środa, 23 stycznia 2013

TIMELESS MIRACLE - Into Enchanted Chamber (2005)


Czy muzyka może przenieść do świata magii? Czy dzięki muzyce metalowej można się poczuć jak bohater baśni? Czy można nagrać album, który przeniesie słuchacza do krainy magii, do świata gdzie jednak nie ma ani rycerzy, ani smoków, nie ma żadnego boga typu Thor czy Odyn? Stworzyć muzykę, która ujmie słuchacza swoją lekkością w formie, prostotą w treści? Która pokaże, że metal może być radosny, miły dla ucha i strasznie przebojowy. Oj można i mimo upływu lat wciąż do grona tych nielicznych albumów, które potrafią przenieść słuchacza do radosnego świata magii i baśni jest szwedzki zespół TIMELESS MIRACLE i ich debiutancki album „Into The Enchanted Chamber” z roku 2005.


Co wiadomo na temat zespołu? Jak przedstawia się ich historia? Co było przed albumem?Nazwa TIMELESS MIRACLE zaczęła funkcjonować w roku 2001 i wtedy można było to nazwać bardziej jako niezobowiązujący projekt, będący pomysłem dwóch muzyków,a mianowicie Holsta i Nilssona, lecz początkiem tak naprawdę był założony w 1995 roku zespół TRAPPED i to właśnie pod tą nazwą ukazało się pierwsze demo. W roku 2002 pojawiła się w końcu okazja do tego, by nagrać i wydać w końcu swój debiutancki album. Szybko zatrudniono drugiego gitarzystę Stena Mollera oraz doświadczonego i znanego perkusistę Jaimiego Salazara. Zespół ciężko pracował i w roku 2005 światło dzienne ujrzał debiutancki album „Into The Enchanted Chamber” i warto było włożyć w to serce, oddać się w 100 %, bo zespołowi udało się dzięki temu stworzyć jeden z najlepszych albumów w kategorii melodyjnego power metalu, który przesiąknięty jest klimatem fantasy, magią, który potrafi zauroczyć niezwykłymi melodiami, swoją formą i treścią, który zadowoli fanów FREEDOM CALL, ale także innych znanych niemieckich power metalowych kapel. Tak niemiecka konsekwencja, pomysłowość, przebojowość, melodyjność dają się we znaki, ale to jest bez wątpienia atut tego wydawnictwa. Większość kapel metalowych stara się stawiać na ciężar, zadziorność, ostre riffy i agresję, a TIMELESS MIRACLE idzie w kierunku finezyjności, gracji, lekkości, melodyjności, w kierunku gdzie słychać standardowe, proste riffy, do krainy gdzie jest wesoło i bardzo kolorowo. Ten baśniowy świat kreują muzycy i ich umiejętności, to właśnie niczym malarz pędzlem kreują wyjątkowy świat, gdzie każdy z muzyków robi to co do niego należy, a nawet więcej. Wokal to jest kwestia często sporna, bo albo wokalista irytuje swoim piskiem, albo męczy swoją manierą, jednak w przypadku tego albumu to jest element, który dostarcza słuchaczowi sporo frajdy i niezapomnianych doznań. Mikeal Host nie musi nikogo udawać, jest sobą, śpiewa ciepłym, melodyjnym i czystym głosem, który może nasunąć Micheala Kiske czy Chrisa Bay'a z FREEDOM CALL. Taki wokal idealnie pasuje do konwencji power metalowej, gdzie jest nacisk na melodie. Świetnie komponuje się z słodkimi klawiszami, finezyjnymi, melodyjnymi partiami gitarowymi i Nillson jak i Moller to gitarzyści, którzy wiedzą jak zainteresować słuchacza, jak zbudować napięcie, wykreować odpowiedni baśniowy klimat i to za sprawą klawiszy, czy finezyjnych, energicznych solówek. Słyszałem wiele solówek, riffów, wiele melodii z tego gatunku, ale to co wyprawiają ci muzycy to czysta magia, to granie na wysokim poziomie, z zachowaniem wszelkich standardów technicznych. Mogłoby się wydawać, że pierwszy album będzie oznaczać niepewność, niezdecydowania, brak dopracowania i kiepskie brzmienie, jednak tutaj mamy perfekcyjny album, który jest tego przeciwieństwem. Klimatyczna okładka z takim baśniowym czy też motywem s-f już przykuwa uwagę. Mocne, krystaliczne czyste, wyraziste brzmienie przykuje również uwagę nie jednego słuchacza, nic dziwnego bo w końcu jest to jeden z najlepiej wyprodukowanych albumów z tego gatunku jaki słyszałem. Niemiecka szkoła tworzenia przebojów, tworzenia melodyjności daje o sobie znać właściwie przez cały materiał. Rzadko się zdarza, że każda kompozycja zapada w pamięci, że każda melodia czy motyw chodzi za człowiekiem, prześladuje go, a jednak to udało się osiągnąć zespołowi. Już otwierający „Curse Of The Warewolf” to utwór, w którym sporo się dzieje, który przez swoją rozbudowaną formę dostarcza sporo ciekawych motywów i melodii. Nie sposób się nudzić przy tym hicie, który jest energiczny i bardzo melodyjny. FREEDOM CALL lecz w lepszym wydaniu można by rzec. Krótki, melodyjny, oddający to co najlepsze w niemieckim power metalu,tak można by określić „Witches of Black Magic”. Nie ma tutaj czasu na smęcenie, na silenie się na coś innego, nie ma kombinowania i kolejne utwory tylko jeszcze bardziej kupują słuchacza, bo jak się oprzeć, melodyjnemu z motywem nasuwający muzykę poważną „Into The Enchanted Chamber”? Jak nie tupać nogą, nie bujać się w rytm bardziej stonowanego, ale bardzo melodyjnego „The Devil” z kolejnym znakomitym refrenem ? Również spustoszenie sieje dynamiczny, taki power metalowy killer jak „The red Rose” i nikogo nie powinno zdziwić tutaj kolejne znakomite solówki, chwytliwy motyw główny, czy też klimatyczny, zapadający w pamięci refren, taki na miarę wielkich niemieckich kapel power metalowych typu FREEDOM CALL czy GAMMA RAY. Podoba mi się również rytmiczność w „Return of Warewolf”, nieco bardziej komercyjny „The Gates Of Hell”, który jest bardziej stonowany, bardziej łagodny i nawet ballada „Memories” jest tu świetna, taka tajemnicza, romantyczna i bardzo uczuciowa.

Kraina czarów, magii, świata baśni stoi otworem i ty drogi czytelniku możesz zasmakować radosnego i kolorowego świata, który jest kreowany przez muzykę, przez muzyków, specjalistów melodyjnego power metalu. Tak wy wszyscy, którzy nie znacie tego zespołu możecie poznać ten magiczny świat, gdzie każdy utwór jest nadzwyczaj melodyjny, energiczny, radosny i przebojowy, gdzie każdy riff, motyw, solówka dostarczy niezapomnianych doznań i tak zostaniesz pochłonięty tym światem, że będziesz do niego często wracał. Prawdziwa perła pośród wiele innych power metalowych albumów. Czysta perfekcja i szkoda tylko, że kapela nie daje znaków życia. Jeśli się ktoś uważa, za fana power metalu musi znać to wydawnictwo.

Ocena: 10/10

1 komentarz:

  1. Szkoda tylko,że wydali tylko ten jeden album.10/10!!!

    OdpowiedzUsuń