niedziela, 10 czerwca 2012

PATHFINDER - Fifth Element (2012)


Polska nie gęś i swój zespół grający symfoniczny power metal w stylu RHAPSODY ma, a jest nim PATHFINDER, który w krótkim czasie zebrał nie małe grono fanów. "Beyond The Space Beyond The Time" z 2010 roku szybko wpisali się do grona młodych zespołów mających ogromny potencjał, jedni nawet okrzyknęli nasz rodzimy zespół mianem drugiego RHAPSODY. Wysoko postawiona poprzeczka w postaci bardzo udanego debiutu zwiększyła tylko apetyt na drugie danie. Minęły dwa lata a zespół właśnie wraca z nowym albumem który się zwie „Fifth Element” i jest to swego rodzaju kontynuacja stylu z poprzedniego albumu, choć czuję się rozwój i wyższy poziom muzyczny aniżeli na debiucie. Muzyka zawarta na tym krążku, jest bez wątpienia bardziej złożona, bardziej przemyślana, bardziej dojrzała. Tutaj już nie chodzi o sam fakt, ze muzycy serwują bardziej ciekawsze motywy, melodie, bardziej dopieszczone partie wygrywane na swoich instrumentach, tutaj chodzi bardziej o sam fakt ciekawszych pomysłów na utwory, na motywy, na to co się dzieje w obrębie danych utworów, na ich wykonanie, na ich przebojowy charakter, czy też ubarwienie różnymi smaczkami. Główną rolę odgrywają melodie, chwytliwość, prostota, złożoność, rozbudowane kompozycje, ale wszystko brzmi jeszcze lepiej niż ostatnio. Więcej hiciorów, więcej ciekawszych pomysłów, a to w połączeniu z wysoką formą muzyków, niesamowitym krystalicznie czystym brzmieniem wyprodukowanym przez Sasha Peatha czyni ten album niezwykłym dziełem dostarczającym słuchaczowi sporo emocji i niesamowitych przeżyć.

Brzmienie, klimatyczna okładka, niesamowita atmosfera fantasy to tylko część atutów tej płyty, ale najbardziej przemawiającym do mnie argumentem jest sam materiał, który jest przygodą niesamowitych wrażeń, niezapomnianych przeżyć, które na długo zostają w głowie słuchacza. Budowanie napięcia, stworzenie niezwykłej atmosfery fantasy, nacisk na bogactwo symfonicznego metalu, to wszystko jest zawarte w epickim intrze „Ventus Ignis Terra Aqua”. Zespół poczynił jak dla mnie ogromne postępy w stosunku do debiutu i to słychać już w tytułowym kawałku „Fifth element” . Ten utwór daje właściwie przedsmak tego co nas czeka. Słychać, że zespół się rozwinął zarówno pod względem technicznym, jak i kompozytorskim. Wykonanie jest na miarę światowej klasy zespołu, precyzja, dynamika, przebojowy charakter, dbałość o detale i bogactwo instrumentalne. Dzieje się sporo, a wszystko przyrządzone ze smakiem, z pomysłem. Niby ponad 8 minut trwa utwór, a cały czas się coś dzieje, nie ma rutyny, nie ma popadania w stagnację i granie na jedno kopyto. Zachwyca zarówno nowy perkusista Kacper Stachowiak, jak i wysoka forma wokalisty Szymona Kostro, który jest rasowym power metalowym śpiewakiem, stawiają na charyzmę i wysokie rejestry. Na debiucie melodie były bardzo dobre o tyle na nowym albumie są one po prostu genialne i świetnie tego dowodzi przebojowy „Ready to Die Between Stars”. Ta współpraca klawiszy z gitarami jest tutaj imponująca. Praca obu gitarzystów układa się nadzwyczaj bardzo dobrze i zarówno Mania jak i Gunsen nie mają się czego wstydzić, bo grają z oddaniem, zaangażowaniem, z radością i miłością do muzyki i to słychać. Warsztat techniczny daje im wsparcie, nawet skrzydła, co sprawia że jest tutaj pełno naprawdę intrygujących i budzących zdziwienie partii gitarowych. Słychać to na pewno w takim dynamicznym „The Day When I Turn Back Time” czy też rozpędzony, ostry „Chronokinies” gdzie takich pięknych, melodyjnych pojedynków na solówki mamy od groma. Patos, podniosłość, epickość, niesamowita atmosfera, zróżnicowanie, to cecha niemal każdego utworu, ale idealnie wyeksponowane są te cechy w „March To The darkest Horizon”. Zadbano oczywiście o aspekt zaskoczenia, zróżnicowania zawartości, stosując sprawdzony zabieg czyli ballada i „Yi Yang” z kobiecymi wokalami, chórkami, i przepiękną solówką, tylko upiększa formę albumu. Dalsza część albumu to już nieco bardziej zwarte kawałki i mamy tutaj taki dynamiczny „Elemental Power”, który dowodzi o wysokiej formie zespołu, tutaj jakby na dalszy plan schodzą symfoniczne patenty, jakby gitary odgrywają decydującą rolę i jest nieco ciężej. Ci którzy lubią ostatni album DRAGONFORCE też pokochają dynamikę i pazur PATHFINDER w „Ad Futuram Rei Memoriam”. O tym, że zespół na tym albumie sypie ciekawymi melodiami, pomysłami i niezwykłą precyzja wykonania świadczyć może taki „When the Sunrise Breaks the Darkness” z zapadającą melodią wygrywaną przez klawisze. I piękne zakończenie w postaci outra „Vita”.

Nie spodziewałem się, że polski zespół będzie stać na taki wyczyn, na przebicie poziomu debiutu, a jednak ta ciężka sztuka się udała. PATHFINDER nagrał genialny album, bez skazy. Idealny w każdym calu, a to pod względem wizualnym, technicznym, czy też kompozytorskim. Duma rozpiera kiedy się słucha że muzycy rozwijają się i to w bardzo dobrym kierunku, że nagrywają album na światowym poziomie. Nie mamy się czego wstydzić, mamy w końcu pierwszy znakomity power metalowy zespół który można śmiało promować za granicą. „Fifth Element” to popis umiejętności muzyków, to parada gitarzystów, to magiczne sztuczki wokalisty, to przykład przede wszystkim precyzji wykonania, dbałości o detale, to staranne wykonanie, a przede wszystkim przebojowość, jak i bogactwo instrumentalne, dostarczające słuchaczowi emocji na najwyższym poziomie. Polski zespół zaskoczył mnie i to bardzo pozytywnie.

Ocena: 9.5/10

14 komentarzy:

  1. Dłuższego napisać się nie da?:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tylko debil mógł napisać taki komentarz do recenzji.

      Usuń
  2. Da się , odsyłam do recenzji Gamma Ray czy też Avantasii:D

    OdpowiedzUsuń
  3. PATHFINDER gra muzykę która w ostatnim czasie mnie odstraszała od sięgania po tego typu albumy, na sam wydźwięk słów symfoniczny power wyraz mojej twarzy przybiera bliżej nieokreślone kształty. I tak było tym razem jedyne co popchło mnie do odpalenia tej płytki był fakt że to polski zespół... i co i strzał w pysk szczena na zol i tak prawie przez cały album żeby nie mieć złudzeń przesłuchałem go jeszcze raz i odetchnąłem z ulgą. Tak jest jeszcze zespół który potrafi mnie zaskoczyć w tym gatunku Metalu. Oby więcej takich dzieł a beda fes zadowolony.
    P.S. Dłuższego napisać mi się nie chciało hehe.

    OdpowiedzUsuń
  4. o0 a myślałem że tylko mnie ten album zniszczył. Też nie jestem jakimś wielkim fanem tego gatunku i żeby znaleźć coś niszczącego to nie raz muszę czekać i czekać. Nie liczyłem że rodzimy zespół tak mnie porwie, ostatni album był dla mnie dobry i bez większych emocji przesłuchiwałem go, tutaj jest inaczej każdy utwór tętni swoim życiem, cały czas się coś dzieje no i te pomysły na utwory niemal genialne. Oj coś czuję że Rhapsody tego nie pobije:D

    OdpowiedzUsuń
  5. Rhapsody 2 ostatnie albumy miał całkiem niezłe ale po odejściu "Luki" ich przyszłość stoi pod znakiem zapytania. Jak dla mnie najlepszy album Rhapsody to Down Of Victory a Pathfinder z racji tego że jest polski to przez niektórych jest pomijany na starcie, ich pierwszy album na mnie też nie zrobił wrażenia ale dałem im drugą szansę iii... po prostu cieszę się że nie ominąłem tego wydawnictwa.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie ukrywam że u mnie było podobnie, debiut tylko dobry, bez podniety, ale nie skreśliłem ich i postanowiłem sprawdzić z czystej ciekawości, czy stać ich na coś więcej, jak widać, słychać stać:D Póki co najlepsze wydawnictwo w kategorii symphonic power :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie znam się na riffach, wejściach, patentach czy innych technicznych zagadkach muzyki.. Ja po prostu słucham muzyki i ten album mnie urzekł... Poprzednim również się zachwycałam, ale Fifth Element jest dla mnie jak mantra... genialny!

    OdpowiedzUsuń
  8. Album bardzo dobry - tylko, że brzmi dwa razy gorzej niż debiut. Gitary grają jakimś takim "radiowym" pasem w riffach, a beczki brzmią (pomimo lepszego bębniarza) poprostu słabo.

    OdpowiedzUsuń
  9. Widzę, że zdania są podzielone co do albumu:D Jak dla mnie jest to dzieło bardziej dojrzałe pod każdym względem od debiutu, tutaj kompozycje pod względem pomysłów są ciekawsze. A czy brzmienie gorsze czy lepsze od debiutu to niech ocenią specjaliści. Zobaczymy jaka będzie odpowiedź RHAPSODY na ten krążek.

    OdpowiedzUsuń
  10. Pierwszy debiut bardzo mnie zaciekawił, choć nie gustuję w power metalu. Oczekując drugiego, wcale się nie zawiodłem, a wręcz przeciwnie - zwalił mnie z nóg.

    OdpowiedzUsuń
  11. Płyta extra i tyle !!!! Wokale lepsze jak na debiucie .Można się czepiać detali ale nie mamy się czego wstydzić do zachodu .Zespół się rozwija .WIELKIE BRAWA !!!!

    OdpowiedzUsuń
  12. Odszedł z kapeli w 2013 roku klawiszowiec ,na 90 procent zegna się też vocal ,czyżby koniec ?????

    OdpowiedzUsuń
  13. WIELKA SZKODA ŻE TAK POTOCZYŁY SIĘ LOSY TEJ KAPELI , ZNAM TROCHĘ SZCZEGÓŁÓW SZKODA !!!!

    OdpowiedzUsuń