wtorek, 17 stycznia 2017

CRYSTAL VIPER - Queen of the Witches (2017)

Heavy metal w naszym kraju był od lat, ale jakoś brakowało zespołów grających heavy/power metal nawiązując do wielkich kapel, a przy tym osiągać sukces za granicą. Polska wybiła się na zachodzie głównie przez Vader czy Behemoth, a brakowało kogoś kto by reprezentował klasyczną odmianę metalu. W 2003 r powstała z inicjatywy Marty Gabriel formacja Crystal Viper. Zaczęli grać barbarzyński/ rycerski heavy metal ocierając się o styl takich kapel jak Cirith Ungol, czy Manilla Road. Wraz z pomocą męża Marty to jest Barta Gabriela zespół stawał się coraz silniejszy, bardziej europejski i przede wszystkim co raz bardziej sławny i to nie tylko w naszym kraju. Kariera zaczęła się rozkręcać, a fani muzyki metalowej co raz bardziej kojarzyli markę Crystal Viper. Od „Metal nation” zespół brzmiał bardziej profesjonalnie i utwory były z górnej półki. Sukces zawdzięczają pracowitości, bo w przeciągu 6 lat udało się wydać 5 albumów i 7 singli. Rok 2017 jest dla Crystal Viper bardzo ważny bo premierę ma 6 album zatytułowany „Queen of the witches” i trzeba przyznać, że oczekiwania były ogromne co do tej płyty.

Z czego wynika taka niecierpliwość i takie oczekiwania względem tej płyty? Jest kilka powodów. Pierwszym najważniejszym jest fakt, że Crystal Viper nagrywa cały czas bardzo dobre albumy i nie nagrał czegoś co by rozczarowało fanów zespołu i heavy metalu. Drugim powodem jest to, że singiel „The witch is back” pokazał, że zespół wciąż jest na fali i nagrał jeden z swoich najlepszych kawałków. Trzeci powód to sama otoczka wokół albumu. Nowe logo grupy, które nawiązuje do log z lat 80 czy wreszcie klimatyczna okładka Andre Marschalla, który rysował dla Running Wild czy Blind Guardian. To wszystko sprowadzało nas do jednej myśli, że szykuje się nam prawdziwa uczta. Nowy album to przede wszystkim świetne brzmienie. Zespół osiągnął perfekcję pod tym względem. Jest to brzmienie naszych czasów i nie ma próbowania tworzenia na siłę klimatu lat 80. Dzięki drobnym zmianom udało się stworzyć niezwykle czyste i ostre brzmienie. „Queen of the witches” to przede wszystkim niezwykły popis umiejętności Marty. Jako kompozytorki, gitarzystki, no i wokalistki. Właśnie pod względem wokalnym nowy album potrafi rzucić na kolana. Marta bardzo się rozwinęła i śmiało może konkurować z najlepszymi wokalistkami heavy metalowymi. Tytuł królowej wiedźm jest jak najbardziej na miejscu. W singlowym „the Witch is back” można poczuć pazur rodem z „Painkillera” Judas Priest. Jest to niezwykle agresywny kawałek o ciężkim riffie i zadziornych partiach gitarowych. Słychać tutaj rozwój i powiew świeżości w muzyce Crystal Viper. Niby dalej grają to samo, ale wykorzystują nieco inne patenty. Ostatnio zespół grał tak ciężko na „Crimen Expecta”. W 2016 r zespół zasilił Błażej Grygiel i spisuje się on bardzo dobrze co słychać w stonowanych kompozycjach. Nieco zaskakuje na pewno „I fear no Evil” i to poprzez melodyjny riff i konstrukcję w stylu Iron maiden. W tym kawałku słychać ducha starych płyt NWOBHM. Sam utwór śmiało mógłby znaleźć się na „Legends”. Crystal Viper to nie tylko świetny i wyjątkowy wokal Marty, ale też atrakcyjne i wciągające popisy gitarowe Marty i Andiego. Jest to bardzo eksponowane w tym energicznym utworze. Jednym z najlepszych utworów na nowym albumie jest marszowy „When the sun goes down”, który zabiera nas w rejony Manowar. Tutaj wykazuje się nowy basista i trzeba przyznać że odwala kawał dobrej roboty. Podoba mi się tutaj ciekawa linia melodyjna, chwytliwy i bojowy refren, no i złożona konstrukcja kompozycji. Warlock i Crystal Viper mają wspólnego i tego nie da się ukryć. Podobieństwa słychać często w spokojnych kompozycjach. Ballada „Trapped Behind” to taki odświeżony „Without You” warlock. Pianino, mroczny klimat i świetny, hipnotyzujący wokal Marty to jest właśnie to co czyni ten utwór wyjątkowym. Kolejną perełką, która stanie się szybko jednym z największych hitów grupy to „Do or Die” z gościnnym udziałem Rossa The Bossa. Jest moc, jest pędzące tempo, epickość no i przebojowy charakter utworu. Podoba mi się ten prosty i rycerski refren, który szybko zapada w pamięci. Również główny motyw jest świetny i wyjątkowo prosty. Gra z Jack Starr;s Burning Starr wyszło Marcie na dobre i te wpływy tutaj słychać. „Do or Die” pod wieloma względami przypomina dokonania grupy z okresu „Legends” co również jest dobrym znakiem. Crystal Viper na nowym albumie nie marnuje miejsca i naszego czasu, tylko cały czas atakuje mocnymi riffami. Tak też jest w szybkim „Burn my fire Burn”. Znów gdzieś zespół ociera się o twórczość Iron Maiden i wyszedł z tego zróżnicowany i bardzo klasyczny kawałek, co oddaje to co najlepsze w heavy metalu. Słuchając tego utworu przypomniałem sobie za co kocham ten zespół i za co go cenię. Znów liczne przejścia i urozmaicone solówki co tylko podgrzewa atmosferę, która i bez tego jest gorąca. Mantas z Venom daje czadu w rozpędzonym i mrocznym „flames and Blood”, który jest ostrym kawałek. Znów dochodzi do zmieszania agresji z otwieracza i melodyjności z „Legends”. Taki Crystal Viper jak najbardziej mi odpowiada. Ciężko w dzisiejszych czas o klimatyczne i bogate w emocje ballady, ale Crystal Viper w „We will make it last forever” pokazał że można. Gościnnie pojawia się tutaj Steve Bettney z Saracen. Końcówka płyty jest niestety pozbawiona kolosa, ale zamiast tego mamy kolejne zadziorne killery. Imponuje niezwykle ostry, ocierający się nieco o thrash/power metal „Rise of the Witch Queen”. Tutaj odnoszę wrażenie jakby zespół inspirował się ostatnimi albumem Gamma Ray, kreator czy „Painkillerem” Judas Priest. Szybkie tempo, ostry riff, niezwykła dynamika i przebojowość. Czysta perfekcja i przykład jak grać wysokiej klasy heavy metal. Crystal Viper przyzwyczaił swoich fanów do tego, że na albumach pojawiają się goście z kultowych kapel heavy metalowych oraz covery znanych zespołów z lat 80. Tym razem na tapetę wzięto utwór Grim Reaper i trzeba przyznać, że znów dali czadu. „See You in Hell” brzmi świeżo i powiedziałbym że nawet lepiej w tej wersji zaprezentowanej przez Crystal Viper.

Spotkałem różne opinie na temat Crystal Viper. Jedni zachwalają, drudzy wytykają komercję i to, że zespół zrobił karierę, dzięki Bartowi. Opinie, że Marta nie umie śpiewać i kiepsko zna angielski też były na porządku dziennym. Jednak Marta Gabriela, która zaznaczyła swoją obecność w metalowym światku. Zajęła się tworzeniem ciuchów dla maniaków heavy metalowych, grywa z Jack Starrem, chętnie jest zapraszana gościnnie przez inne wielkie zespoły i stworzyła zespół Crystal Viper, który już osiągnął spory sukces. Ten sukces zawdzięczają ciężkiej pracy i naprawdę bardzo dobrym albumem. To muzyka tak ich wybija, to muzyka, która gra w ich sercach i pomysłowość pozwoliła zajść tak daleko. Zakochałem się w tym zespole kiedy odpaliłem „Metal Nation” i po dzień dzisiejszy jest to jeden z ulubionych albumów roku 2009. „Legends” oczarował mnie w sumie po dłuższej przerwie. „Crimen Expecta” kupił mnie swoim konceptem i agresją. Nowy album to mieszanka tych najlepszych albumów. Jest agresja z „Crimen Expecta”, jest ta przebojowość z „Metal Nation” i dojrzałość czy melodyjność z „Legends”. Jednak „Queen of The Witches” przebija je pod względem wokalnym Marty, pod względem brzmieniowym i formy podania kompozycji. Czysta perfekcja i słabych punktów nie uświadczyłem. Liczyłem na powrót do formy, ale nie aż takiej. Crystal Viper to jeden z najlepszych zespołów heavy metalowych ostatnich lat i ten album to tylko potwierdza. Królową wiedźm jest tylko jedna.

Ocena: 10/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz