez takie kompozycje nie mogę przekonać się do Tungsten. Jakiś taki dziecinny jest "supernova" i nawet nie pomaga przebojowy charakter tej kompozycji. Pazur i więcej heavy/power metalowego charakteru dostajemy w "happy". Niestety utwór też na siłę próbuje być nowoczesny i przemycać patenty industrialne.Potencjał na mocny heavy metal jest, lecz nie zostaje w pełni wykorzystany. Kiczem wieje w radosnym " Ted The Exorcist" ale duży plus za przebojowość i melodyjny motyw przewodni. Utwór potrafi w paść w ucho. Najlepszy na płycie jest " the north will rise" i w końcu jest power metal na jaki czekałem. Gościnnie pojawia się Tony Kakko z Sonata Arctica, co z pewnością przyciągnie uwagę fanów melodyjnego power metalu. Utwór wyróżnia się mocniejszym riffem na początku, większą energią i podniosłym charakterem. To jeden z najbardziej obiecujących momentów albumu, choć nawet tutaj nie wszystkie aranżacyjne pomysły muszą przekonywać. Współpraca z Kakko dodaje kompozycji atrakcyjności, ale nie rozwiązuje wszystkich problemów związanych z brzmieniem zespołu. "For tree" to radosny, melodyjny utwór z folkowym, celtyckim zabarwieniem. Niestety, ale kicz i przekonbinwoana forma wraca w "Ruin". Całość zamyka "The Forge" który podtrzymuje to co band prezentuje na tej płycie. Niby nie jest to zły utwór, bo przecież jest ciekawy motyw przewodni, ale za mało tutaj power metalu.
„Ashes” to album pełen kontrastów, ale dla mnie tych nietrafionych pomysłów jest zbyt wiele. Tungsten próbuje połączyć power metal, elektronikę, industrial, folk i taneczną przebojowość. Różnorodność sama w sobie nie jest wadą, jednak tutaj często odbywa się kosztem gitarowej drapieżności. Zamiast konsekwentnie budować mocne kompozycje, zespół próbuje urozmaicać je kolejnymi dodatkami. Tungsten stawia na nowoczesność, elementy industrialnie i z dodatkiem elektroniki. Dalej nie mogę się w pełni przekonać do tej kapeli.
Ocena : 4/10


















